Lotnictwo

Zarząd LOT-u apeluje, tłumaczy i ostrzega

Bloomberg
Na mocy decyzji podjętej przez Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy w najbliższy czwartek, 18 października, ma zacząć się strajk.

Jak informowała w ostatni piątek Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, ma on potrwać „aż do skutku’’ a pracownicy są przygotowani na 63 dni protestu. Gdyby rzeczywiście do tego doszło, spółka może tracić po 20 mln złotych dziennie. 

Głównym celem protestu jest przywrócenie jej do pracy. Żelazik została zwolniona dyscyplinarnie na początku czerwca. Była główną organizatorką nieudanego strajku generalnego na początku maja 2018 roku. Na jej usunięcie z LOT związki nie wydały zgody, zaskarżyły tę decyzję do Państwowej Inspekcji Pracy, która nakazała LOT-owi przywrócenie do pracy działaczki związkowej. LOT z kolei zaskarżył i tę decyzję.

Organizatorem strajku, oprócz ZZPPiL jest jeszcze Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT (ZZPK) oraz OPZZ Konfederacja Pracy. Dodatkowym postulatem jest m.in powrót do systemu wynagrodzeń zgodnego z układem zbiorowym z 2010 roku, który został wypowiedziany w 2013 roku, kiedy spółka znalazła się na granicy bankructwa. Teraz, skoro LOT ma zysk, zdaniem związkowców firma powinna powrócić do poprzedniego systemu wynagradzania, a nie jak w wypadku załóg latających, uzależnienia zarobków od liczby przepracowanych godzin. Spełnienie tego postulatu oznaczałoby dla LOT-u konieczność wydania 98 mln złotych rocznie dodatkowo. Prognozowany zysk spółki na ten rok to 225 mln złotych. Nie znaczy to, że w Locie nie zarabia się lepiej niż w 2016 roku. Od tego czasu podwyżki, premie i nagrody kosztowały budżet spółki około 30 mln złotych. Postulat kolejny to odwołanie prezesa Rafała Milczarskiego, z którym związkowcy nie zamierzają już negocjować. Pisali o tym wielokrotnie do premiera, któremu bezpośrednio podlega spółka, ale nie dostali odpowiedzi.

— Jeśli dojdzie do strajku, będzie on nielegalny — ostrzega rzecznik LOT-u Adrian Kubicki. — W sprawie strajku jest zabezpieczenie i toczy się postępowanie sądowe, do czasu jego zakończenia jakakolwiek akcja strajkowa będzie nielegalna — dodaje.

Dzisiaj w piśmie wysłanym do organizatorów strajku zarząd spółki kolejny raz zaapelował o zaniechanie strajku. „Wzywamy do kontynuowania rozmów, które wspólnie - jeszcze w dniu 10 października — zaplanowaliśmy na dzień 17 października 2017” - czytamy w piśmie. I dalej: „Strajk będzie nielegalny, gdyż cały czas w mocy pozostaje postanowienie Sądu Okręgowego z dnia 21 września 2018 roku, w którym Sąd zakazał Związkom Zawodowym działającym w PLL LOT prowadzenia akcji strajkowej w oparciu o rzekome referendum strajkowe oraz decyzje Walnych Zgromadzeń ZZPK, ZZPPPiL oraz OPZZ Konfederacji Pracy. Co więcej Związki Zawodowe nie podjęły żadnych czynności zmierzających do zakwestionowania tego postanowienia”. Zarząd LOT-u wskazuje również, że strajk w obronie Moniki Żelazik w cztery miesiące po jej zwolnieniu ma być wyraźnie udzieleniem wsparcia dla jej kandydatury w wyborach samorządowych. I dodaje, że gdyby rzeczywiście strajk w jej obronie miał się legalnie odbyć, to powinno być przeprowadzone kolejne referendum.

Pracownicy LOT-u, na których związki wywierają nacisk, żeby rozpoczęli protest w najbliższy czwartek, przyznają, że są już zmęczeniu patową sytuacją i najbardziej chcieliby, żeby strony się porozumiały. Są zdenerwowani, że konflikt został upolityczniony - włączył się w to OPZZ. Największą pretensję mają do Moniki Żelazik, która długo nie informowała ich o zamiarze kandydowania w wyborach samorządowych, a jest „jedynką” wśród kandydatów na radnych dzielnicy Bemowo na liście komitetu Jana Śpiewaka „Wygra Warszawa”. Wielu z nich — jak przyznają nieoficjalnie — nie zdecydowało jeszcze, jaką decyzję podejmie w najbliższy czwartek. — Nie podoba mi się, że Monika wykorzystuje swoją związkową pozycję do kampanii wyborczej. To nie jest fair - mówi „Rzeczpospolitej” jedna ze stewardes.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL