fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

„Głód" Martína Caparrósa: Rewolucja pustych talerzy

Martín Caparrós będzie gościem Big Book Festival 10 – 12 czerwca w Warszawie
Alejandra_Lopez/Wydawnictwo Literackie
Głośna książka „Głód" Martína Caparrósa łamie stereotypy, budzi gniew i wskazuje odpowiedzialnych.

„Jest wiele przyczyn głodu. Brak żywności już do nich nie należy" – pisze Martín Caparrós w liczącej blisko 800 stron reporterskiej książce o największym problemie ludzkości. „Głód" ukazał się już w kilkunastu krajach. To złożona i detalicznie udokumentowana odpowiedź na pytanie, dlaczego na świecie wciąż głoduje 900 mln ludzi. Wciąż, bo choć od dekad różnymi metodami zmagamy się z problemem, liczba dotkniętych nim osób nie maleje.

To nie jest przyjemna lektura, ale – co mniej oczywiste – od pierwszych stron wciągająca. Nie tylko jako ambitne dochodzenie, także jako pokuta. Caparrós, doświadczony argentyński reporter, nie epatuje cierpieniem, unika ckliwości, dydaktyki, patosu. Podszedł do tematu niemal beznamiętnie, bo też – co w książce udowadnia – głód nie jest stanem wyjątkowym ani następstwem katastrof.

Prawda jest prozaiczna i posępna – głód to uporczywa codzienność, tyle że odległa. Najgorzej, że przyzwyczailiśmy się do niego, zobojętnieliśmy. Sformułowania o „afrykańskim głodzie" stały się wręcz frazesami używanymi wobec zjawisk niezmiennych, bo naturalnych. Tymczasem Caparrós podjął się w książce uchwycenia głodu – niewidzialnego przeciwnika, z którym spotykał się, pracując m.in. w strefach konfliktów, z ofiarami problemów społecznych – ale też obnażył wiele błędnych przekonań. Na przykład powtarzane od XVIII stulecia za Tomaszem Malthusem twierdzenie, że przyrost ludności uniemożliwi jej wyżywienie. W „Głodzie" aż gęsto od raportów i badań wykazujących, że już dziś nadwyżka produkcyjna pozwoliłaby wyżywić nawet 13 mld ludzi, pod warunkiem że spożywcze bogactwo byłoby uczciwie dzielone.

Autor wskazuje, że kluczowym mechanizmem powodującym, iż co minutę z powodu głodu lub jego następstw umiera pięcioro dzieci, jest niesprawiedliwa dystrybucja żywności. Na przykładzie rodzimej Argentyny, spekulacji giełdy w Chicago czy procesów ekonomicznych w Azji opisuje, jak to się dzieje, że tak duża część upraw i nasion koncentruje się w rękach tak nielicznych, w tym Polaków, żyjących w silniejszej i zamożniejszej części globu. Ziarno, dla jednych niezbędne do przeżycia, dla innych jest źródłem biopaliwa tankowanego do samochodów albo paszą dla bydła, które ląduje na talerzach w postaci steków. Nagły skok cen zboża na giełdach natychmiast oznacza, że dziesiątki tysięcy ludzi w jakimś kraju nie mogą kupić jedynego posiłku w ciągu dnia. Przykładów jest mnóstwo.

„Głód" zmusza, by na stary problem spojrzeć z nowym gniewem i autorefleksją, przyznając jedno: dysponujemy wszystkimi narzędziami i możliwościami, by rozwiązać problem głodu. Nie w przyszłości, lecz teraz i całkowicie. Dlaczego tak się nie dzieje?

Autor wskazuje krąg odpowiedzialnych łupieżców. „Główną przyczyną głodu w świecie jest bogactwo: fakt, że nieliczni zagarniają dla siebie to, czego potrzebuje wielu, w tym żywność". Odsłania mechanizmy rynku wikłające ubogich rolników z Afryki czy Azji w zależności od koncernów. Pokazuje, jak w Chinach – metodami dyktatury i wolnego rynku – doprowadzono do tego, że miliony ludzi przestały głodować, ale także jak nowa klasa średnia zasila grupę łupieżców.

Wskazuje na wiele splotów, interesów i modeli działania, które składają się na tragiczny los głównych bohaterów jego książki. Są nimi mieszkańcy Nigru, Madagaskaru, Indii, Bangladeszu, Argentyny oraz innych miejsc, w których, jeśli się je, to każdego dnia to samo i zawsze za mało. Głodować znaczy nie zjadać dość białka i innych substancji niezbędnych do produkowania energii. To znaczy: nie mieć siły, nie rosnąć, nie marzyć i nie myśleć o niczym innym niż zdobycie pożywienia, co dzień się wyniszczać. Dosłownie żyć, umierając.

Reporter, by zrozumieć głód, zakwestionował wszystko, co z nim związane. Także sens pomocy humanitarnej. Podkreślając jej rolę w ratowaniu życia, pokazuje jednak, że poprzez „dawanie worka ryżu" organizacje religijne, polityczne i gospodarcze w istocie podtrzymują istnienie głodu. Zaleczają skutki, nie likwidują przyczyn.

Jak to robić? – pytanie powraca wielokrotnie. Autor przeanalizował sytuację, także kulturową i etyczną, współczesnego świata i wie, jak trudno wskazać jedno działanie, które mogłoby wyzwolić reakcję łańcuchową poprawy. Naświetla szerszy kłopot – brak wiary w przyszłość, która będzie czymś innym niż powtarzanie teraźniejszości. Świat cierpi na deficyt śmiałych idei oraz nadziei na lepsze dni – uważa Argentyńczyk. Studiował historię na Sorbonie i do głodu podchodzi z dziejowej perspektywy. Jego zdaniem żyjemy w bezideowej pauzie, jaka już nieraz się zdarzała. Ale prezentuje też w książce wiele przykładów trwającego już poszukiwania rozwiązań. Pokazuje tych, którzy testują świeże sposoby walki z głodem, a przy okazji proponują alternatywne scenariusze naszych losów.

Opowieść o głodzie Caparrós napisał równolegle: poprzez losy zrozpaczonych, którzy wkładają do garnka kamyki i trawę, by oszukać ssący ból, oraz mocarzy, którzy piszą strategie, statystyki i dysponują potężnymi kwotami, tworząc... coraz więcej obszarów głodu.

Autor zmierzył się z odpychającym i niewdzięcznym tematem, jednak głód to jedynie soczewka, w gruncie rzeczy mamy raport o stanie ludzkości. Bolesny, trudny do podważenia, ale też zachęcający – glob bez głodu jest możliwy, pod warunkiem że wywrócimy nasz ład społeczny.

Reportaż Caparrósa jest – obok książki Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat" (polska premiera w kwietniu) – najśmielszą publikacją od początku stulecia. Zaproszeniem do rewolucyjnego myślenia o świecie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA