fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Libicki: Z iloma osobami miałem kontakt? Pewnie to idzie w setki

Fotorzepa/ Jakub Czermiński
- Wyobraźmy sobie, że takie słowa o końcu epidemii wygłasza Borys Budka. Na pewno wylałyby się na niego strumienie pomyj - ocenił w rozmowie z Onetem senator Jan Filip Libicki, który w szpitalu w Poznaniu walczy z koronawirusem.

Jan Filip Libicki poinformował w sobotę, że jest zakażony nowym koronawirusem. "Oczywiście podam tych, których spotkałem w zeszłym tygodniu, do Sanepidu. Gdybym o kimś zapomniał proszę, by sam zrobił test" - napisał na Twitterze.

W związku ze sprawą w niedzielę zapadła decyzja o przełożeniu o tydzień czternastego posiedzenia Senatu, które miało rozpocząć się 4 sierpnia. Jak powiedział "Rzeczpospolitej" szef Centrum Informacyjnego Senatu Grzegorz Furgo, przełożone o siedem dni zostały też posiedzenia senackich komisji.

W najbliższym czasie senatorowie i pracownicy Senatu mają zostać przebadani pod kątem koronawirusa. W czwartek członkowie izby wyższej mieli wziąć udział w Zgromadzeniu Narodowym, które odbierze przysięgę od prezydenta Andrzeja Dudy.

Libicki w rozmowie z Onetem stwierdził, że liczba osób, z którymi się spotykał „pewnie idzie w setki”. - Byłem i na wyjazdowym posiedzeniu senatorów senackiej większości, i na pogrzebie, i na spotkaniach w terenie, na spotkaniu z branżą turystyczną... Wszędzie tam miałem kontakt z dziesiątkami ludzi - wymieniał.

- Ale ja przypuszczam, że zaraziłem się po 27 lipca - zastrzegł. - Bo ci, z którymi miałem kontakt przed 27. robili sobie testy i są „czyści”. Z drugiej jednak strony trudno mi cokolwiek pewnego stwierdzić, bo mój asystent, który w tę sobotę odwiózł mnie do szpitala i pomagał mi zainstalować się w pokoju jest zdrowy. A inny, który miał ze mną kontakt przez zaledwie kilka godzin już przebywa w tym samym szpitalu, co ja. Co prawda nie ma jeszcze wyników testu, ale lekarz powiedział, że wygląda tak słabo, że on go ze szpitala nie wypuści - tłumaczył senator Koalicji Polskiej-PSL.

Libicki oceniając działania rządu w walce z epidemią koronawirusa stwierdził, że jedna rzecz go „zmroziła”. - To, jak premier opowiadał, że epidemia się skończyła, że z nią wygraliśmy. Przecież to jest taka nieprawda, że aż ręce opadają, ja jestem najlepszym przykładem. A za takie słowa w wielu krajach Unii szef rządu musiałby się natychmiast podać do dymisji. Tyle że u nas nie da się już nikogo obiektywnie ocenić, niestety - mówił.

- Podziały w Polsce stały się tak wielkie, że każda - nawet najbardziej uzasadniona krytyka, jak w przypadku tych słów Mateusza Morawieckiego - od razu jest przez przeciwną stronę odrzucana jako „atak totalnych”. (...) Przecież wyobraźmy sobie, że takie słowa o końcu epidemii wygłasza Borys Budka. Na pewno wylałyby się na niego strumienie pomyj. A nie mamy ani jednej obiektywnej instytucji, której obie strony tego polskiego sporu mogłyby po prostu uwierzyć. I dlatego nie znalazł się nikt, kto by premierowi Morawieckiemu wprost powiedział: „człowieku, takich rzeczy o końcu epidemii po prostu nie wolno mówić”. Wielka szkoda - powiedział Jan Filip Libicki.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA