fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Chaos w szpitalu w Grójcu. Chorzy lekarze, izolacja dla zdrowych

AFP
W ciągu kilku dni w szpitalu w Grójcu popełniano błędy dotyczące procedur bezpieczeństwa w czasie epidemii koronawirusa. Doprowadziły one między innymi do zakażenia siedmiorga medyków, izolacji kilkudziesięciu innych oraz zakażenia dziesięciu pacjentów. Jak informuje Onet, placówka ta została sparaliżowana, a proceduralny chaos sprawił, że na przymusowej kwarantannie pozostaje wiele zdrowych osób.

Jak pisze Onet, historia Powiatowego Centrum Medycznego w Grójcu w województwie mazowieckim jest podręcznikowym przykładem błędów, jakie można popełnić w trakcie epidemii.

W szpitalu znajduje się 107 łóżek dla osób dorosłych. Istotne w obecnej sytuacji jest to, że 20 z nich przeznaczonych jest do intensywnego nadzoru oraz sześć do intensywnej terapii. Choć na swojej stronie internetowej szpital chwali się fachowością, zapis sześciu dni „życia szpitala” pokazuje, że jej zabrakło.

„Z samego rana do pracy przychodzi dr Z. Ma gorączkę i suchy kaszel, czyli symptomy świadczące o ryzyku zakażenia koronawirusem” - czytamy w Onecie. – Gorączkę miał już w poprzednich dniach, ale dopiero we wtorek sytuacja dojrzała do pobrania wymazu – opowiadał jeden z pracowników placówki.

O zasady postępowania w takich wypadkach zapytany został prof. Krzysztof Chomiczewski, epidemiolog i były komendant Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii, a obecnie krajowego konsultanta ds. obronności w dziedzinie epidemiologii. - Pomieszczenia, w których przebywał ten człowiek, należy poddać dezynfekcji, a jego odizolować oraz pobrać materiał do badania. Osoby, które się z nim kontaktowały, również należy poddać kwarantannie do nadejścia wyniku. Jeżeli wynik będzie pozytywny, to oczywiście kwarantannę trzeba przedłużyć. Natomiast jeśli będzie negatywny, to wówczas taką osobę można zwolnić. To są standardy znane od dawna jako metody walki z epidemią - powiedział prof. Chomiczewski.

W szpitalu w Grójcu wygląda to jednak tak, że jeden z medyków pobiera od lekarza wymaz, co kwalifikuje go do natychmiastowej kwarantanny. Doktor Z. deklaruje gotowość do pracy na dyżurze w karetce pogotowia. Gdy informacja o pobraniu wymazu od doktora Z. roznosi się po szpitalu, dwóch ratowników, którzy mają tego dnia przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, odmawia współpracy. Zwierzchnicy ratowników są zbulwersowani tą decyzją. - Powiedziano im, że co sobie wyobrażają i jak się zachowują, że to na pewno zwykłe przeziębienie i jeśli służba zdrowia popadnie w taką paranoję, to nie będzie komu pracować - powiedział pracownik szpitala. – Usłyszeli, że jeśli się boją, to mogą jeździć z doktorem w kombinezonach i maseczkach.

Ratownicy jednak uparcie odmawiają. W końcu szefostwo ustępuje. Doktor Z. zostaje wysłany do szpitalnej izolatki, gdzie ma czekać na wynik badań. Karetka pogotowia ze specjalistycznej (czyli z lekarzem) zostaje przemianowana na podstawową (czyli z samymi ratownikami) - dodał. 

Gdy u medyka pojawia się podejrzenie zakażenia, pomieszczenia, w których przebywał, powinny zostać czasowo zamknięte i zdezynfekowane. Mimo że doktor Z. od rana chodził po izbie przyjęć, do końca dnia działała ona jednak bez chwili przerwy.

Po południu przyszła kolejna zła informacja: przebywająca w izolatce szpitala w Nowym Mieście pielęgniarka jest zarażona koronawirusem. Pielęgniarka pracuje także w szpitalach w Piasecznie oraz Grójcu. Informacja ta powoduje zamknięcie następnego dnia oddziału wewnętrznego szpitala w Piasecznie. W Grójcu wszystko nadal działa bez zmian.

18 marca - testy dla zarządu

Około godziny 5.00 rano do szpitala przychodzi pozytywny wynik próbki doktora Z., a między pracownikami rozdzwaniają się telefony, że wielu z nich miało kontakt z zarażonym lekarzem. 

Szefostwo szpitala decyduje się pobrać wymazy od pracowników, którzy w ciągu ostatnich pięciu dni mieli kontakt z zarażonym doktorem. Wymazy zostają pobrane także od pracowników zarządu.

Pracownicy zaczynają się buntować. - Pięć dni to za mało, każdy medyk wie, że w takim przypadku powinno się przebadać wszystkich, którzy minimum przez ostatni tydzień stykali się z doktorem. W ten sposób pominięto niektórych ratowników, którzy na bank stykali się z doktorem. Zamiast tego wymazy zrobił sobie cały zarząd - podkreślił jeden z pracowników. Szefostwo szpitala pozostaje jednak nieugięte.

Gdy pracownicy oddziału wewnętrznego dowiadują się o wymazach, oni także domagają się pobrania od nich próbek, gdyż mieli kontakt z zarażoną pielęgniarką z Nowego Miasta. Ostatecznie szefostwo wyraża zgodę, żeby pobrać wymazy także od nich.

Do laboratorium Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie jedzie łącznie ponad 60 próbek z Grójca. Tego samego dnia PHZ zostaje zamknięte z powodu wykrycia koronowirusa u jednego z pracowników, a próbki zostają rozesłane po innych laboratoriach.

Wszystkie oddziały szpitala, na których przebywali zakażeni lekarz i pielęgniarka ciągle jednak działają. Nie zostają także zdezynfekowane, nikt nie poddaje kwarantannie przebywających tam pacjentów oraz nie wstrzymuje kolejnych przyjęć.

Ponad 60 osób, od których pobrano wymazy, wysłane zostają do domu. Pracownicy nie wiedzą w jakiej formie - na urlop czy na kwarantannę. Szpital zapewnia, że do rana następnego dnia dostaną wyniki próbek i wszystko będzie jasne. 

19 marca. Kwarantanna w pracy

Pracownicy od rana czekają na wyniki badań, próbują maksymalnie odizolować się od swoich rodzin. Część pielęgniarek, od których pobrano wymazy dzień wcześniej, zostaje jednak wezwana do pracy, gdyż trzeba przenieść pacjentów jednego z oddziałów. - Na tym oddziale nie ma już ani maseczek, ani strojów ochronnych, więc te dziewczyny albo pracowały w tym, co sobie przyniosły z domów, albo bez żadnych zabezpieczeń - zaznaczył pracownik szpitala.

Tego dnia do pracy przychodzą również prezes szpitala i naczelna pielęgniarka, których wymazy dzień wcześniej pojechały do laboratorium w Warszawie. Zapytany o przychodzenie do pracy w trakcie badania próbek oraz o szereg innych rzeczy szpital, nie odpowiedział.

Później do szpitala zaczynają spływać wyniki próbek lekarzy oraz pielęgniarek z oddziału wewnętrznego, którzy mieli kontakt z zarażoną pielęgniarką z Nowego Miasta. Wśród ponad 30 wyników, są cztery pozytywne. Pielęgniarki, u których stwierdzono zarażenie koronawirusem, dopiero wtedy zostają odesłane do domu. Wciąż nie zdecydowano jednak o zamknięciu oddziału, a około 20 osób, które miały kontakt z doktorem Z., wciąż czeka na wyniki. -  Od rana zaczęliśmy dzwonić do sanepidu w Grójcu. Pytaliśmy o próbki i co dalej z nami, czy mamy kwarantannę. Dla nas to ważne, bo wielu z nas miało kontakt z ludźmi w innych szpitalach, w których pracujemy na drugi lub trzeci etat. Jeśli chodzi o próbki, to odpowiadali nam, że może będą, a może nie. Jeśli chodzi o kwarantannę, to mówili, że od dnia pobrania wymazu, ale na pisemną decyzję nadal musimy czekać - poinformował nas pracownik szpitala.

20 marca. Testy ministrów

W większości szpitali jest problem z brakiem pracowników w trakcie epidemii. Szpitale zaczynają włączać do pracy studentów medycyny. W tym czasie około 20 chętnych do powrotu do pracy medyków z Grójca czeka kolejną dobę na wyniki badań swoich próbek.

– Laboratorium PZH nie działa, więc prawdopodobnie [wymazy pracowników] są w różnych laboratoriach, a laboratoria są zawalone robieniem prób - mówiła dzień później Joanna Narożniak, rzeczniczka Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że opóźnienie w dostawie próbek wynika z faktu, że aktualnie badane są próbki pracowników Ministerstwa Rolnictwa. Onet wysłał do ministerstwa pytania, w jakim czasie badano próbki ich pracowników. Nie odpowiedziano.

Medycy wciąż nie są w stanie wrócić do pracy. - Nikt z nas nie ma objawów. Ja zapłaciłem z własnych pieniędzy 1500 zł na sprzęt ochrony dla siebie, w tym maskę z filtrami ochrony przeciwchemicznej i biologicznej. Nie sądzę, abym był zarażony. Jednak w mojej okolicy ludzie już plotkują, że mam pozytywny wynik i że zarażałem ludzi w szpitalu. To jest bardzo przykre - podkreślił jeden z pracowników.

W grójeckim szpitalu dalej działają wszystkie oddziały.

21 marca. Lekarze chorzy, a oddział działa

Po trzech dobach czekania spływa większość próbek pracowników. Wśród nich po raz kolejny są próbki pozytywne, siedmiu osób z personelu: czterech pielęgniarek oddziału wewnętrznego, lekarza i ordynatora tego oddziału oraz jednego lekarza-ratownika.

Mimo że od chwili wykrycia koronawirusa u jednej z pracujących w nim pielęgniarek i zakażonych sześciu osób personelu, w tym ordynatora, oddział wewnętrzny szpitala działa czwartą dobą. 

Choć większość pracowników ma wyniki ujemne i jest gotowa wrócić do pracy, szybko się okazuje, że to niemożliwe. - Zadzwonili do mnie ze szpitala i powiedzieli, że wypisują mi kwarantannę od 18 marca, czyli daty pobrania wymazu, do 27 marca. Powiedzieli, że to tymczasowe, bo wojewoda może wydać decyzję o powrocie do pracy - powiedział jeden z pracowników.

Pracownicy spędzają godziny na wykonywaniu telefonów do powiatowego i wojewódzkiego sanepidu, ale nikt nie jest w stanie im powiedzieć, kto może zwolnić ich z kwarantanny i przywrócić do pracy. - Dziś obdzwoniliśmy chyba z dziesięć stacji epidemiologicznych, każdy nam mówi co innego. Jedni mówią, że decyzję musi podjąć sanepid wojewódzki, a inni, że powiatowy i tak się przerzucają odpowiedzialnością i odsyłają nas od jednych do drugich - podkreśla medyk z Grójca.

Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie oraz powiatowa w Grójcu. została o to zapytana, ale także nie odpowiedziano. 

22 marca. Brakuje lekarzy. Zdrowi na kwarantannie

Jeden z zarażonych lekarzy z oddziału wewnętrznego przychodzi rano do pracy, ale zostaje odesłany do domu. To już piąta doba działania oddziału wewnętrznego od chwili zidentyfikowania na nim zakażonej pielęgniarki. Lokalny serwis jablonka.info podaje, że szpital wstrzymuje przyjęcia na oddział wewnętrzny, ale także ginekologiczno-położniczy i noworodkowy.

„Mój tata który został wczoraj wypisany ze szpitala w Grójcu z oddziału wewnętrznego zmarł trzy godz po przyjeździe do domu. Szpital był objęty kwarantanną, wieczorem został uruchomiony sztab kryzysowy w Warszawie. Próbki pacjentów zostały pobrane przed wypisem taty ze szpitala. Właśnie dostałam informację, że tata miał wynik pozytywny na koronawirusa! Nie wiem jakie zalecenia podejmie szpital lub sanepid w Grójcu, ale ostrzegam wszystkich, którzy mieli kontakt z pielęgniarkami, lekarzami i pacjentami z oddziału wewnętrznego w Grójcu!!!! My właśnie czekamy na specjalna karetkę z Piaseczna, która przyjedzie po tatę i go zabierze. To jest ostrzeżenie dla was, bo nikt w tego nie powie! Cała noc walczyliśmy, żeby ktoś przyjechał, potwierdził zgon, wszyscy się bali, bo tata był na kwarantannie. Najgorszemu wrogowi nie życzę tego co przechodzimy! Ostrzegam was wszystkich!” - czytamy na Facebooku we wpisie Łucji Nowak. Jak potwierdza wówczas starosta grójecki, taki pacjent przebywał na oddziale wewnętrznym szpitala w Grójcu.

Pracownicy z ujemnymi wynikami testów wciąż czekają. - Kolejne godziny na telefonie i znowu nic - mówił jeden z pracowników. - Wciąż nie wiemy, czy jesteśmy formalnie na kwarantannie, bo nikt z nas nie dostał oficjalnego zaświadczenia. Jak co do czego przyjdzie, mogą nam wcisnąć po prostu urlopy. Boimy się wyjść na zewnątrz, bo jeśli naprawdę jesteśmy na kwarantannie, to grozi nam kara 30 tys. zł. Szkoda nam kolegów, bo z samej izby przyjęć i pogotowia ratunkowego z około 65 pracowników pracuje teraz około piętnastu osób, niektórzy już czwartą dobę - dodał. 

23 marca. Oddział zamknięty

Portal grojec24.net informuje, że dziecięciu pacjentów oddziału wewnętrznego szpitala w Grójcu jest zakażonych koronawirusem. Oddział zostaje opróżniony i jest dezynfekowany, a szpital w Grójcu jest praktycznie sparaliżowany.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA