fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Poroszenko i Saakaszwili w sytuacji patowej

AFP
Kijów jest bezradny wobec byłego prezydenta Gruzji, który nakręca spiralę protestów na Ukrainie.

Wygląda na to, że zarówno prezydent Petro Poroszenko, jak i Micheil Saakaszwili, były gubernator obwodu odeskiego, nie wiedzą, jak zakończyć konfrontację, która w obliczu toczącej się wojny na wschodzie kraju może mieć bolesne skutki dla Ukrainy.

We wtorek rzecznik prezydenta Swiatosław Cegołko opublikował list, który Saakaszwili napisał od ręki i wysłał kilka dni temu do Poroszenki. „Popełniałem i popełniam wiele politycznych błędów, ale jestem przekonany, że trzeba doprowadzić do deeskalacji i nie dopuścić do destabilizacji" – napisał były prezydent Gruzji.

Saakaszwili do wysłanego listu się przyznał i oskarżył Poroszenkę o „brak jakiejkolwiek kultury dyplomatycznej". Stwierdził, że publikując ten list, ukraiński prezydent „zademonstrował swoją głupotę". Oświadczył, że napisał do Poroszenki po konsultacjach z zachodnimi placówkami dyplomatycznymi w Kijowie, które, według niego, opowiadają się za „rozpoczęciem procesu deeskalacji i dialogu".

„Pana dobrowolna dymisja jest ostatnią szansą na przełamanie kryzysu politycznego, który w przeciwnym wypadku będzie się nasilał. Prezydent, który dobrowolnie odejdzie, pochylając głowę przed wolą narodu, może liczyć na złagodzenie kary lub ułaskawienie" – napisał we wtorek Saakaszwili na swoim profilu w jednej z sieci społecznościowych.

Sytuacja robi się coraz bardziej kuriozalna. Pozbawiony ukraińskiego obywatelstwa były prezydent Gruzji, który wdarł się przez granicę na Ukrainę, stawia ultimatum wybranemu w demokratycznych wyborach przywódcy i grozi „nasileniem kryzysu politycznego".

W niedzielę jego zwolennicy starli się z policją, gdy próbowali zająć jeden z budynków w centrum Kijowa. W wyniku starć ucierpiało kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Zdjęcia, które tego dnia kolportowały media, przypominają wydarzenia na Majdanie sprzed czterech lat.

Wiele wskazuje na to, że w Kijowie nie radzą sobie z byłym prezydentem Gruzji. We wrześniu wraz z tłumem swoich zwolenników wdarł się na Ukrainę przez przejście graniczne w Medyce. Na nic zdały się zarzuty prokuratury o nielegalne przekroczenie granicy. Na początku grudnia Saakaszwili usłyszał kolejne. Prokurator generalny Jurij Łucenko oskarżył go o próbę przewrotu państwowego. Co więcej, przewrót ten miał finansować zbiegły po rewolucji na Majdanie ukraiński oligarcha Serhij Kurczenko. By doprowadzić zatrzymanie Saakaszwilego do skutku, elitarne jednostki Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa (SBU) musiały podjąć dwie próby.

Za pierwszym razem został odbity przez swoich zwolenników. Mimo że prokuratura domagała się jego aresztu domowego, po trzech dniach spędzonych w SBU, 11 grudnia, został uwolniony przez sąd w Kijowie. Każdą niedzielę wyprowadza tysiące zwolenników na ulice i domaga się dymisji prezydenta.

– To, co od tygodnia toczy się wokół Saakaszwilego, dyskredytuje cały system państwowy. On otwarcie łamie prawo i nikt mu nic nie może zrobić. To świadczy jedynie o tym, że ukraińskie władze są za słabe – mówi „Rzeczpospolitej" znany ukraiński politolog Konstantin Bondarenko, krytyczny wobec rządu. – Poroszenko rzucił na Saakaszwilego cały system represyjny, a ten system pokazał, że nie jest w stanie poradzić sobie z jednym człowiekiem – dodaje.

Prokuratura w Kijowie odwołuje się od decyzji sądu i na wszelkie sposoby chce, by najbliższe tygodnie Saakaszwili spędził w areszcie domowym. – Problemem ukraińskich sądów jest to, że nie są w stanie podejmować decyzji – mówi „Rzeczpospolitej" kijowski analityk i publicysta Ołeksandr Palij. – Władze nie chcą krwi i zamieszek. Wolą poczekać i nie podejmować gwałtownych ruchów – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA