fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Pindera: W krainie olbrzymów

Wikimedia Commons/Attribution 3.0 Unported (CC BY 3.0)/Jumeirah
Królewska kategoria wciąż nie ma jednego mistrza. Dla jednych jest nim Anthony Joshua, dla innych Tyson Fury.

A przecież jest jeszcze Deontay Wilder, choć już wiemy, że do jego trzeciej walki z Furym szybko nie dojdzie. Teraz wszyscy czekają już na wielką wojnę Joshua–Fury, ze świadomością, że nie będzie w niej faworyta.

Wątpliwości towarzyszą też ocenie szans nowego gracza w tej wadze, Ukraińca Ołeksandra Usyka, absolutnego mistrza niższej kategorii. Niedawno zdał on pierwszy ważny egzamin, pewnie wygrywając z cięższym o 17 kg Dereckiem Chisorą. Pochodzący z Zimbabwe mieszkaniec Londynu trochę go nastraszył w pierwszych rundach, Usyk szybko opanował jednak sytuację. Teraz zapowiada, że będzie w wadze ciężkiej takim samym mistrzem jak w niższej kategorii. Czy to możliwe?

33-letni Ukrainiec w krainie olbrzymów nie może już liczyć na swoje dobre warunki fizyczne (190 cm) i siłę fizyczną. Przypominający gladiatora Joshua, do którego należą trzy pasy (WBA, IBF, WBO), ma 198 cm i znacznie większy zasięg ramion, a przy tym z obu rąk bije z mocą młota parowego. Fury (206 cm), czempion WBC, zasięg ma gigantyczny i porusza się jak baletnica. Mierzącego 201 cm Wildera pokonał przed czasem w rewanżowym pojedynku, ale Amerykanin z Alabamy to wciąż atleta najwyższych lotów, do tego dysponujący jednym z najmocniejszych uderzeń w historii boksu. Jego prawa ręka niezmiennie budzi strach.

Wciąż można być jednak niższym, lżejszym i całkiem dobrze dawać sobie radę w takim towarzystwie. Jest tylko jeden warunek: trzeba mieć to coś, wartość dodaną, by z olbrzymami skutecznie walczyć. Mike Tyson miał nokautujące uderzenie, Chris Byrd genialną defensywę, a Roy Jones Jr był geniuszem boksu. Wszyscy oni weszli na szczyt królewskiej kategorii.

Usyk też jest wyjątkowy, ale z przepowiadaniem przyszłości warto się jednak wstrzymać. Jak wygra z kimś ze ścisłej czołówki olbrzymów, będziemy mądrzejsi.

Szkoda, że 21 listopada nie dojdzie do rewanżowej walki Aleksandra Powietkina z Dillianem Whyte'em. 40-letni Rosjanin, mistrz olimpijski z Aten (2004), zakaził się koronawirusem i jest w szpitalu. Być może gdyby po raz drugi pokonał Whyte'a, obejrzelibyśmy jego starcie z Usykiem. Powietkin, choć wciąż znakomity boksersko, jest jednak niższy od Ukraińca, więc nie byłaby to konfrontacja z prawdziwym olbrzymem, jakiej się od niego oczekuje.

Warto jednak pamiętać, że wygrana z Chisorą już teraz daje Usykowi prawo do walki o pas WBO należący do Joshui. Jeśli ten wybierze jednak lukratywny pojedynek z Furym, to zapewne tytuł ten będzie musiał oddać. I wówczas Usyk dostanie swoją szansę (np. z Danielem Dubois czy Josephem Parkerem, odpowiednio drugim i trzecim w rankingu tej organizacji) i prawdopodobnie ją wykorzysta.

A kto wygra rywalizację na samym szczycie, Joshua czy Fury? Szykują się nawet trzy ich pojedynki, bo idą za tym ogromne pieniądze, nawet bez publiczności. Wilder po jednej porażce też chyba nie zakończy kariery, króla nokautu nie wolno skreślać.

Boks zawodowy toczy walkę z koronawirusem, zdecydowana większość gal odbywa się bez publiczności, więc promotorzy tną koszty, jak mogą, ale i tak wychodzą na swoje. To dowód, że ten sport wciąż ma dużą publiczność, na razie tylko telewizyjną. Ale po koronawirusie widzowie wrócą do hal i na stadiony, bo ringowe pojedynki olbrzymów mają nieginącą siłę przyciągania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA