fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Tusk odchodzi, niech żyje nowe

European Union 2019 - Source : EP/ Fred MARVAUX
Do szpiku pragmatyczny były premier doskonale wie, że jest kandydatem niewybieralnym. Jego pełna sukcesów polityczna karta jest po prostu zgrana.

Kiedy jesienią 2014 roku napisałem, że Donald Tusk w swojej nowej roli jest pierwszym polskim politykiem od czasów jagiellońskich, który odegra na europejskich salonach pierwszoplanową rolę, dostałem publicystyczny łomot, zwłaszcza od komentatorów, którzy określali się wówczas jako niepokorni.

Minęło pół dekady i prócz odrobiny satysfakcji, że miałem wtedy rację, pozostaje konstatacja, że Tusk tak się zżył ze swoją rolą, że kandydowanie na prezydenta w prowincjonalnej ojczyźnie nie jest dla niego żadną atrakcją. Sceptycy twierdzą, że nie ma sił na mozolną kampanię. Przeciwnicy, że boi się porażki. Entuzjaści, że tworzy polityczną przestrzeń dla następców.

Ale prawda jest inna. Do szpiku pragmatyczny były premier doskonale wie, że jest kandydatem niewybieralnym. Jego pełna sukcesów polityczna karta jest po prostu zgrana. Jako premier ma na swoim koncie tyle błędnych decyzji, zarówno personalnych, jak i programowych, że przeciwnikom całkiem łatwo go „ustrzelić".

Jaki więc wybór? Trudno mieć wątpliwości. Oczywiście żałuję, że epoka znaczona sukcesami tego wybitnego polityka się kończy, ale zarazem jestem mu wdzięczny za to ogłoszone w odpowiednim czasie i ostatecznie jasne stanowisko.

Paradoksalnie jego decyzja otwiera drzwi w polskiej polityce, a nie zamyka. Stawia przed liderami opozycji poważne wyzwanie, jakim jest walka o prezydenturę.

Proponuję więc otrzeć łzy, zamknąć „tuskowy rozdział", podciągnąć spodnie i skupić się na przyszłości. Kto więc stanie naprzeciw Andrzeja Dudy? Skoro na męża stanu (czytaj – za Piotrem Stasińskim – Tuska) liczyć nie można, musi to być po prostu kandydat z szansami na zwycięstwo. A kto je ma?

PSL podsuwa Władysława Kosiniaka-Kamysza. Nie jestem wobec tej kandydatury nadzwyczajnie sceptyczny, acz nie wierzę w żadne prawybory w szeroko pojętej opozycji i wspólnego kandydata w pierwszej turze. Każdy gra o swoje, więc Kosiniak-Kamysz, by konkurować z prezydentem Dudą, musiałby przejść z sukcesem przez pierwszą turę wyborów. Wtedy może z pewnością liczyć na poparcie całej opozycji i znacznej części niezaangażowanego centrum.

Katastrofą byłby kandydat z lewicy. Ten (w drugiej turze) może mieć solidarne poparcie opozycji, ale z konserwatyzującego centrum żadnych głosów nie dostanie. Zostaje jeszcze kandydat(ka) największej formacji opozycji, czyli Koalicji Obywatelskiej.

Szybkie prawybory? Bardzo proszę, ale niech będą rzeczywiście szybkie i wyłonią postać, która nie tyle ma poparcie partyjnych kadr i budzi zachwyt elit, ile elektryzuje zwykłych ludzi. Ma kontakt z wyborcami, budzi emocje i jest wiarygodna. Tylko takiej postaci pomogą Opatrzność i wściekle atakujący ze swojego Mordoru Jacek Kurski. A Tusk niech pracuje dla Polski z Brukseli. O ile będzie miał na to ochotę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA