Komentarze

Trump odejdzie, prorosyjscy Niemcy nie

Kremlin.ru [CC BY 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0), CC BY 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0) or CC BY 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons
Ile amerykańskiego i środkowo-wschodnioeuropejskiego jadu trzeba w sobie mieć, ile rusofobii w sobie skrywać, by mieć coś przeciwko Nord Stream 2?

Przecież to największy projekt infrastrukturalny Europy, w który zaangażowane są koncerny z Rosji, Niemiec, Austrii, Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii, dające zatrudnienie tysiącom ludzi. Główny z nich, Gazprom, wspiera kluby piłkarskie, łoży na kulturę, a nawet remontuje cerkwie. Projekt jest wzorcowo ekologiczny, powstaje w harmonii z Bałtykiem.

To jest wersja z plakatu, który być może wisi nad łóżkiem Gerharda Schrödera, byłego kanclerza Niemiec, a teraz najbardziej oddanego propagandysty NS2. Inni niemieccy politycy, zajmujący ważne stanowiska, kolportowali ulotki z prostym przekazem: to nie nasza (polityczna) sprawa, to sprawa biznesowa.

Aż miesiąc temu Angela Merkel rzekła: to jednak projekt polityczny. I postanowiła się politycznie dogadać w jego sprawie – z USA i Rosją. Rosjanie obiecaliby, że część rosyjskiego gazu docierałaby na Zachód poprzez Ukrainę, a w zamian Amerykanie przestaliby straszyć nałożeniem sankcji na firmy (w tym niemieckie) zaangażowane w projekt.

Nie przestaną, bo nie można zaufać obietnicom Rosji – oświadczyła przed spotkaniem na szczycie Merkel–Putin znana dotąd wąskiemu gronu Sandra Oudkirk. Słowa urzędniczki wyższego szczebla z Departamentu Stanu urosły do rangi wypowiedzi, która zagraża projektowi.

Pozostaje nam kibicować Ameryce. Nie dlatego, że tam rządzi Trump. Ale dlatego, że – i rządy Trumpa to obnażyły – Niemcy szybko się zniechęcili do USA i chcą wrócić do wielkich interesów z Rosją, bez względu na jej agresywną politykę, w której wykorzystuje również gazociągi.

Nie chce tego kanclerz Merkel, ale znaczna część społeczeństwa i większość partii w parlamencie, w tym współrządzące SPD i CSU. Doszło już do tego, że w najważniejszej gazecie lewicy „Der Spiegel" redaktorzy zażądali uznania, że Rosja ma swoją strefę wpływów w byłym ZSRR.

Starcie Berlina i Waszyngtonu, m.in w sprawie NS2, rozbija jedność Zachodu. Ale przecież Trump odejdzie, a my zostaniemy z coraz jawniej prorosyjskimi Niemcami.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL