fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jędrzej Bielecki: Putin idzie w ślady Maduro

Władimir Putin
AFP
Moskwa upokorzyła szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, bo wie, że ze strony Brukseli nic jej za to nie grozi.

Władimir Putin dokładnie przeanalizował reakcję Zachodu na demokratyczne zrywy najpierw w Wenezueli, a potem na Białorusi.

I wyciągnął prosty wniosek: bezwzględnie pacyfikując protesty wywołane uwięzieniem Aleksieja Nawalnego, niczym nie ryzykuje.

W styczniu 2019 r. Donald Trump uznał lidera wenezuelskiej opozycji Juana Guaido za prezydenta, ale za tym poszło niewiele. Nicolas Maduro mógł nadal umacniać swoją dyktaturę, zaostrzać represje, czerpać zyski z eksportu ropy. I dziś ma tak silną pozycję, że choć Joe Biden nadal uważa Guaido za prawowitego przywódcę kraju, w Caracas nikt się tym nie przejmuje.

Wiele miesięcy odważnych protestów na Białorusi także nie skłoniło Unii do nałożenia poważnych sankcji na reżim Aleksandra Łukaszenki. Pozostała przy symbolicznych karach, takich jak zakaz wjazdu do Wspólnoty dla kilku bezpośrednio odpowiedzialnych za represje oficjeli, którzy na Zachód i tak się nie wybierali.

W przypadku reakcji na Nawalnego odpowiedź Brukseli jest jeszcze bardziej jasna. Kreml ma przecież gwarancję Berlina, że budowa Nord Stream 2 będzie kontynuowana, a strumień funduszy za eksport gazu nie tylko nie wyschnie, ale też zostanie zwielokrotniony i zapewni finansowanie budowy autorytarnego rosyjskiego państwa.

Putin przestał się więc bawić w subtelności. Gdy w piątek po czterech latach przerwy do Moskwy przyjechał przedstawiciel Unii ds. zagranicznych, czekała na niego seria upokorzeń. Nie tylko nie mógł się spotkać z Nawalnym ani rozmawiać o jego uwolnieniu z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem, ale też na wspólnej konferencji prasowej musiał wysłuchać, że to Unia „nie jest godnym zaufania partnerem". Zaraz potem Rosjanie wydalili trzech unijnych dyplomatów (Polaka, Szweda i Niemca), dobitnie pokazując, że nic sobie nie robią z „europejskich wartości".

Moskwa może nawet przystąpić do ofensywy i uczynić ze sprawy Nawalnego narzędzie do podziału Zachodu. Kontynuacja budowy Nord Stream 2 stawia przecież w obecnych okolicznościach na ostrzu noża relacje między nową amerykańską administracją a Berlinem i może zniweczyć tak bardzo oczekiwaną po odejściu Trumpa odbudowę więzi transatlantyckich.

Polska dyplomacja odradzała Borrellowi wyjazd do Moskwy. To, że nie została wysłuchana, nie pomoże w odbudowie relacji między Warszawą a Berlinem i Paryżem, na którą zanosiło się po pierwszym od lat spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego jesienią zeszłego roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA