W powiecie Euskirchen (kraj związkowy Nadrenia Północna-Westfalia) zginęło osiem osób, w pozostałych częściach landu - kolejne siedem. W Ahrweiler (Nadrenia-Palatynat) zginęło osiemnaście osób, a kilkadziesiąt zaginęło po tym, jak wpadająca do Renu rzeka Ahr wystąpiła z brzegów, co spowodowało zawalenie się sześciu budynków - przekazała policja.
Wśród ofiar są dwaj strażacy, którzy brali udział w akcji przeciwpowodziowej oraz osoby, które zginęły w zalanych piwnicach.
W akcji ratunkowej policję wspomagają żołnierze, którzy oczyszczają drogi, a na pokład śmigłowców wciągają osoby uwięzione na dachach swych domów.
To najtragiczniejsze powodzie w Niemczech od dwóch dekad. W 2002 r. we wschodnich Niemczech w wyniku powodzi zginęło 21 osób.
- Jestem wstrząśnięta klęską, która dotknęła tak wiele osób na zalanych obszarach - oświadczyła kanclerz Angela Merkel, kierując wyrazy współczucia do bliskich zmarłych i zaginionych.
- To katastrofa. Są zabici, zaginieni, a wielu osobom wciąż grozi niebezpieczeństwo. Wszystkie nasze służby ratunkowe pracują bez przerwy - powiedziała Malu Dreyer, premier Nadrenii-Palatynatu.
Podtopienia i zalania po ulewnych opadach odnotowano także w Kolonii i mieście Hagen. W Leverkusen ze szpitala ewakuowano 400 osób.
W Pepinster w Belgii rzeka Vesdre zalała część miasta, powodując zawalenie się ok. 10 domów. Ewakuowano mieszkańców ponad tysiąca budynków.
W Belgii w związku z opadami zginęło dwóch ludzi, zaginęła 15-latka porwana przez wezbraną rzekę.
Występujące z brzegów rzeki zalały wiele domów w południowej Holandii, ewakuowano mieszkańców domów opieki.
Opady spowodowały poważne zakłócenia w transporcie publicznym, zawieszono kursowanie do Niemiec szybkich pociągów Thalys.
Z powodu wysokiego stanu wody na Mozie wstrzymano ruch.
Niemieccy meteorolodzy prognozują na czwartek i piątek kolejne intensywne opady w południowo-zachodnich Niemczech.