W katastrofie z 10 marca zginęło 157 osób - wszystkie, które znajdowały się na pokładzie maszyny lecącej z Addis Abeby do Nairobi (Kenia).

- To podobna sprawa jak ta z indonezyjskim (samolotem). Są oczywiste podobieństwa między tymi katastrofami jak dotąd - powiedział rzecznik ministerstwa transportu Etiopii, Muse Yiheyis.

- Dane są sukcesywnie odczytywane. Zarówno zespół amerykański, jak i etiopski sprawdzają je - dodał Yiheyis w rozmowie z Reutersem podkreślając, że ministerstwo transportu Etiopii poda więcej informacji za trzy lub cztery dni.

Tymczasem przedstawiciele amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) i Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) twierdzą, że strona amerykańska jeszcze nie analizowała danych.

Międzynarodowe przepisy wskazują, że wstępny raport na temat katastrofy powinien zostać opublikowany w ciągu 30 dni od tragedii.

Źródło w Addis Abebie, które zapoznało się z nagraniami rozmów kontrolerów lotu z załogą samolotu twierdzi, że samolot miał niestandardowo dużą prędkość po starcie, zanim pilot zgłosił problemy i poprosił o zgodę na szybsze nabieranie wysokości.

Maszyna rozbiła się sześć minut po starcie.