fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Polska traci przez podróbki 9,5 mld złotych rocznie

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Podrabiane kosmetyki, odzież, elektronika czy leki biją w naszą gospodarkę. Gdyby nie ten proceder, firmy mogłyby zwiększyć zatrudnienie o ponad 28 tys. miejsc pracy – ustaliła „Rzeczpospolita".

Straty wynikające z powodu podrabianych produktów i piractwa tylko w 11 sektorach rodzimej gospodarki sięgają w naszym kraju 9,5 mld zł rocznie – alarmuje EUIPO, czyli unijny urząd ds. własności intelektualnej. „Rzeczpospolita" dotarła do najnowszego raportu tej instytucji, z którego wynika, że wielkość tzw. sprzedaży utraconej sięga 10 proc. całkowitej sprzedaży w badanych branżach. A to znacznie więcej niż unijna średnia.

Nowa technologia batem na podróbki

Polska w niechlubnej czołówce

EUIPO ostrzega, że problem jest potężny, a fałszerzy i piratów zachęcają łagodne kary i potencjalnie wysokie zyski. „Zajęcie się podrabianiem towarów staje się atrakcyjne dla organizacji przestępczych" – czytamy w raporcie. Wynika z niego, że w branżach kosmetycznej, odzieżowej, obuwniczej, a także tych zajmujących się produkcją i handlem art. sportowych, smartfonów, zabawek, biżuterii i zegarków, torebek, alkoholi, a nawet produktów farmaceutycznych, nagrań muzycznych czy pestycydów, straty wynoszą 7,4 proc. sprzedaży tych sektorów. W Unii Europejskiej sięgnęły one w ubiegłym roku ok. 60 mld euro, ale w latach 2012–2016 średniorocznie było to ponad 92 mld euro.

Biorąc pod uwagę, iż producenci działający zgodnie z prawem produkują mniej, niż miałoby to miejsce w przypadku nieistnienia podrabiania, zatrudniają też mniej pracowników. W analizie oszacowano, że w całej UE bezpośrednio tracimy w ten sposób nawet 468 tys. miejsc pracy. W Polsce to 28,8 tys. – wskazuje raport.

– W Europie wzrost gospodarczy i tworzenie miejsc pracy są uzależnione od sektorów przemysłu. Nasze badania pokazują jednak, jak podrabianie towarów i piractwo mogą zagrażać wzrostowi i zatrudnieniu – podkreśla Christian Archambeau, dyrektor wykonawczy EUIPO.

I nie chodzi tylko o podrabiane torebki czy ubrania znanych marek (rocznie straty w Polsce z tego tytułu to 2,5 mld z). Wielkim problemem jest również cyfrowe piractwo. A Polska ma z tym szczególny problem. Jak twierdzi Wojciech Hardy, pracownik Digital Economy Laboratory oraz doktorant Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, nasz kraj znajduje się w światowej czołówce pod względem tzw. nieautoryzowanego pozyskiwania treści z sieci. Według danych firmy MUSO, zajmującej się tematyką piractwa, jeszcze w 2016 r. byliśmy 9. krajem na świecie pod względem odwiedzin stron zawierających nielegalne źródła, a Europa (zwłaszcza Wschodnia) przewyższa skalą piractwa m.in. USA i większość rynków azjatyckich.

– Warto jednak zaznaczyć, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat poziom piractwa znacznie spadł. Według badań zleconych przez Google w 2014 r. aż 69 proc. polskich internautów skorzystało z nielegalnych źródeł, a w 2017 r. ten odsetek wyniósł 52 proc. – mówi Wojciech Hardy, tegoroczny laureat programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dla wybitnych młodych naukowców, m.in. za badania poświęcone piractwu internetowemu. – Badania wskazują, że do spadku przyczynił się dostęp do legalnych serwisów streamingowych. Do UE dotarły one z opóźnieniem, co może tłumaczyć wciąż wysoki poziom piractwa – zauważa.

Nowelizacją w podróbki

Szymon Wierciński, ekspert w zakresie strategii e-biznesu w Akademii L. Koźmińskiego, przekonuje, że piractwo cyfrowe wpływa zarówno na branże usługowe, jak i te związane z rozrywką. – Polska jeszcze do niedawna była traktowana jako kraj bez priorytetu. Wystarczy spojrzeć na datę uruchomienia sklepu z muzyka iTunes. Urządzenia firmy Apple były przez kilka lat dostępne, ale nie było możliwości legalnego pobrania cyfrowej muzyki ze sklepu Apple'a. Podobnie było w przypadku wielu innych firm i produktów, co spowodowało przyzwyczajenie części społeczeństwa do tego, że treści cyfrowe powinny być dostępne za darmo – argumentuje Wierciński. I dodaje, że proceder ten jest szczególnie prosty, bo wszystko, co stanowi wartość cyfrową, można kopiować praktycznie bez kosztów. Co więcej, kopia nie traci na wartości w porównaniu do oryginału.

– Podobną drogę przeszedł przemysł muzyczny w momencie pojawienia się możliwości kopiowania płyt winylowych, kaset czy płyt CD. Spowodowało to, że użytkownicy przyzwyczaili się do darmowych treści, ale z biegiem czasu zaczęli płacić za inne wartości dodane, takiej jak: pierwszeństwo w dostępie, wyższa jakość czy świadomość tego, że korzystamy z legalnego źródła, a twórcy są wynagradzani za swoją pracę. Dlatego jest miejsce na usługi dostępu do treści w formie subskrypcji, takie jak Spotify czy Netflix – podkreśla Szymon Wierciński.

Eksperci sądzą, że jest potencjał, by zmienić „przyzwyczajenia" konsumentów i zwiększać legalną sprzedaż. Zdaniem Dariusza Jemielniaka, eksperta w dziedzinie zarządzania w społeczeństwie sieciowym w Akademii L. Koźmińskiego, w całej dyskusji kluczowe jest, na ile elastyczne są osoby ściągające pirackie treści. I czy z braku dostępu do nielegalnych treści kupią legalne?

W tym roku znowelizowano prawo własności przemysłowej. Nowa ustawa ma pomóc w walce z piractwem i podróbkami, zwiększając ochronę przysługującą prawowitym właścicielom znaków towarowych. Wprowadzone zmiany umożliwiają walkę z pośrednikami oferującymi swe usługi związane z handlem w miejscach uważanych za zagłębia handlu podróbkami, jak np. bazary w Wólce Kosowskiej czy Rzgowie.

EUIPO podaje, że łączny wkład wnoszony do gospodarki UE przez sektory intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej sięga 42 proc. PKB (5,7 bln euro) i 28 proc. zatrudnienia. W sektorach tych generowane są ponadto nadwyżki handlowe w wysokości ok. 96 mld euro w obrocie z pozostałą częścią świata.

Nathan Wajsman główny ekonomista, European Union Intellectual Property Office

Polska ekonomia traci z powodu procederu podrabiania towarów nie tylko pieniądze, ale również niemal 29 tys. miejsc pracy. Warto zaznaczyć, że to niejedyny problem. Wśród sektorów, których najbardziej dotyka ten proceder, są m.in. farmaceutyki, kosmetyki czy alkohole. A to produkty, które – jeśli nie są oryginalne – mogą zagrozić zdrowiu użytkowników.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA