fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Zawał w sprzedaży detalicznej

Adobe Stock
Popyt konsumpcyjny, który chronił polską gospodarkę przed recesją w poprzednich okresach zawirowań, tym razem ciągnie ją w dół.

Sprzedaż detaliczna realnie zmalała w marcu o 9 proc. rok do roku, najbardziej od co najmniej 2006 r. A te dane mogą nie oddawać w pełni załamania szeroko rozumianych wydatków konsumpcyjnych w Polsce, obejmujących też usługi. Część ekonomistów uważa, że już w I kwartale konsumpcja zaliczyła pierwszy od 2013 r. spadek rok do roku, choć ograniczenia wprowadzone przez rząd w celu stłumienia epidemii Covid-19 zdążyły objąć tylko trzy tygodnie marca. W II kwartale konsumpcja może już tąpnąć o nawet 20 proc. rok do roku.

– Dane o sprzedaży detalicznej pokazują istotę obecnej recesji. Epidemia zmusza nas do pozostania w domach, a to oznacza, że gospodarstwa domowe mniej wydają. Nie zadziała więc naturalny stabilizator polskiej gospodarki, który uchronił nas od recesji w 2008 roku czy w czasie wojen handlowych – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Czytaj także: Czerwińska: może być gorzej niż podczas globalnego kryzysu finansowego

W lutym sprzedaż wzrosła o 7,3 proc. rok do roku, napędzana m.in. wzmożonym popytem na artykuły spożywcze i farmaceutyki. Ankietowani przez nas ekonomiści w większości zakładali, że w marcu te przezornościowe zakupy też będą łagodziły konsekwencje ograniczeń w handlu i przeciętnie szacowali, że sprzedaż zmalała o 2 proc. rok do roku.

Tak się nie stało. Sprzedaż żywności wzrosła wprawdzie w marcu realnie (czyli w cenach stałych) o 2,5 proc. rok do roku, a sprzedaż w aptekach i drogeriach o 8,8 proc., ale to nie wystarczyło, aby zrekompensować załamanie sprzedaży odzieży i obuwia, samochodów oraz mebli i innych dóbr trwałego użytku.

Statystyka sprzedaży detalicznej obejmuje tylko firmy zatrudniające co najmniej dziesięć osób, pomija więc obroty m.in. sklepów osiedlowych oraz dużej części sklepów internetowych. Z tego powodu prawdopodobnie wyolbrzymia skalę załamania popytu na towary. Z drugiej strony, jak sugerują dane banków na temat płatności, szeroko rozumiana konsumpcja – obejmująca też usługi – maleje szybciej niż sprzedaż detaliczna. To nie dziwi, skoro branże: gastronomiczna, turystyczna oraz kosmetyczna, są praktycznie sparaliżowane. – Na razie obserwujemy w dużej mierze załamanie sprzedaży związane z antyepidemicznymi restrykcjami. To minie wraz z odmrożeniem gospodarki. Ale kryzys dopiero się rozwija, jego negatywny wpływ na rynek pracy wciąż jest przed nami. To będzie wpływało na zachowanie konsumentów i ich siłę nabywczą przez kilka kwartałów – mówi „Rz" Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA