fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Przedsiębiorcy nie chcą euro

Obecnie wejścia Polski do strefy euro życzyłoby sobie już tylko 36 proc. średnich i dużych firm
Bloomberg
Obecnie wejścia Polski do strefy euro życzyłoby sobie już tylko 36 proc. średnich i dużych firm – wynika z najnowszego badania na zlecenie Grant Thornton zrealizowanego we wrześniu tego roku.

To najniższy wynik w dziesięcioletniej historii badania, niższy o 6 pkt proc. w porównaniu z 2019 r. (42 proc.) i aż o 49 pkt proc. niższy niż w 2010 r. (gdy poparcie było rekordowo wysokie – 85 proc.).

Jak podkreślają eksperci Grant Thornton, grono zwolenników integracji walutowej spada sukcesywnie od dekady (z wyjątkiem lat 2016–2018), 2020 r. nie był tu wyjątkiem.

Głównie z dwóch względów. Po pierwsze, dla biznesu jedną z najczęściej wskazywanych zalet przyjęcia euro jest ograniczenie ryzyka kursowego, tymczasem w ostatnich latach złoty okazywał się coraz bardziej stabilny. – W czasach potężnego wstrząsu gospodarczego, jakim jest pandemia koronawirusa, zmienność złotego wzrosła, jednak kurs EUR/PLN odnotowywał dotychczas względnie nieduże wahnięcia – zauważa Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki, partner w Grant Thornton. – Ryzyko kursowe nie jest więc już magnesem, który przyciągał biznes do euro – dodaje.

Do tego osłabienie się złotego wobec euro w czasach kryzysowych, z czym mamy obecnie do czynienia, jest pozytywnym trendem dla eksporterów, stanowiących połowę badanych przez Grant Thornton średnich i dużych firm.

Po drugie, spadek poparcia dla euro wśród biznesu może wynikać ze zmian nastrojów politycznych w Polsce czy zmieniającej się oceny sensowności integracji z UE. Aż 23 proc. firm uważa, że Polska nigdy nie wejdzie do eurolandu.

– Rzeczywiście, jeśli chodzi o euro w Polsce, to obecnie jest to dyskusja czysto teoretyczna – komentuje Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Obecnie nie ma takiej woli politycznej i  trudno, by firmy w takiej sytuacji na serio brały pod uwagę możliwość zmiany waluty w swoich działaniach i strategiach – wyjaśnia Łaszek.

Pozostaje pytanie, czy euro pomogłoby nam w jakiś sposób w obecnej sytuacji kryzysowej. – Trudno ocenić – komentuje Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Bank Polska. – Z jednej strony wydaje się, że obecność w unii walutowej dawałaby pewne poczucie bezpieczeństwa w postaci ewentualnego wsparcia instytucji europejskich, takich jak Europejski Bank Centralny, choćby dla stabilności sektora bankowego – zauważa Bielski. Z drugiej strony dotychczasowe reakcje naszego banku centralnego raczej nie odbiegały od reakcji EBC.

Bielski dodaje, że zwykle osłabienie własnej waluty może być swego rodzaju buforem rozładowującym napięcie w sytuacjach kryzysowych. Dotąd złoty nie osłabił się jednak na tyle (choć może się to zmienić), by być czynnikiem istotnie poprawiającym konkurencyjność eksportu.

– Na razie to, że jesteśmy poza strefą euro, ani nie przeszkadzało, ani nie pomagało – zauważa Łaszek. Inna sprawa, że stan polskich finansów publicznych i tak nie pozwoliłby na wejście do eurolandu. Jeszcze przed pandemią poziom deficytu strukturalnego w Polsce był jednym z najwyższych w UE. – Oznacza to, że mamy strukturalne problemy, wzrost wydatków, m.in. na nowe transfery społeczne, nie miał pokrycia w trwałym wzroście dochodów. Jak opadnie kurz po pandemii, trzeba będzie przystąpić do naprawy finansów publicznych, co może być bolesne – wyjaśnia Łaszek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA