fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Na czele WTO może stanąć przedstawicielka Afryki

Nigeryjka Ngozi Okonjo-Iweala i Koreanka Yoo Myung-hee.
AFP/Bloomberg
Unia Europejska popiera Nigeryjkę na stanowisko dyrektora generalnego Światowej Organizacji Handlu. Byłaby to pierwsza kobieta i pierwszy przedstawiciel Afryki na czele tej organizacji.

Dwie rzeczy są pewne w wyścigu o fotel szefa Światowej Organizacji Handlu (WTO). Nie będzie nim Europejczyk. I będzie nim kobieta. Na ostatniej prostej ostały się dwie kandydatki: Nigeryjka Ngozi Okonjo-Iweala i Koreanka Yoo Myung-hee.

Żadnej z nich nie brakuje kompetencji, ostatecznie wybór będzie więc raczej podyktowany względami politycznymi. Dla części krajów– np. dla USA – problemem może być fakt, że Nigeria jest miejscem sporych chińskich inwestycji, więc pojawia się obawa, że obywatelka tego kraju będzie zbytnio sprzyjać chińskiemu stanowisku. Z kolei dla innych, w tym dla UE, wybór Afrykanki byłby dowodem na to, jak ważna staje się Afryka w międzynarodowym porządku instytucjonalnym.

Przy wskazywaniu kandydatów liczą się różne kwestie dwustronne. Np. Japonia poinformowała, że popiera Nigeryjkę, bo Koreanka na stanowisku ministra handlu swojego kraju niejednokrotnie krytykowała Japonię w kontekście dwustronnego sporu o półprzewodniki.

Ostatecznie decyzja musi być podjęta jednomyślnie przez 164 państwa członkowskie do 7 listopada. Już obecnie WTO działa bez szefa, bo poprzedni – Brazylijczyk Roberto Azevedo – odszedł ze stanowiska pod koniec sierpnia, rok przed upływem czteroletniej kadencji.

Proces nominacji polega na stopniowym wykluczaniu kolejnych kandydatów, którzy zdaniem prowadzącego ten proces przewodniczącego Rady Generalnej cieszą się najmniejszym poparciem. Oficjalnie zgłoszono osiem nazwisk. Najpierw odpadli przedstawiciele Meksyku, Egiptu i Mołdawii, w kolejnej fazie Kenii, Arabii Saudyjskiej i Wielkiej Brytanii. UE w żadnym momencie tego formalnego procesu nie miała swojego kandydata. Wcześniej do tej funkcji przymierzał się Phil Hogan z Irlandii, który do końca sierpnia był komisarzem ds. handlu UE. Jeszcze zanim zrezygnował z tego stanowiska, po oskarżeniach o łamanie przepisów dotyczących walki z pandemią w Irlandii, wycofał się też z wyścigu o fotel szefa WTO. Pod presją samej przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która miała świadomość, że tym razem Europejczyk nie ma szans na to stanowisko.

UE nie musi popierać wspólnego kandydata do WTO, ale wiele państw – w tym Polska – opowiedziało się za taką opcją. Jednak przez ostatnie tygodnie nie udawało się znaleźć konsensusu w tej sprawie: większość, w tym Niemcy i Francja, popierała Nigeryjkę. Natomiast Europa Wschodnia opowiadała się za Koreanką. Ostateczna decyzja miała zapaść w poniedziałek wieczorem i wszystko wskazywało na to, że wybór padnie na Nigeryjkę. Nie było tylko wiadomo, czy będzie to poparcie całej Unii, czy też 25 państw. Bo dwa państwa do końca forsowały Koreankę: Węgry i Słowacja.

Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odpowiedzialny za handel międzynarodowy, wcześniej oficjalnie mówił, że obie kandydatki są świetne. Ostatecznie preferencja dla Nigeryjki wynika z faktu, że jest ona dużo bardziej doświadczona politycznie. Yoo Myung-hee jest ministrem handlu Korei, od wielu lat zajmuje się negocjowaniem umów handlowych, zatem jest niezwykle kompetentna w sprawach technicznych. Natomiast Ngozi Okonjo-Iweala była trzykrotnie ministrem w rządzie Nigerii, w tym ministrem finansów, od wielu lat jest na eksponowanych stanowiskach w Banku Światowym, jest też w Gavi – światowej koalicji na rzecz szczepionki przeciwko koronawirusowi. – WTO jest w głębokim kryzysie. Musi przyjść ktoś z zewnątrz i potrząsnąć organizacją. To musi być polityk – mówi nieoficjalnie „Rzeczpospolitej" unijny dyplomata znający kulisy budowania poparcia dla wspólnego kandydata UE. Jak podkreśla, Ngozi Okonjo-Iweala jest osobą świetnie znaną i cenioną w Waszyngtonie, Pekinie i Brukseli, a to trzy stolice kluczowe dla budowania porozumienia w sprawie globalnego handlu. I choć USA wyraziły preferencje dla Koreanki, to nie zawetowały Nigeryjki, a to jest kluczowe. – Nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że Nigeryjka ma też amerykański paszport – zauważa nasz rozmówca. Ostatecznie, gdy dojdzie do podejmowania decyzji w Genewie, ważne będzie nie kto kogo poparł, ale kto kogo nie zawetował.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA