fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Amerykański poker w cieniu wyższych ceł

Prezydent USA Donald Trump, zwiększając presję na Chiny, posłuchał takich doradców jak Robert Lighthizer, przedstawiciel handlowy USA (obydwaj na zdjęciu)
Bloomberg
Inwestorzy wciąż liczą, że w nadchodzących tygodniach dwa supermocarstwa się dogadają. Donald Trump chce jednak ostro zagrać z Pekinem.

Amerykańsko-chińskie negocjacje handlowe nie przyniosły przełomu. Obie strony zostawiły jednak otwarte drzwi do dalszych rozmów. Steven Mnuchin, amerykański sekretarz skarbu, stwierdził, że rozmowy były „konstruktywne". Chiński wicepremier Liu He powiedział telewizji Fox News, że rozmowy „poszły dobrze" i będą kontynuowane „w jakimś punkcie w przyszłości". Żadnych konkretów nie ujawniono. Prezydent USA Donald Trump napisał zaś na Twitterze, że ogłoszona w piątek podwyżka karnych ceł na chińskie produkty (z 10 proc. do 25 proc. na import wart 200 mld dol. rocznie) „może zostać cofnięta lub nie", zależnie od wyników dalszych negocjacji.

Inwestorzy wyraźnie więc liczą na to, że rozmowy będą kontynuowane i że da się uniknąć zaostrzenia wojny handlowej supermocarstw. O ile więc amerykańskie indeksy giełdowe rozpoczęły piątkową sesję od spadków, to kończyły ją lekko na plusie. S&P 500 wzrósł o 0,4 proc. (a przez cały tydzień stracił ponad 2 proc.). Strachu nie widać było również na chińskim rynku. Indeks Shanghai Composite zyskał w piątek aż 3,1 proc. Inwestorzy mogą jednak być nastawieni zbyt optymistycznie. Wszak z Waszyngtonu płyną sprzeczne sygnały. Trzeba również mieć na uwadze to, że obecne zaostrzenie sporu USA i Chin zostało wywołane przez nagłe wycofanie się przez Pekin z kluczowych ustaleń dotyczących umowy handlowej.

Twitterowa dyplomacja

O ile w czwartek wieczorem prezydent Trump mówił, że dostał dostał „piękny list" od chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, to w piątek deklarował już na Twitterze, że „nie ma pośpiechu" w kwestii zawarcia umowy handlowej z Chinami. Postraszył też, że cła mogą zostać podwyższone na tę część importu z Chin, którą ominęły dotychczasowe karne stawki.

„Rozpoczął się proces nakładania dodatkowych 25 proc. ceł na pozostałą część importu z Chin wartą 325 mld dol. USA sprzedają Chinom tylko dobra i produkty warte ok. 100 mld dol., więc jest to wielka nierównowaga. Ponad 100 mld dol., które pobierzemy w cłach, wykorzystamy na zakupy produktów rolniczych u naszych wspaniałych farmerów, na większą skalę, niż robiły to Chiny, i wyślemy je do głodujących krajów jako pomoc humanitarną. W międzyczasie będziemy wciąż negocjować z Chinami, w nadziei, że nie będą znów próbowały zmieniać warunków umowy!" – napisał Trump na Twitterze.

W sobotę znów podgrzewał atmosferę. „Myślę, że Chiny poczuły, że zostały mocno pobite w ostatnich negocjacjach i mogą teraz czekać na wybory w 2020 r., by zobaczyć, czy będą miały szczęście i doczekają się wygranej demokraty, a w tym wypadku będą nadal zdzierały z USA 500 mld dol. rocznie. Jedyny problem jest taki, że oni wiedzą, że to ja wygram (najlepsza gospodarka i sytuacja na rynku pracy od wielu lat, i dużo więcej), a umowa będzie dla nich dużo gorsza, jeśli będzie musiała być wynegocjowana w mojej drugiej kadencji. Byłoby mądrze dla nich działać teraz, ale kocham pobierać duże cła!" – napisał na Twitterze.

Sugerując, że Chiny chciałyby zwycięstwa demokraty w wyborach prezydenckich zrobił wyraźną aluzję do Joe Bidena, b. wiceprezydenta, który prowadzi w sondażach wśród demokratów. Biden stwierdził niedawno, że Chiny nie są konkurentem USA. Jego syn Hunter Biden robił zaś w 2013 r. interesy z państwowym chińskim bankiem.

Reakcja strony chińskiej na zaostrzenie retoryki przez Trumpa była jak dotąd dosyć powściągliwa. Ministerstwo Handlu ChRL wyraziło „żal", że doszło do podwyżek amerykańskich karnych ceł i zapowiedziało na nie odpowiedź. Nie sprecyzowało jednak w żaden sposób, jak ta odpowiedź ma wyglądać.

Szanse na deal

Eksperci wciąż twierdzą, że obie strony mogą jeszcze osiągnąć porozumienie w nadchodzących tygodniach. – Zwróciliśmy uwagę, że szczegóły komunikatu o podwyżce ceł wskazują, że towary, które opuściły chińskie porty przed 10 maja nie zostaną nią objęte. To tworzy nieoficjalne okienko, mogące być otwarte przez kilka tygodni, w trakcie których będą kontynuowane negocjacje. To pozostawia szansę na osiągnięcie porozumienia w ciągu kilku tygodni, choć oczywiście pozostają wyzwania – wskazuje Jan Hatzius, ekonomista Goldman Sachs.

Co będzie jednak, gdy w tym czasie nie dojdzie do porozumienia? – Chiny odpowiedzą, a USA rozpoczną trwający około trzech miesięcy proces nakładania 25 proc. ceł na resztę importu z Chin wartą ponad 300 mld dol. Zakładając, że nie będzie umowy handlowej, a obecne cła pozostaną w mocy, negatywny wpływ na wzrost chińskiego PKB wyniesie 0,5 proc., a na amerykański PKB 0,2 proc. – twierdzi Patrick Zweifel, główny ekonomista szwajcarskiej firmy Pictet Asset Management. Jak na razie amerykańska gospodarka dobrze radzi sobie z wojną handlową. Wzrost PKB w Stanach sięgnął w I kwartale 3,2 proc. i był zaskakująco wysoki. PKB Chin wzrósł zaś w pierwszym kwartale o 6,4 proc., czyli tyle samo co w czwartym. Tempo chińskiego wzrostu gospodarczego może wydawać się nadal bardzo wysokie, ale stało się najniższe od ponad 25 lat. Wielu ekspertów kwestionuje też wiarygodność oficjalnych chińskich statystyk.

Amerykańsko-chińskie starcie budzi jednak zrozumiały niepokój w Europie. Dalsze spowolnienie gospodarcze w Chinach może bowiem uderzyć w eksporterów z UE. – Ryzyko dalszej eskalacji tego sporu jest największym zagrożeniem dla globalnego wzrostu gospodarczego. To oznacza, że cła pójdą w górę, mniej dóbr będzie krążyło po świecie, a miejsca pracy we Francji i w Europie będą zagrożone – powiedział Bruno Le Maire, francuski minister finansów.

Topniejące majątki

Wojna handlowa odbija się już negatywnie na bogactwie azjatyckich potentatów. Majątki dolarowych miliarderów z Hongkongu zmniejszyły się w 2018 r. łącznie o 56 mld USD, czyli o 17,5 proc., do 259 mld USD. Liczba dolarowych miliarderów mieszkających w Hongkongu spadła do 87 – wynika z danych firmy Wealth-X. Spadek majątków miliarderów w Hongkongu był największy spośród 15 metropolii z całego świata uwzględnianych w sondażu przeprowadzonym przez Wealt-X. Wpływ na to miała wojna handlowa oraz gorsza koniunktura gospodarcza w Chinach. Czynniki te przełożyły się w zeszłym roku na przecenę na azjatyckich giełdach, a ona skutkowała spadkiem majątków miliarderów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA