fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Gabriel Wong, PwC. Chińska inicjatywa Pasa i Szlaku zaczyna się od Polski

Gabriel Wong, dyrektor Działu Finansów Korporacyjnych w chińskim PwC
materiały prasowe
Gabriel Wong, dyrektor Działu Finansów Korporacyjnych w chińskim PwC , lider Programu Pas&Szlak, w rozmowie z Danutą Walewską

Skąd wziął się pomysł stworzenia Zjednoczonego Pasa i Szlaku?

Przede wszystkim jest odpowiedzią na potrzeby firm chińskich, z których nadal niewiele wie gdzie powinny inwestować. Nieustannie pojawiają się u nich przedstawiciele różnych krajów i namawiają do finansowania czasami naprawdę zwariowanych projektów.

A chińscy przedsiębiorcy chcą wiedzieć przede wszystkim jak stabilny jest kraj, w którym mieliby ulokować swoje pieniądze i z kim najlepiej byłoby się połączyć dla danego przedsięwzięcia. Nadal czują się niepewnie wówczas, kiedy mieliby działać w pojedynkę. Nie znają również miejscowego prawa, dlatego jest im potrzebne lokalne wsparcie. Dlatego stworzyliśmy organizację Klub Zjednoczonego Pasa i Szlaku (Belt&Road United). Członkostwo w tej organizacji jest bezpłatne. Należą do niego firmy chińskie, naukowcy, przedstawiciele wyższych uczelni, banki.

W tej chwili raz w miesiącu organizujemy konferencję poświęconą jednej konkretnej branży gospodarki. Nieustannie także wysyłamy do zainteresowanych krajów naszych pracowników. Jako pierwszy kraj została wybrana Polska i chcemy zbudować Belt&Road United Poland a przedstawicielstwo tej organizacji ruszy w marcu 2018, natomiast struktury zaczęliśmy budować już w grudniu 2017.

Dlaczego budowę tego przedsięwzięcia zaczęliście od Polski?

Bo jest najlepszą platformą do ekspansji na wschód i na zachód. Mamy tutaj przykłady udanych inwestycji chińskich. Bo władze kładą nacisk na infrastrukturę. Po drugie Chińczycy chcą unowocześnić własny przemysł, a polskie firmy są zaawansowane technologicznie, natomiast koszty produkcji są niższe, niż na zachodzie, zaś ceny ziemi nadal nie są wygórowane. Do tego dochodzi centralne położenie w Europie.

A nie jest także, że chińskie firmy poszukują technologii raczej na zachodzie? Naprawdę jest pan przekonany, że w Polsce znajdą to, co jest im potrzebne do rozwoju?

Znajdą to, czego potrzebują i w żaden sposób nie powstrzymuje ich to przed ekspansją na innych rynkach.

Czego jeszcze szukają chińskie firmy?

W Kambodży, Laosie i Tajlandii możliwości inwestycji w sektorze rolnym, ponieważ jest już ponad miliard Chińczyków i musi być dla nich wystarczająca ilość żywności. W Pakistanie firm energetycznych i logistycznych. W Kazachstanie — surowców energetycznych.

W takim razie jakie polskie firmy powinny zainteresować się członkostwem w tym klubie?

Przemysłowe i infrastrukturalne. Dla Chińczyków ważne jest i to, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, więc dzięki partnerstwu z firmami polskimi mogliby uzyskać dostęp do przetargów tak w samej Polsce, jak i w innych krajach UE. Przy tym mniej im chodzi o same zyski, jak o możliwości pozyskania nowych technologii.

Chiński rząd nie patrzy już przychylnym okiem na inwestycje krajowych firm zagranicą. Taki przypadek był także w Polsce, gdzie chińska firma musiała się wycofać z dużej inwestycji. Czy sądzi pan, że takie sytuacje mogą mieć miejsce także w przyszłości?

Powiedzmy inaczej. Chińskie władze chcą, aby te inwestycje były zrównoważone. W latach 90. pieniądze napływały do Chin, a nasze firmy nieśmiało rozglądały się po świecie. Dopiero na początku tego wieku ruszyły i zainteresowały się przede wszystkim bazą surowcową. Potem przyszedł czas na apetyt na technologie. Wtedy też chińskie pieniądze zaczęły być na świecie krytykowane, a nasze firmy przegrywały przetargi.

Może nie oferowały najwyższych cen i najlepszych warunków?

Nie sądzę, żeby tak było. Chodziło o to, że pracownicy nie chcieli być zarządzani przez Chińczyków. Obawiano się, że chińskie firmy po uzyskaniu dostępu do technologii będą zamykały fabryki na zachodzie, przenosząc know how i produkcję do kraju. Ale już w latach 2009/2010, kiedy na świecie brakowało pieniędzy zaczęła się kolejna fala chińskich inwestycji. Dla niektórych zachodnich firm skorzystanie z tej oferty, było sposobem na przetrwanie. Ten trend trwał do roku 2015 i dla mnie, jako do chińskiego obywatela niepokojące było to, że pieniądze wypływały bez jakiejkolwiek kontroli. Chociaż sam wspierałem z ramienia PwC firmę Haier, producenta AGD kiedy przejmował GE Appliances za 5,6 mld dol. Cała transakcja została zawarta w 38 dni, a wcale nie zaoferowaliśmy najwyższej ceny. Szybko jednak okazało się, że tak szybka ekspansja chińskich firm spowodowała gwałtowne kurczenie się rezerw. A na to nie możemy sobie pozwolić, bo wiadomo, że ich niski poziom spowodowałby atak na walutę. Tak więc zaostrzenie polityki dotyczącej inwestycji zagranicznych nie jest politycznym ograniczeniem narzuconym przedsiębiorcom, ale dotyczy stabilności gospodarki.

Inicjatywa Pasa i Szlaku wystartowała w roku 2013. Wtedy rozmawiały o niej przede wszystkim rządy i szczerze mówiąc niewiele się działo. Co w takim razie wydarzyło się, że cała inicjatywa jednak ruszyła z miejsca?

Bo uwierzyły w to firmy prywatne gotowe do zainwestowania własnego kapitału. Że jest to szansa dla wszystkich, bo w tej chwili w inicjatywie Belt&Road uczestniczy już 61 krajów i najważniejsze branże gospodarki. Nikt nie może oczywiście zagwarantować ogromnego sukcesu.

I jest pan pewien, że handel pójdzie w obydwie strony? Nie tylko z Chin za granicę?

Zdecydowanie tak. Rzeczywiście początkowo projekt wydawał się interesujący przede wszystkim dla Chin. W tej chwili mogą z niego korzystać obydwie strony. Mamy stare chińskie powiedzenie: kiedy ktoś poczuje pieniądze, łatwo zmienia zdanie.

Rozmawiała Danuta Walewska

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA