fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Złote Globy. Nagrody za nowy obraz Ameryki

Frances McDormand
Frances McDormand uważana była za faworytkę do nagrody aktorskiej za rolę w „Nomadland”., ale Złoty Glob otrzymał film i reżyserka
FOX
Sukces kameralnego „Nomadland" i reżyserki Chloé Zhao jest dowodem, że w kinie amerykańskim był to rok kobiet.

Członkowie Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej (HFPA) przyznawali swoje nagrody, które zwykle traktowane są jako próba generalna przed Oscarami, w pandemicznych okolicznościach, podczas transmisji online. Za najlepszy film uznano nagrodzony wcześniej Złotym Lwem w Wenecji „Nomadland" Chloé Zhao – film drogi o kobiecie, która po życiowej tragedii i stracie pracy zaczyna prowadzić życie nomada, odnajdując w nim wolność, jakiej nigdy przedtem nie mogła mieć.

Chloé Zhao – jako druga kobieta w historii po Barbrze Streisand – odebrała też Złoty Glob za reżyserię. Poza nią w tej kategorii nominowane były jeszcze dwie inne artystki. Był to zatem rok kobiet.

Na temat Złotych Globów od kilku lat toczą się dyskusje. Pojawiły się zarzuty, jak zresztą w przypadku wielu amerykańskich nagród, że są „za białe, za męskie". Stowarzyszenie stara się więc to zmienić, początkiem jest obecna edycja. Ale w tym roku zarzuty dosięgnęły także samo Stowarzyszenie, gdyż pojawiły się protesty, że wśród jego członków nie ma ani jednego dziennikarza ciemnoskórego. Szefowie HFPA natychmiast oświadczyli, że nad tym problemem popracują.

Aktorskie zaskoczenia

Jednocześnie wyróżniono filmy rewidujące nasze spojrzenie na amerykańską historię, a także kwestie związane z rasizmem, również przez pryzmat muzycznych gwiazd. Za najlepszy scenariusz nagrodzono Aarona Sorkina za „Siódemkę z Chicago" – sądowy dramat o procesie uczestników pokojowego protestu z 1968 r. przeciwko wojnie wietnamskiej, zakończonego brutalnym starciem z policją.

Nagrody aktorskie zawsze budzą sporo emocji. W tym roku Złoty Glob za rolę w „Ma Rainey: Matka Bluesa" o perturbacjach gwiazdy bluesa i afroamerykańskich muzyków z lat 20. dostał pośmiertnie Chadwick Boseman. Afroamerykański aktor, znany m.in. z filmów o Czarnej Panterze i „Avengersów", zmarł pół roku temu na raka. Miał 44 lata.

A Daniel Kuluuya, dziękując za Glob za rolę drugoplanową w „Judas and Black Messiah", nawoływał, by widzowie spróbowali dowiedzieć się czegoś więcej na temat Freda Hamptona, zabitego w zamachu w 1969 r. działacza społecznego, wiceprzewodniczącego sekcji Czarnych Panter w Illinois.

Za najlepszą komedię uznano „Kolejny film o Boracie". W tej zwariowanej satyrze Sacha Baron Cohen szydzi z męskiego szowinizmu w czasach Donalda Trumpa. Aktor podziękował swojemu ochroniarzowi, który podczas kręcenia filmu ratował go przed aktami agresji. Sacha Baron Cohen dostał też nagrodę za najlepszą rolę komediową.

Były w kategoriach aktorskich duże zaskoczenia. Nagrodzono Andrę Day z filmu „The United States vs Billie Holiday" o słynnej wokalistce. Laureatka była tak samo zdziwiona jak widzowie. Tymczasem nie dostała Globu faworytka Frances McDormand, przejmująca bohaterka „Nomadland".

Krytycy nie uhonorowali też Carrey Mulligan, która w filmie „Obiecująca. Młoda. Kobieta" brawurowo zagrała trzydziestolatkę mszczącą się na facetach wykorzystujących dziewczyny. W filmie komediowym nie zwyciężyła uznawana za pewniaka Maria Bakalova z „Borata...", lecz Rosamund Pike z „I Care a Lot". Nikt też nie obstawiał występu Jodie Foster w „The Mauretanian", zdziwienie budziła sama nominacja za drugoplanową rolę kobiecą. W tej kategorii faworytką była Olivia Coleman grająca w „Ojcu" córkę, która mierzy się z demencją ojca.

„The Crown" triumfuje

Za najlepszy film zagraniczny członkowie HFPA uznali „Minari" Lee Isaaca Chunga o koreańskiej rodzinie, która w pogoni za amerykańskim snem zakłada farmę w Arkansas. Statuetkę za animację zdobył „Soul".

W kategorii telewizyjnej za najlepszy serial dramatyczny uznano „The Crown". Globy powędrowały też do aktorów – grającej księżną Dianę Emmy Corrin, odtwórczyni roli Margaret Thatcher Gilliam Anderson i Josha O'Connora, serialowego księcia Karola.

Wielkimi przegranymi są „Mank" Davida Finchera i „Ojciec" Floriana Zellera. Transmisję gali przeprowadzono z Los Angeles i Nowego Jorku. Były dwie prowadzące i parada gwiazd, które wręczały statuetki. Suknie pań były eleganckie, ale w tym roku bez ekstrawagancji. A nominowani zasiedli we własnych domach rozsianych po całym świecie.

Impreza wirtualna w czasach pandemii wypadła słabo. Gorzej niż ciekawe i odbywające się na luzie Europejskie Nagrody Filmowe. Podczas wręczania Złotych Globów zabrakło energii, były problemy z jakością obrazu, w czasie jednego z wystąpień urwał się dźwięk. W komentarzach amerykańskich pojawiły się wręcz uwagi, że dla organizatorów Oskarów to lekcja, jakich błędów nie należy popełniać. Ale dobrze, że Globy zostały rozdane. W trudnym czasie to dowód, że kino żyje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA