fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Stefan Szczepłek: Epidemia niekompetencji

Shutterstock/ Maciej Gillert
Jeśli można pomóc – trzeba pomóc. PZPN przekaże klubom 116 mln złotych w rozłożeniu na dwa sezony.

Rada Nadzorcza Ekstraklasy SA postanowiła, że kluby są uprawnione do obniżenia wynagrodzenia o 50 procent, jednak do kwot nie niższych niż 10 tysięcy złotych (brutto lub netto, w zależności od rodzaju umowy).

Lepiej, żeby nie czytali tego ludzie, którzy nie mają co do garnka włożyć, bo nawet przed epidemią mogli o takiej kwocie pomarzyć. Teraz wszyscy będą zarabiać mniej. Wydarzyło się coś nieprzewidywalnego i trzeba dać sobie z tym radę. Jak zawsze, bogaci będą biedniejsi, a biedni mogą nie przeżyć.

Ma rację Zbigniew Boniek, mówiąc, że PZPN to nie jest bank pożyczający pieniądze klubom. Związek pomaga w inny sposób. Kluby są spółkami akcyjnymi, mają swoje zarządy i rady nadzorcze. W wywiadzie dla „Rz" prezes powiedział coś, co obrazuje stan naszego futbolu: „W polskich klubach rządzą piłkarze, a nie prezesi" oraz: „Nie gramy dopiero od dziesięciu dni, a już słyszymy o tym, ile klubów jest na krawędzi upadku. Przecież to dramatycznie świadczy o ich zarządzaniu".

Piszę o tym od lat, ale nie przypuszczałem, że będę miał satysfakcję w tak smutnych okolicznościach. Mogę więc powtórzyć, że większość właścicieli klubów ligowych widzi w nich wyłącznie interes. Serca to tam nie ma. Uważają, że jak zrobili majątek w rozmaitych branżach, niemających ze sportem nic wspólnego, to w piłce też dadzą sobie radę i jeszcze zdobędą sławę. Albo rządzą sami, albo namaszczają na prezesów znajomych. Oni też na ogół nie znają się na materii, którą mają zarządzać, więc zatrudniają współpracowników. W najlepszym wypadku fachowiec w klubie ligowym pojawia się dopiero na poziomie dyrektora sportowego i trzeba jeszcze mieć szczęście, żeby trafić na uczciwego dyrektora. Chociaż czasami uczciwy tylko przeszkadza.

Klub sportowy to nie są jedynie mecze, ale praca przez cały tydzień. To wtedy zapadają decyzje wpływające na to, czy osiągniemy sukces wynikający ze stabilizacji organizacyjnej i finansowej, czy wprost przeciwnie.

Rozmowy o transferach, kontraktach zawodników, sponsorach, reklamach, firmach współpracujących, umowach z nimi, dniu meczowym, relacjach z miastem, kontaktach z kibicami – to jest bieżąca działalność klubu. Specyficznego przedsiębiorstwa, do prowadzenia którego nie wystarczy dyplom MBA i doświadczenie w branży browarniczej lub reklamowej. Kto się na klubie piłkarskim nie zna, ten nie tylko nie podoła, ale jeszcze go cwańsi oszukają. Bo przekręt jest immanentną cechą tego środowiska, traktowaną jak cnota.

Jeśli któraś z decyzyjnych osób jest nieuczciwa, to można być pewnym, że zarobi pod stołem na transferze miernego gracza, podobnie jak on sam i jego agent. „Kluby wydają horrendalne sumy na pensje dla 30-letnich zagranicznych zawodników, z których większość już nie nadaje się do sprzedaży dalej. Jaki w tym jest pomysł biznesowy?" – pyta Boniek. W Arce, Lechii, Koronie, do niedawna w Wiśle Kraków (zarządzanej przez przestępców) nie płacono zawodnikom od miesięcy, mimo że żadnej epidemii nie było. Poza epidemią niekompetencji. W każdym sezonie w wielu klubach ta sytuacja się powtarza. PZPN nie chce płacić za ich błędy, ale można zapytać, dlaczego wydawał im licencje na grę?

Znaczna część pieniędzy związku dla klubów zostanie przeznaczona na szkolenie młodzieży. Jeśli coś dobrego z tej przykrej sytuacji może wyniknąć, to to, że gdy epidemia się skończy, zawodnicy nie będą zarabiać fortun za słabą grę, władza agentów zostanie ograniczona, a na boiskach zobaczymy więcej młodych Polaków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA