fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Koronawirus zamyka szkoły

Sala lekcyjna
Adobe Stock
W Nidzicy na zdalną edukację przeszły wszystkie przedszkola i podstawówki.

We wrześniu 2020 r. w trybie innym niż normalny pracowało około 450 szkół i przedszkoli, teraz takich placówek jest znacznie więcej – bo aż 666. Ale jesienią do tej liczby wliczaliśmy też szkoły ponadpodstawowe, które teraz w całości pracują zdalnie.

W Warszawie osiem podstawówek ma całkowicie zawieszone zajęcia, ale tych z częściowo zawieszonymi jest aż 78. Są też samorządy, które musiały zamknąć wszystkie szkoły i przedszkola. Tak jest w Nidzicy.

– Mamy najwyższy w kraju odsetek zachorowań. W szkołach i przedszkolach brakowało nam kadry. Chorują nie tylko nauczyciele, ale też woźne i pomoce nauczyciela. Zarazili się również rodzice. Dlatego, na razie na tydzień, przechodzimy na zdalne nauczanie – wyjaśnia Jacek Kosmala, burmistrz Nidzicy.

Gmina czy dyrektor szkoły nie mogą sami podjąć decyzji o zamknięciu placówki. Zgodnie z prawem do przejścia na tryb zdalny konieczna jest pozytywna opinia sanepidu. Wszystko wskazuje na to, że inspekcja będzie takie opinie wydawała teraz częściej.

– Mamy do czynienia z trzecią falą zachorowań – przyznał na piątkowej konferencji minister zdrowia Adam Niedzielski.

Kilka godzin wcześniej jego rzecznik prasowy zapewniał, że rząd nie planuje zamknięcia klas I–III, które uczą się stacjonarnie. Eksperci uważają jednak, że to konieczne.

– Szkoły i przedszkola są stymulatorem wzrostu zachorowań. Dlatego tam, gdzie obecnie jest dużo dodatnich testów na koronawirusa, należałoby czasowo zamknąć placówki edukacyjne – mówi dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Dodaje, że obecny wzrost zachorowań jest również efektem otwarcia galerii handlowych, ale ich nie da się zamknąć wybiórczo, bo klienci po prostu pojadą na zakupy nieco dalej. Zamknięcie handlu to też straty dla gospodarki.

– Obecnie potencjał wzrostu zachorowań jest mniejszy niż we wrześniu. Immunizacja społeczeństwa jest szacowana na 20–30 proc. Dlatego tam, gdzie np. jesienią było dużo zachorowań, a teraz jest ich stosunkowo niewiele, nie trzeba wprowadzać dodatkowych restrykcji – mówi dr Rakowski.

Wyniki testów na koronawirusa u nauczycieli potwierdzają, że nie trzeba zamykać wszystkich szkół. Współczynnik zakażonych wśród nauczycieli wyniósł 2 proc. Ale w północnych województwach, np. warmińsko-mazurskim, wynosi on nawet 8–9 proc.

Jeśli rząd zdecyduje się na przejście na edukację zdalną, musi się liczyć z wypłatą kosztownych zasiłków opiekuńczych rodzicom dzieci w wieku do lat ośmiu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA