fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Nowoczesne terapie w praktyce onkologicznej

Adobe Stock
– W Austrii immunoterapię otrzymuje się w ciągu miesiąca od diagnozy – mówi Anna, lecząca się w Wiedniu pacjentka z rakiem płuca.

Kiedy pani zachorowała kilka lat temu na raka płuca, mieszkała pani w Austrii czy wyjechała tam pani na leczenie?

Mieszkałam wówczas w Austrii, dlatego tam zgłosiłam się do lekarza i podjęłam leczenie. Nie szukałam pomocy medycznej w Polsce.

Pani była zaskoczona diagnozą?

Tak. Co prawda nie czułam się najlepiej, pociłam się w nocy, bywałam przeziębiona, często chodziłam na zwolnienia. Po kilku dniach mi jednak przechodziło, więc wydawało mi się, że nie ma problemu. Ostatecznie poszłam jednak do lekarza i zrobiłam prześwietlenie. Lekarz powiedział, że zmniejsza mi się pojemność płuc, i skierował na bronchoskopię. Po niej dostałam diagnozę – rak płuca.

W jakim stadium była choroba?

Powiedziano mi, że rak jest złośliwy. Lekarka dała mi skierowanie do szpitala Otto Wagnera w Wiedniu. Trafiłam tam do prof. Maximiliana Hochmaiera, który leczenie rozpoczął od pogłębionej diagnostyki. Potem zalecił mi immunochemioterapię.

Jak wyglądało leczenie?

Przychodziłam do szpitala co trzy tygodnie na jeden dzień, po wcześniejszym umówieniu telefonicznym. Dzień wcześniej miałam robione badanie krwi. Podczas terapii byłam w pokoju z 10 innymi osobami. Mieliśmy fotele ze stolikami, dostawaliśmy obiad. Był pielęgniarz do obsługi. Można było czytać, rozwiązywać krzyżówkę. W sumie terapia to było 20 spotkań.

Jak szybko rozpoczęła pani terapię?

Do miesiąca, bo jeszcze musiałam zrobić badania, które mi zlecił lekarz. Musiałam wykonać na przykład tomografię głowy. Stąd taki odstęp od diagnozy do leczenia.

Z polskiej perspektywy to krótko, bo u nas pacjenci na leczenie czekają do pół roku.

To niedobrze, bo leczenie powinno się rozpocząć jak najszybciej. Immunoterapia na pewno jest lepsza dla pacjenta niż inne, bardziej inwazyjne terapie. Ale czy się ją podaje, zależy od tego, czy w szpitalach są pieniądze na takie leczenie chorych. W Polsce niestety nie ma.

W Austrii nie było problemów, żeby podać pani immunoterapię?

Nie. Tu pacjenta traktuje się bardzo serdecznie. Po prostu lekarz mi to zalecił i otrzymałam to leczenie. Terapia była spersonalizowana.

Jak się pani czuła po terapii?

Byłam bardzo słaba. Lekarz mówił, żeby nie wychodzić przez tydzień z domu, nie kontaktować się, nie jeździć autobusem. Trzeba się dobrze odżywiać i dużo pić. Przychodziłam ze szpitala do domu i kilka dni leżałam. We wszystkim pomagał mi mąż. Potem powoli wstawałam, zaczynałam wychodzić z domu. W sumie aż tak ciężko nie było. Nie miałam żadnych obowiązków. Włosy mi nie wypadały.

Teraz też pani jest poddawana terapii.

Już nie, tylko co osiem miesięcy idę na kontrolę. Co roku jeżdżę też na rehabilitację. Teraz byłam na takim turnusie i dostałam urządzenie do ćwiczenia oddechu. Lekarze zalecają aktywność fizyczną i ćwiczenia oddechowe.

Jak pani się czuje teraz, po czterech latach od choroby?

Nie jestem w pełni sprawna, bo mi jeszcze oddechu brak. Zwłaszcza jak idę po schodach. Dlatego lekarze kazali mi ćwiczyć. Czasami mi się nie chce, zwłaszcza wtedy, gdy jest zimno. A trzeba dużo chodzić, wietrzyć pomieszczenie, bo jest to ważne w odzyskaniu formy.

Ale funkcjonuje pani w miarę normalnie?

Tak. Gotuję codziennie, zajmuję się domem. Żyję w miarę normalnie. Co prawda już nie pracuję, bo jestem na emeryturze. Podczas leczenia jeszcze pracowałam, ale dużo czasu przebywałam na zwolnieniach lekarskich. Mój pracodawca bardzo mnie w tym wpierał i szedł mi na rękę.

Polska ma jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności z powodu raka płuca. Tymczasem w Austrii wskaźnik ten sytuuje się poniżej średniej większości krajów UE. W Austrii choruje się mniej czy leczy się skuteczniej?

Może się wydawać, że zachorowań jest mniej, bo Austria jest mniejsza od Polski. Chorych na raka płuca jest bardzo wielu, ale na pewno łatwiej otrzymać skuteczną terapię. Kiedy dowiedziałam się o chorobie, to się przestraszyłam. Ale też czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że mam wsparcie ze strony służby zdrowia. To pomaga nie załamać się psychicznie.

Mogła pani liczyć na wsparcie psychologa podczas terapii?

Tak, korzystałam z pomocy psychologa. Miałam 15 bezpłatnych spotkań. To mi dodawało sił.

Nazwisko pacjentki do wiadomości redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA