fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Przynajmniej jeszcze pół roku walki z pandemią

AFP
– Jeśli nie podejmiemy drastycznych działań teraz, w listopadzie Covid będzie uśmiercał setki osób dziennie – ostrzegł we wtorek w Izbie Gmin szef rządu.

Wiosną tego roku premier Boris Johnson miał lekceważący stosunek do nowego wirusa, przez pewien czas wierzył wręcz, że sposobem na jego powstrzymanie jest „odporność zbiorowa" – zakażenie w krótkim czasie znacznej części społeczeństwa. W kwietniu sam o mały włos nie padł jednak ofiarą Covid-19 – przez kilka dni pozostawał pod respiratorem. To radykalnie zmieniło jego stosunek do nowej choroby. We wtorek przed niemal pustą Izbą Gmin (z uwagi na wymóg dystansu społecznego) Boris Johnson przybrał bardzo poważny ton.

– Liczba zakażonych szybko rośnie, to już prawie 4 tys. osób dziennie. Jeśli nie podejmiemy teraz stanowczych działać, to co 7 do 20 dni liczba chorych będzie się podwajać tak, że wkrótce będzie ich kilkadziesiąt tysięcy dziennie. Zakażeni są też coraz starsi, wirus znów uderza w najbardziej wrażliwe grupy społeczne. W listopadzie będzie uśmiercać każdego dnia kilkaset osób – zapowiedział szef rządu. W królestwie oficjalnie zmarło na Covid-19 prawie 42 tys. osób, ale realne liczby są wyższe, bo statystyki uwzględniają tylko osoby zbadane przez zgonem.

Na razie nie ma mowy o powrocie do zamrożenia całości gospodarki, jak to było wiosną tego roku. Koszt jest zbyt duży. Johnson co prawda zapowiedział, że wszyscy, którzy mogą, mają pracować zdalnie. Nadal jednak będzie działał handel, budowy będą kontynuowane, otwarte pozostaną uniwersytety i szkoły. W pubach i restauracjach obsługiwani mają być jednak wyłącznie klienci przy stolikach lub tacy, którzy wezmą jedzenie do domu. O dziesiątej wieczorem gastronomia przestanie działać.

W sklepach i taksówkach noszenie maseczek stanie się obowiązkowe. Temu, kto się do tych przepisów nie zastosuje, będą groziły mandaty do 200 funtów. Znacznie więcej ryzykują jednak przedsiębiorcy. Za łamanie regulacji związanych z pandemią będą im groziły grzywny do 10 tys. funtów. Nad egzekwowaniem przepisów ma czuwać już nie tylko policja, ale i armia.

Premier wprowadził także o wiele ostrzejsze ograniczenia dotyczące zgromadzeń. W ślubach będzie mogło brać udział nie więcej niż 15 osób, w pogrzebach – do 30. Do tej pory planowano, że od 1 października znów będzie można organizować imprezy sportowe i koncerty. Tak się jednak nie stanie.

Być może najbardziej pesymistycznie zabrzmiał jednak kalendarz proponowanych restrykcji. Boris Johnson zapowiedział, że będą one utrzymane przez co najmniej pół roku. To sygnał, że spodziewane wprowadzenie na przełomie tego i przyszłego roku szczepionek i leków na Covid-19 jest nadmiernie optymistyczne. Premier zastrzegł przy tym, że jeśli mimo dodatkowych restrykcji nie uda się powstrzymać rozwoju pandemii, rząd jest gotów wprowadzić dalsze ograniczenia w życiu społecznym.

Taka wizja nie jest podważana przez opozycję: lider Partii Pracy Keir Starmer „w pełni poparł" strategię Borisa Johnsona.

We wtorek światowe giełdy mocno pikowały, bo inwestorzy zdali sobie sprawę, że nadejście drugiej fali pandemii jest bardzo realne. W Europie do pójścia śladem Wielkiej Brytanii szykuje się więcej krajów. Od poniedziałku obowiązuje lockdown w 37 rejonach Madrytu zamieszkanych łącznie przez 850 tys. osób. Nie mogą one wyjść poza bezpośrednie sąsiedztwo, chyba że do pracy, szkoły czy do lekarza. Decyzja wywołuje silne kontrowersje, bo chodzi o najbiedniejsze, najgęściej zaludnione części stołecznej metropolii, podczas gdy bogatsi wydają się w obliczu pandemii być bardziej uprzywilejowani.

Zamrożenie gospodarki przynajmniej w niektórych miastach jest też szykowane we Francji. Tu liczba zakażonych przekracza już 10 tys. dziennie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA