fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Nie będzie szantażu w debacie budżetowej

123RF
Bruksela nie będzie używać argumentu uchodźców i praworządności w dyskusji o polityce spójności.

Rozpoczyna się debata nad nowym unijnym budżetem po 2020 roku. Pierwsza dyskusja komisarzy na ten temat odbędzie się już w środę 21 kwietnia, tydzień później Komisja zaprezentuje propozycję z różnymi wariantami do wyboru.

Od kilku miesięcy słychać było – oficjalnie i nieoficjalnie – że Polska może zapłacić żywą gotówką za swoje spory z Brukselą. Za to, że nie przyjmuje uchodźców, co jest niezgodne z unijnym rozporządzeniem z września 2015 roku. Za to, że nie przestrzega praworządności (to zaproponowali np. Niemcy) i osłabiła Trybunał Konstytucyjny, co wytyka nam Komisja, prowadząc procedurę w tej sprawie.

A ostatnio okazało się, że warunkiem wypłacania unijnych funduszy może być nawet niechęć kraju do przystąpienia do tzw. zacieśnionej współpracy w sprawie europejskiej prokuratury.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że żadna z tych opcji nie jest na poważnie rozważana przez Komisję Europejską. Zarówno z powodów traktatowych – bo polityka spójności jest zapisana w traktatach i nie ma związku ze wspomnianymi warunkami; jest celem jest zbliżanie poziomów rozwoju gospodarczego biedniejszych i bogatszych regionów UE. Jak i politycznych – bo nikt nie uważa, że takie postawienie sprawy przyniesie cokolwiek dobrego.

I takie przekonanie panuje zarówno w Komisji, która projekt przygotuje, jak i wśród wpływowych polityków Parlamentu Europejskiego i dyplomatów państw członkowskich, którzy podejmą ostateczną decyzję.

Zacznijmy od samej polityki spójności. – Jej celem jest wspieranie rozwoju biedniejszych regionów i w ten sposób całego wspólnego rynku. A z tego korzysta również Europa Zachodnia. I Europa Wschodnia, wchodząc do UE, otworzyła swoje rynki, bo obiecano jej wsparcie w rozwoju – mówi „Rzeczpospolitej" Manfred Weber, niemiecki polityk CSU, lider największej frakcji chadeckiej w Parlamencie Europejskim.

– Nie jestem zwolennikiem uzależniania unijnych funduszy od praworządności, przyjmowania uchodźców czy uznania europejskiego prokuratora. Warunkowość może być tylko ekonomiczna – dodaje.

Inni nasi rozmówcy wskazują, że przecież unijne fundusze wspierają regiony. Za te pieniądze ważne projekty realizują władze lokalne czy podmioty prawne. – Jak można karać je za politykę rządu centralnego – pyta wysoki rangą unijny dyplomata.

Jest też perspektywa polityczna sprawy. Zwolennicy warunkowości byli zdania, że grożąc odbieraniem pieniędzy, wpłyną na zmianę polityki przez rząd. Teraz jednak zwycięża przekonanie, że taka broń by nie zadziałała.

– Zastraszanie nic nie da. Polska jest zbyt dużym krajem, posiadającym zbyt wiele zasobów gospodarczych, żeby miała zmieniać swoją politykę z powodu groźby odebrania unijnych funduszy – mówi nam wysoki rangą dyplomata jednego z państw UE w naszym regionie. – To nie jest dobra taktyka. Potrzebujemy po prostu cierpliwości – dodaje dyplomata.

To wszystko nie oznacza jednak, że Polska może spać spokojnie. Bo po brexicie pieniędzy na pewno będzie mniej, a celów finansowania więcej, w tym walka z bezrobociem, polityka bezpieczeństwa i obrony. Polityka spójności na pewno więc ucierpi, a brak solidarności Polski w sprawie uchodźców będzie miał wpływ na szczodrość płatników netto.

I choć nie da się jej wykreślić z budżetu ani uzależnić od spełniania warunków politycznych, to można po prostu nieco przykręcić kurek z pieniędzmi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA