fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Nadzór nie zawsze żąda wysokich opłat

Fotorzepa/ Radek Pasterski
Zdarza się, że budynek postawiony przed 30–40 laty jest samowolą budowlaną. Wówczas do jego legalizacji stosuje się stare, a nie nowe procedury. Często są one dużo korzystniejsze od obowiązujących.

Zazwyczaj to duże zaskoczenie dla inwestora. Obiekt stoi od wielu lat, nikomu jeszcze nic na głowę nie spadło, jakim więc cudem jest samowolą budowlaną? Z reguły tego typu niespodzianki pojawiają się w wypadku sprzedaży lub rozbudowy. Co wtedy? Na przestrzeni lat obowiązywały różne przepisy. Kto pamięta jeszcze prawo budowlane z 1974 r.?

Tymczasem wciąż ma ono zastosowanie do legalizacji samowoli popełnionych przed 1995 r. Mówi o tym wyraźnie art. 103 prawa budowlanego z 1994 r. Stanowi on, że jeżeli nielegalna budowa została zakończona przed dniem wejścia w życie prawa budowlanego z 1994 r. (tj. przed 1 stycznia 1995 r.) lub też zostało wszczęte postępowanie administracyjne, to do samowoli stosuje się prawo budowlane z 1974 r. Bardzo często jednak stare przepisy trudno jest zastosować do obecnych realiów rynkowych. Wówczas wątpliwości muszą rozstrzygać sądy administracyjne, ale i te potrafią różnie orzekać.

Prawo budowlane z 1994 r. nie definiuje jednoznacznie, co należy uznać za „zakończenie budowy". Jest jednak wiele orzeczeń sądów administracyjnych w tej sprawie. W wielu wyrokach składy orzekające sądu administracyjnego przyjmowały, że przepisy ustawy z 1974 r. stosuje się do obiektów, które nie później niż do 31 grudnia 1994 r. były wybudowane w stopniu umożliwiającym wydanie w tym czasie pozwolenia na ich użytkowanie.

Są jednak i takie wyroki, w których sąd dochodził do wniosku, że do uznania budowy za zakończoną wystarczy ustalenie, że obiekt był 31 grudnia 1994 r. co najmniej w stanie surowym zamkniętym. Był też i taki wyrok sądu administracyjnego, w którym wyrażono pogląd, że prawo budowlane z 1974 r. ma również zastosowanie do obiektu, którego budowy co prawda nie zakończono przed 31 grudnia 1994 r., ale po tej dacie również nie prowadzono żadnych robót budowlanych.

Jak widać, stosowanie starych przepisów przysparza wielu problemów. I chociaż nie obowiązują od tylu lat, to regulacje zawarte w art. 103 ust. 2 prawa budowlanego z 1994 r. wymuszają, aby zarówno nadzór budowlany, jak i sprawcy samowoli budowlanej sprzed kilkunastu lat mieli wiedzę na ich temat.

Przy starej samowoli częstym problemem jest udowodnienie, kiedy dokładnie doszło do jej popełnienia. Przyjmuje się, że obowiązek ustalenia daty zakończenia budowy ciąży na nadzorze budowlanym (gdy postępowanie jest prowadzone z urzędu) lub na inwestorze (gdy postępowanie jest prowadzone po uprzednim złożeniu przez niego wniosku). Orzecznictwo w tym zakresie nie jest jednak jednoznaczne. Wszystko zależy więc od podejścia prowadzącego dane postępowanie legalizacyjne, a w razie sporu – od sądu administracyjnego.

Inspektor nadzoru budowlanego w toku postępowania legalizacyjnego bada zgodność z przepisami i miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Bierze więc pod uwagę takie same przesłanki, jakie uwzględnia się w postępowaniu, które toczy się na podstawie obecnie obowiązujących przepisów. Pod uwagę bierze się miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego obowiązujący w dacie dopuszczenia się samowoli, a jeżeli jego ustalenia były niekorzystne dla inwestora, to obecnie obowiązujący (jeżeli taki jest).

Pozwolenie na użytkowanie wydaje się na podstawie art. 42 prawa budowlanego z 1974 r. Podstawowa różnica jest jednak taka, że nie płaci się wymaganej obecnie opłaty legalizacyjnej. Dlatego wielu inwestorów stara się legalizować na starych zasadach. Jest to bowiem dla nich korzystniejsze, bo tańsze.

Jak udowodnić, że do samowoli doszło przed 15 laty, a nie całkiem niedawno? Nie jest to proste. Dopiero bowiem od 1999 r. urzędy (obecnie są to starostwa lub prezydenci w miastach na prawach powiatu) archiwizują akta dotyczące wydanych pozwoleń na budowę. Można się też posiłkować książkami ruchu budowlanego lub przedstawić zeznania świadków, a także zdjęcia lotnicze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA