fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

UE-Wielka Brytania: Jeden krok do rozwodu

Premier Theresa May rozmawiała w poniedziałek ponad trzy godziny z szefem KE Jeanem-Claude’em Junckerem
PAP/EPA
Londyn prawie zgadza się na warunki wyjścia z UE. Wkrótce możliwy początek rozmów o nowym układzie.

W poniedziałek Theresa May przywiozła do Brukseli ostateczną ofertę dotyczącą umowy o warunkach wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

– To jest totalne zwycięstwo Unii – oceniła w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej" Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji ds. Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego. Polka oraz czwórka innych eurodeputowanych zostali poinformowani o treści propozycji przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera. On sam jadł wczoraj lunch z May, choć posiłek był bardziej rozmową niż konsumpcją. Na dodatek przedłużył się wyraźnie i został na chwilę przerwany, żeby obie strony mogły przeprowadzić niezbędne konsultacje. Juncker prawdopodobnie dzwonił do Leo Varadkara, premiera Irlandii, a May konsultowała się w tym czasie ze swoimi sojusznikami z Irlandii Północnej – Demokratyczną Partią Unionistyczną (DUP).

W rezultacie po południu oboje ogłosili, że niestety na razie porozumienia jeszcze nie ma. Ale jednocześnie Juncker i May wyrazili głębokie przekonanie, że do końca tygodnia uda się zniwelować nieliczne dzielące obie strony różnice, tak żeby szczyt UE 14–15 grudnia mógł ogłosił „satysfakcjonujący postęp" i przejść do negocjacji przyszłych relacji między UE i Wielką Brytanią.

Głównym punktem spornym, który uniemożliwił ogłoszenie sukcesu w poniedziałek, był proponowany w umowie rozwodowej zapis odnośnie do losu granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Londyn zgodził się w końcu na obietnicę, żeby w przyszłości zapewnić „regulacyjną zgodność z tymi zasadami rynku wewnętrznego i unii celnej, które teraz lub w przyszłości wspierają współpracę między Południem i Północą i chronią Porozumienie Wielkopiątkowe".

Jednym słowem, brytyjski rząd obiecuje, że nie będzie twardej granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

– To dokładnie to, o co chodziło stronie unijnej. Sam jestem zaskoczony ustępstwem Londynu – mówił dziennikarzom Philippe Lamberts, lider Zielonych w PE, który widział brytyjską propozycję.

Jak dokładnie Londyn chce wypełnić swoją obietnicę, okaże się dopiero gdy będą negocjowane zasady przyszłego porozumienia z UE. W praktyce może to się udać na dwa sposoby. Albo Wielka Brytania, mimo dotychczasowych deklaracji, zdecyduje się jednak na ściślejsze więzi z UE, przynajmniej w postaci unii celnej. Albo też da Irlandii Północnej więcej swobody w kształtowaniu swojej polityki gospodarczej. Ta druga opcja wydaje się w tej chwili bardziej realistyczna i już wywołała falę żądań ze strony innych. To doprowadziło do konieczności przeprowadzenia jeszcze w tym tygodniu dodatkowych konsultacji.

„Jeśli jedna część Wielkiej Brytanii może zachować regulacyjną zgodność z UE i faktycznie pozostać częścią rynku wewnętrznego, to nie ma żadnego dobrego praktycznego powodu, dla którego inni by nie mogli" – napisała na Twitterze Nicola Sturgeon, pierwsza minister Szkocji. Potem takie samo oczekiwanie zgłosili pierwszy minister Walii oraz burmistrz Londynu. Lider DUP upiera się z kolei, że Irlandia Północna musi opuścić UE na takich samych zasadach, jak reszta Wielkiej Brytanii

Poza Irlandią umowa rozwodowa, która będzie się nazywała traktatem o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, ma jeszcze określać zasady rozliczeń finansowych oraz gwarancje praw obywateli UE w Wielkiej Brytanii oraz brytyjskich w UE po 29 marca 2019 roku. Wcześniej to dwie sprawy wydawały się bardziej kontrowersyjne niż irlandzka, ale ostatecznie Londyn ustąpił. Zgodził się na zapis, że ureguluje wszystkie zobowiązania wynikające z członkostwa w UE. Według najbardziej realnych unijnych szacunków mogą one wynosić ok. 60 mld euro. Ale na tym etapie nikt nie poda kwoty. Możliwe zresztą, że nie pojawi się ona nawet w ostatecznym porozumieniu, gdy zakończą się już wszystkie negocjacje. Bo Wielka Brytania będzie płaciła przez wiele lat, gdy nastąpi taka konieczność. A na przykład zobowiązanie współfinansowania emerytur unijnych urzędników zależy od długości ich życia. Z kolei obietnica finansowania różnych projektów będzie zależała od tego, czy zostaną one zrealizowane lub np. czy trzeba będzie wypełnić gwarancje bankowe. Dla Polski zgoda w tej sprawie to dobra wiadomość, bo oznacza, że w budżecie na lata 2014–2020, którego jesteśmy jednym z głównych beneficjentów, nie pojawi się nagle dziura.

Nie ma też kontrowersji w innej ważnej dla Polski sprawie – praw obywateli. Londyn zgodził się już na prawie wszystkie warunki Brukseli. Do rozstrzygnięcia pozostała jeszcze kwestia ostatecznej jurysdykcji unijnego Trybunału Sprawiedliwości: czy brytyjskie sądy będą mogły w razie wątpliwości kierować do TS pytania prejudycjalne, czyli po prostu prośby o wykładnię unijnego prawa. Strona unijna żąda także gwarancji, żeby uregulowanie statusu obywateli UE w Wielkiej Brytanii, gdzie nie ma obowiązku meldunkowego, nie generowało żadnych kosztów i nie było skomplikowane proceduralnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA