fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Czy Polska straci „Przyjaźń"?

Rurociąg „Przyjaźń” w okolicach miasta Stryj na Ukrainie
bloomberg.pl
Rosyjska ropa jest najtańsza na rynku europejskim. Pomimo to Polska z niej rezygnuje w imię „bezpieczeństwa energetycznego". To oznacza bardzo drogie paliwa na naszych stacjach i utratę „Przyjaźni" Rosjan.

W 2018 r PKN Orlen kupił w Rosji 67 proc. potrzebnej ropy. Teraz koncern pochwalił się, że kupuje z Rosji już tylko niewiele ponad połowę surowca. Z 1,4 mln ton, które co miesiąc przełyka płocka rafineria, około 700 tys. ton to ropa z „kierunków alternatywnych, w tym z Arabii Saudyjskiej".

Prezes Orlenu Daniel Obajtek podkreśla, że surowiec spoza Rosji jest „dobrej jakości" i kupowany na warunkach „korzystnych cenowo". Czyli jakich? Tego prezes nie podaje do publicznej wiadomości.

A ja, i pewnie nie tylko ja, w takie ogólnikowe zapewnienia po prostu nie wierzę. Drożyzna na stacja Orlenu, za czym idzie drożyzna na pozostałych stacjach w Polsce, to nie jest zasługa drożejącej ropy na światowych rynkach. To bardziej pochodna wymuszonej politycznie tzw. „dywersyfikacji" czyli pisząc po polsku - różnicowania źródeł dostaw surowca przez polskie koncerny państwowe.

Bardzo dokładne dane Eurostatu oraz corocznego prestiżowego raportu BP wskazują, że to rosyjski surowiec jest najtańszy. W ostatnich 13 latach rosyjska ropa była o 1,6 dol. tańsza od średnich cen zakupu surowca przez kraje Unii. I Europa obficie z tego korzystała, importując z Rosji 170,2 mln ton czyli blisko 25 proc. zapotrzebowania (dane BP za 2017 r).

Jednak od 2014 r czyli od zmian politycznych, które nie pozostały obojętne dla kierownictw i strategii polskich firm energetycznych, w tym Orlenu, spada korzystna dla Polski różnica między ceną zakupu ropy w Unii a Polsce. Cztery lata temu polska cena była o 2,5 proc. niższa, podczas kiedy w 2017 r już tylko o 0,6 proc.

Importując rocznie ok. 25 mln ton (przy zapotrzebowaniu ponad 31 mln ton) oszczędzaliśmy więc co roku około miliarda złotych. Do tego dochodził istotny element, jakim jest korzystne położenie Polski na trasie tranzytu rosyjskiej ropy na Zachód. Rurociąg „Przyjaźń" to zysk z opłat tranzytowych i niższe koszty kupowanej z rurociągu ropy.

Do tego tak długo jak będziemy kupować ropę z „Przyjaźni", tak będziemy mieć korzystne ceny i pełny rurociąg. Jeżeli naszych zakupów zabraknie, to nic nie powstrzyma Moskwy przed zamknięciem przesyłu najstarszym rurociągiem Europy.

Pretekst zawsze się znajdzie, od choćby ostatnie groźby Aleksandra Łukaszenki czy sędziwy wiek rurociągu. Wtedy skazani będziemy na bardzo drogą ropę z Norwegii, drogą z Wielkiej Brytanii czy nieco droższą z Arabii Saudyjskiej.

Kolejnym pytaniem, na które Orlen nie odpowiada, to pytanie jak na nowe gatunki ropy reagują polskie rafinerie i ich urządzenia?. O ile więcej pieniędzy trzeba w nie zainwestować, by mogły przerabiać nie tylko gatunki o parametrach podobnych do rosyjskiej Urals, ale też zupełnie niepodobnych, jak Arab Heavy i Arab Light (cięższa i bardziej zasiarczona od rosyjskiej).

Trochę światła rzuca tutaj na sytuację tańsza i to znacznie od rosyjskiej ropy jest ropa z Iraku (Kirkuk, Basra Light). Orlen jej nie importuje. Dlaczego? Pewnie dlatego, że jest do dwóch razy bardziej zasiarczona od Urals. Czyli że nasze rafinerie sobie z nią nie radzą.

To dodatkowe koszty dywersyfikacji, które zostaną przeniesione na klientów czyli nas wszystkich. Może oczywiście powiedzieć, że bezpieczeństwo energetyczne nie ma ceny. Ale to tylko ładnie brzmiący frazes. Cena jest wszędzie i zawsze.

A za błędy rządzących płacą zazwyczaj ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA