fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Rząd chce rzucić koło ratunkowe narciarzom

Wyciągi narciarskie mają działać w specjalnym reżimie sanitarnym
www.sxc.hu
Wyciągi narciarskie będą mogły zostać uruchomione w specjalnym reżimie sanitarnym. Ale to nie wystarczy do napełnienia budżetów górskich kurortów.

Chaos w działaniach rządu związanych z próbami powstrzymania rozwoju pandemii trwa w najlepsze. Po ogłoszeniu w sobotę zamknięcia wyciągów narciarskich już w poniedziałek Ministerstwo Pracy, Rozwoju i Technologii zdecydowało się podjąć rozmowy z branżą narciarską, jak je uruchomić. – Wypracowaliśmy protokół sanitarny, który skonsultujemy z głównym inspektorem sanitarnym – zapowiedział wczoraj w południe na Twitterze wicepremier Jarosław Gowin. Obiecał „dobre wieści" dla narciarzy. Na razie bliżej nie wiadomo, co oznaczają te zapowiedzi. Szczegóły mają się pojawić we wtorek. Według wiceszefa resortu Andrzeja Gut-Mostowego przygotowywany reżim sanitarny ma zapewnić bezpieczeństwo zarówno narciarzy, jak i pracowników stoków.

Bardzo drogi śnieg

Tymczasem zarządzający ośrodkami narciarskimi są kompletnie zdezorientowani. Część firm jeszcze przed zapowiedzianymi w sobotę obostrzeniami rozpoczęła naśnieżanie stoków. Pozostałe rozpoczęły przygotowania. – Podłączamy pompy, armatki śnieżne są już rozstawione. Czekamy na minusową temperaturę – mówi Janusz Tyszkowski, prezes ośrodka narciarskiego Skolnity w Wiśle. Kluczowe będą jednak ostateczne decyzje władz, bo przygotowania do sezonu narciarskiego pochłaniają bardzo duże pieniądze. Godzina pracy armatki to ok. 70 zł, biorąc pod uwagę tylko zużycie prądu, a potrzebna jest jeszcze woda – na wyprodukowanie metra sześciennego śniegu ok. 500 litrów. W rezultacie przy obecnych warunkach na przygotowanie niedługiego stoku trzeba wydać nawet kilkadziesiąt tysięcy zł.

Jeśli rząd pozwoli uruchomić wyciągi, to i tak nie rozwiąże problemów zamkniętej gastronomii czy hoteli i pensjonatów, mogących przyjmować jedynie gości biznesowych. Zimowe kurorty przeraża taka perspektywa. W wysłanym w weekend liście do premiera Mateusza Morawieckiego sześć organizacji reprezentujących różne sektory turystyki ostrzegło, że obostrzenia pozbawią pieniędzy dziesiątki tysięcy osób, dla których sezon zimowy jest podstawowym źródłem dochodu. Problemem stanie się np. zwrot wpłaconych przez turystów zaliczek za wczasy. Z dramatycznym apelem o wydłużenie terminu ferii wystąpiło Zakopane. Według burmistrza pozwoliłoby to na zachowanie reżimów sanitarnych. Minister zdrowia Adam Niedzielski potwierdził jednak wczoraj w rozmowie z RMF FM, że „decyzja już zapadła".

Zabraknie pieniędzy

Zapowiedziane obostrzenia mogą dla górskich kurortów oznaczać prawdziwą katastrofę. Przykładowo w Wiśle z turystyki żyje bezpośrednio lub pośrednio ok. 70–80 proc. mieszkańców. Przy tym ruch turystyczny napędza inne branże, jak usługi budowlane, przynosi pieniądze na rozwój infrastruktury, bez którego trudno byłoby konkurować z innymi kurortami. – Obecnie przygotowujemy projekt budżetu na przyszły rok i już dziś widzę, że staje się nierealny. Przez lockdown może zabraknąć pieniędzy na bieżące funkcjonowanie miasta: na pensje w szkołach czy administracji, na utrzymanie czystości, nie wspominając o inwestycjach – ostrzega burmistrz Wisły Tomasz Bujok. Przy tym konieczność drastycznego cięcia kosztów może nie pozwolić samorządom na wprowadzanie ulg dla przedsiębiorców, np. zwolnień z lokalnych podatków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA