fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wyborcza karuzela prezesów już się kręci

123RF
Po kadrowym trzęsieniu ziemi we władzach Tauronu może przyjść czas na inne spółki. MSP rozważa rozszerzenie zarządu Energi o powołanego niedawno do jej rady nadzorczej członka.

Minister Skarbu Państwa, który w ubiegły czwartek wprowadził do rady nadzorczej Energi Waldemara Kamrata, rozważa delegowanie go do zarządu tej spółki jako kolejnego członka – wynika z naszych informacji.

Kamrat, który zastąpił w radzie Jakuba Żołyniaka, był już wcześniej zainteresowany posadą we władzach gdańskiej grupy. Startował w konkursie na prezesa Energi. Wygrał go jednak Andrzej Tersa. Działo się to jeszcze za czasów poprzedniego szefa MSP Włodzimierza Karpińskiego. Jego fotel w połowie czerwca przejął Andrzej Czerwiński – notabene znajomy Kamrata, profesora Politechniki Gdańskiej.

Personalne rozgrywki

To kolejna zmiana na kluczowym stanowisku w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa w ostatnich tygodniach. W Tauronie nie ostał się żaden z członków poprzedniej ekipy. Dotychczasowego prezesa Dariusza Luberę decyzją rady nadzorczej zastąpił związany wcześniej z PGNiG Jerzy Kurella. Zmiana zarządu nastąpiła po gruntownym przemeblowaniu rady nadzorczej katowickiego koncernu. Wszedł do niej z ramienia MSP m.in. były prezes JSW Jarosław Zagórowski.

Takie przetasowania nastąpiły zresztą w radach innych spółek energetycznych – PGE oraz Enei. W przypadku tego pierwszego koncernu kadrowe trzęsienie ziemi miało przenieść się także na zarząd. Jak ustaliliśmy, zagrożony był Dariusz Marzec, wiceprezes PGE ds. rozwoju. Chodzić miało – podobnie jak w przypadku Tauronu, który stawiał nieakceptowane przez MSP warunki kupna kopalni Brzeszcze – o twarde stanowisko wobec planów resortu skarbu zaangażowania energetyki w ratowanie górnictwa. Ale oficjalnie nikt powodów zmian nie tłumaczy.

– Takie arbitralne decyzje personalne bez uzasadnienia oceniam krytycznie. To są próby ręcznego sterowania. Podobny scenariusz widzieliśmy w PGE, gdy chodziło o budowę Opola (bloku elektrowni – red.) – stwierdza Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Nie tylko energetyka musi się mieć na baczności, bo zmian w radach nadzorczych spółek jest sporo. Pod koniec września Skarb Państwa planował wprowadzenie człowieka ze swojego nadania do władz PKN Orlen. Miał nim być Cezary Banasiński, były szef Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ostatecznie, po nagłośnieniu sprawy przez media, nie doszło do tej nominacji. Bez zmian personalnych zakończyło się też sierpniowe posiedzenie rady nadzorczej PKO BP, przed którym spekulowano o możliwym odwołaniu prezesa banku Zbigniewa Jagiełły i wprowadzeniu dwóch nowych osób do zarządu.

Inni nie mieli tyle szczęścia. We wrześniu rada Poczty Polskiej ograniczyła liczbę członków zarządu, pozbawiając funkcji Mariusza Zarzyckiego oraz Ireneusza Piecucha. Na razie nieznani są ich następcy.

Nieformalne naciski

Karuzela kadrowa w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa rozkręciła się w tym roku wyjątkowo przed wyborami parlamentarnymi, a nie po nich. – Jest to jeden z czarniejszych okresów dla rynku kapitałowego w Polsce. A ostatnie zmiany kadrowe wpisują się w ten chocholi taniec – ocenia Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. – Wiem przynajmniej o pięciu spółkach z GPW, nie tylko energetycznych, których zarządom pogrożono palcem i dano do zrozumienia, że nie są partnerami, tylko realizują pewną koncepcję – dodaje szef SII.

– „Widoczna ręka rynku" weszła do akcji i wymachuje maczugą – porównuje ruchy MSP Andrzej S. Nartowski, ekspert rynku kapitałowego i były szef Polskiego Instytutu Dyrektorów. Jak ocenia, symptomem są nie tylko roszady w zarządach czy radach, ale też próba przeforsowania zmian w statutach spółek. Autonomię prezesa w powoływaniu członków zarządu ograniczono na rzecz rady np. w przypadku PZU. Nie udało się tego zrobić w PKO BP.

Przedwyborcza miotła ma też aspekt finansowy, którego nie należy pomijać. Osoba wchodząca do zarządu na chwilę przed ewentualną zmianą rządu musi się liczyć z tym, że wkrótce ktoś inny zajmie jej miejsce. – Nowa ekipa wprowadza swoich ludzi na stanowiska w kluczowych spółkach, a tym odchodzącym i tak trzeba zapłacić odprawy – konkluduje Nartowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA