Na wakacyjne decyzje polskich urlopowiczów bardziej niż pogoda wpłynęli w tym roku terroryści. Zamachy w Egipcie i Tunezji, dokąd wycieczki są najtańsze i najpopularniejsze, drastycznie wyhamowały ruch na tych kierunkach.

Według statystyk Travelplanet, największego polskiego multiagenta turystycznego, liczba chętnych na wyjazd do Egiptu zmalała w porównaniu z zeszłym roku o 46 procent, a do Tunezji nawet o 94 proc. Rykoszetem oberwało także Maroko, którego popularność stopniała o 35 procent. Z kolei bardzo popularna w polskich biurach podróży Turcja została zmarginalizowana przez wznowiony konflikt z Kurdami.

Te zmiany są jedną z przyczyn upadku Alfa Star, jeszcze dwa lata temu dziewiątego w rankingu największych touroperatorów. Specjalizująca się w wyjazdach do Egiptu firma, która w sobotę ogłosiła niewypłacalność, miała kłopoty od dłuższego czasu. W II kw. odnotowała ponad 8 mln zł straty netto, a za całe II półrocze strata sięgnęła 12 mln zł. W spółkę uderzył także drogi dolar: by zniwelować wzrost kursu waluty, obniżała marżę. Firma zostawiła za granicą 1600 klientów, najwięcej w Egipcie, Turcji i Bułgarii.

Wahadło cen

Potencjalne zagrożenie na popularnych kierunkach doprowadziło do spadków cen. Według Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelData w wycieczkach na wrzesień turecka riwiera staniała w porównaniu z zeszłym roku średnio o 6,5 procent (spadek o 180 zł), Tunezja kontynentalna o 7,4 procent (166 zł), a Maroko o 3,5 procent (114 zł).

Zyskały natomiast bezpieczne kierunki europejskie. Beneficjentem sytuacji w Afryce Północnej została m.in. Bułgaria (w ostatnim tygodniu ceny wzrosły średnio o 250 zł) oraz Grecja. – Mimo zamkniętych banków i ograniczeń w dostępie do gotówki do Grecji w te wakacje wyjechało o połowę więcej klientów niż rok temu i dwa razy tyle, co w lecie 2013 r. – mówi dyrektor marketingu w Travelplanet Radosław Damasiewicz. Bardzo mocno zyskała także Hiszpania, zwłaszcza Majorka, na którą wycieczki podrożały o około 13 procent.

Ta znacząca zmiana kierunków przełoży się na wyniki touroperatorów. – Będzie dobrze, jeśli na koniec sezonu uda się utrzymać obrót i frekwencję z ubiegłego roku – przyznaje wiceprezes Itaki Piotr Henicz. Ten największy polski touroperator przed rokiem mocno wyśrubował wyniki: sprzedaż przekroczyła 1,6 mld złotych i podskoczyła w porównaniu z rokiem wcześniejszym o prawie jedną piątą. – W tym roku nie będzie planowanego wzrostu przychodów i klientów – dodaje Henicz.

Zyskają elastyczni

Z obecnych zawirowań sytuacji obronną ręką wyjdą te firmy, które wykazały się refleksem i elastycznością, tnąc miejsca na kierunkach, gdzie popyt spadał, i zwiększając ofertę, na których szedł w górę i gdzie można było uzyskać wyższe marże. Ale i to nie gwarantuje wzrostu zysku.

Przykładowo przychody drugiego pod względem wielkości touroperatora – Rainbow Tours – sięgnęły w lipcu 191 mln złotych, co w porównaniu z ubiegłym rokiem było wynikiem lepszym o prawie 23 procent, o ponad jedną piątą wzrosły także przychody za pierwsze półrocze. Ale z osiągnięciem wyższego niż przed rokiem zysku spółka może mieć problem. – Zysk za pierwszy kwartał był niewiele niższy niż rok wcześniej, za drugi kwartał powinien być porównywalny z ubiegłorocznym – wyjaśnia wiceprezes spółki Remigiusz Talarek.

Touroperatorzy podkreślają, że sezon jeszcze się nie skończył i wysoką sprzedaż może jeszcze przynieść wrzesień. Katastrofą byłyby jednak kolejne zamachy biorące na celownik zagranicznych turystów. Branża boi się związanego z nimi medialnego rozgłosu, a także komunikatów polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zdaniem Jana Korsaka, przewodniczącego Komitetu Turystyki Krajowej Izby Gospodarczej, ministerstwo samo przyczynia się do spadku frekwencji na wyjazdach, reagując na sytuacje kryzysowe zbyt nerwowo i wydając ogólnikowe ostrzeżenia.

– W końcu lipca ministerstwo wydało mało precyzyjne i przesadzone ostrzeżenie dotyczące Turcji, które wystraszyło turystów. Zagrożenie mogło bowiem występować w południowo-wschodniej części kraju, tymczasem w miejscach, gdzie jeżdżą Polacy, jest bezpiecznie – twierdzi Korsak.

Opinia

Andrzej Betlej, prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelData

W tym roku geografia wyjazdów się zmieniła, a ważne dla Polaków kierunki wypadły z rynku, np. Tunezja, lub zostały mocno okrojone, jak Egipt. To wpłynie na kształt branży turystycznej, zwiększając jej rozwarstwienie. Biznes firm, które obstawiały Afrykę, się zmniejszył. Natomiast zyskali ci touroperatorzy, którzy odpowiednio szybko zareagowali na zmiany w strukturze popytu i przygotowali ofertę alternatywną.

Wygląda na to, że koncentracja wyjazdów na bezpiecznych kierunkach europejskich pozwoli w znacznym stopniu zniwelować straty na kierunkach północnoafrykańskich. Wyniki branży za cały 2015 rok nie będą jednak tak dobre jak te, które osiągnięto w roku ubiegłym.