fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Uwaga na rachunki w restauracjach. Oszuści wykorzystują pandemię

AFP
Pandemia Covid-19 znacznie skróciła tegoroczny sezon turystyczny. Cierpią touroperatorzy, linie lotnicze, hotelarze i restauratorzy.

I o ile większość z nich obniża ceny, żeby tylko zachęcić do letniego wypoczynku, o tyle niektóre restauracje odbijają sobie koronawirusowy kryzys i windują ceny, podnosząc je często wielokrotnie. A turyści, którym często nawet nie pokazano karty dań z cenami mogą jedynie płakać i płacić.

Czytaj także: Nowy warunek – do Grecji tylko z kodem QR

W Polsce słyszymy o horrendalnych rachunkach w nadmorskich kurortach, gdzie za 2 porcje ryby z frytkami trzeba zapłacić nawet 200 złotych. Restauratorzy zastosowali tam stary numer: kawałek ryby wg wagi i ładują na wagę kawał nie do zjedzenia na raz, a w dodatku tę rybę wyceniają niebotycznie.

Niewielkim pocieszeniem jest to, że żyłowanie cen, zwłaszcza w tym kryzysie nie jest polską specjalnością. Złą sławę i to nie tylko w kryzysie mają restauracje na greckiej wyspie Mykonos (z Polski lata tam Wizz Air). Przypadek jednej z nich został szczegółowo opisany w prasie, gdzie sześć osób, z których każda zjadła porcję kalmarów i wypiła piwo, trzy z nich zamówiły dodatkowo sałatkę, a jedna jeszcze dodatkowo sok pomidorowy zapłaciły za tę przyjemność prawie 840 euro. Rachunek rozłożył się tak 591 euro za 6 porcji kalmarów, 150 euro za 6 piw,59,40 euro za 3 sałatki z kurczakiem, 17,80 za dwie butelki wody i 18 euro za szklankę soku pomidorowego. Że nie zapaliło im się zielone światło, kiedy kelner nie podał im karty dań, a owoce morza zachwalał, jako świeżutkie i pyszne. Zresztą podobno takie były. Kiedy krytyka restauracyjnego zdzierstwa pojawiła się w miejscowej prasie, właściciel restauracji odpowiedział: Żeby na przyszłość zapobiec takiemu rozgoryczeniu przy płaceniu rachunku, warto wybierać tańsze dania.

Francisco Tajeda, amerykański żołnierz, który spędzał urlop na Mykonos przestrzega przed DK Oyster, gdzie także kelnerzy recytują „bezcenne" menu z głowy. Za dwie porcje ryby i dwa napoje zapłacił tam ponad 400 euro. I przyznał, że jedyne, co mógł zrobić, to w przyszłości omijać to miejsce z daleka, bo kelner groził policją, a to ze względu na barierę językowa mogło jeszcze bardziej skomplikować urlop.

Turyści ostrzegają również przed rzymską Antico Caffe di Marte, gdzie dwoje japońskich turystów za porcję ryby i talerz spaghetti musiało zapłacić 380 euro. Najbardziej jednak zaszokował ich fakt, że w tę kwotę wliczony był obowiązkowy napiwek w wysokości 80 euro. Ich przypadek został szeroko opisany we włoskiej i anglojęzycznej prasie i wtedy w TripAdvisorze inny klient Antico Caffe di Marte pokazał rachunek na 429,80 euro za skromną kolację dla 2 osób. Jaka była reakcja restauratora? Zagroził swoim klientom procesem sądowym, bo goście zaczęli omijać jego lokal z daleka. Prawnik Antico Caffe di Marte wysoki rachunek tłumaczył tym, że cena poszczególnych dań była liczona za 100 gramów, a porcje w rzeczywistości była znacznie większa.

Na zawyżanie cen skarżą się teraz turyści w Turcji, gdzie rząd robi wszystko, by ściągnąć do swojego kraju jak najwięcej turystów. Tam szczególnie trzeba uważać w Bodrum, gdzie za porcję kebabu w restauracji średniej klasy trzeba zapłacić 50 euro, kawa kosztuje 10 euro a 30 euro za porcję pity nadziewanej mięsem. Jako przypadek skrajnego łupienia klientów „Daily Mail" podaje hotel Macakizi w Bodrum, który za przywilej skorzystania z hotelowej plaży każe sobie płacić 70 euro. Tyle, że pokój dwuosobowy w tym hotelu kosztuje w lipcu na Booking.com 2,3 tys. złotych, a goście, których stać na takie wydatki niekoniecznie chcą, zwłaszcza w tej chwili, korzystać z zatłoczonej plaży.

Lokalne media w Bodrum są oburzone takimi cenami, ale burmistrz miasta, Ahmet Aras usprawiedliwia chciwych restauratorów. — Branża turystyczna robi wszystko żeby przeżyć. Dlatego właśnie drenuje kieszenie turystów. I naprawdę nie wzrusza mnie, kiedy ktoś zapłacił strasznie drogo za kebab. Niech płaci nawet 100 tysięcy lirów, jeśli ma takie życzenie — mówił na konferencji prasowej. — Bo na tej samej ulicy mogą znaleźć miejsce gdzie zjedzą to samo za wielokrotnie mniejszą cenę — dodał.

W Barcelonie kelnerzy, kiedy już zbiorą zamówienia często jeszcze pytają: czy żeby skrócić oczekiwania chcą państwo jakąś szybką przekąskę? To jest pułapka. Taka przekąska może być droższa, niż danie główne. Co więc zrobić żeby uniknąć drogich rozczarowań? Jeśli idziemy do restauracji sprawdźmy jej opinię na TripAdvisor. Jeśli zamawiamy dania, żądajmy karty. Jeśli chcemy zjeść rybę, bądź mięso, które mają ceny za 100 gramów, prośmy o pokazanie nam naszego kawałka z dokładnie określoną wagą. Covid-19 dotknął boleśnie branżę i jeśli chcemy wesprzeć szczególnie dobrą restaurację, dajmy napiwek. Ale nie pozwólmy robić z siebie ofiary.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA