fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Poczta Polska na ostrzu noża. Spór z zarządem eskaluje

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Związkowcy państwowej spółki, wobec potężnych zwolnień, weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. A zarząd chce, by zrezygnowali z walki o podwyżkę.

Władze Poczty Polskiej (PP) nie uległy naciskom pracowników i nie zrezygnują ze zwolnień grupowych. W ich efekcie pracę ma stracić do 2 tys. osób. W sumie w ramach redukcji zniknąć ma grubo ponad 7 tys. etatów. Zarząd tłumaczy ruch złą kondycją finansową, ale jednocześnie w PP zatrudniane są osoby z resortów siłowych, bliskich obecnemu prezesowi Poczty Tomaszowi Zdzikotowi (wcześniej był wiceministrem obrony), oraz związane z nadzorującym spółkę resortem aktywów państwowych i stojącym na jego czele Jackiem Sasinem.

Wśród pracowników narasta opór. Kolejne związki zawodowe ogłosiły spór zbiorowy z pocztowym operatorem.

Zwalniani i zatrudniani

Wśród związkowców narasta wściekłość. – Tysiące ludzi straci pracę, ale nie przeszkadza to w niczym, by zatrudniać swoich – mówi nam jeden z oburzonych pracowników PP.

To reakcja na informację Wirtualnej Polski, która podała, że była szefowa „Wiadomości" w telewizji publicznej Marzena Paczuska trafiła właśnie na intratną posadę w Poczcie, gdzie ma, o ironio, zarządzać relacjami z pracownikami. Decyzję krytykuje m.in. Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty.

Czytaj także: Poczta Polska groziła zwolnieniem chorującym pracownikom

Ale to nie koniec, bo jak informowały „PB" i Money.pl, w miejsce odchodzących pracowników przychodzą osoby związane wcześniej m.in. z MON i MSWiA (na liście jest też były wiceszef Polskiej Grupy Zbrojeniowej czy członek zarządu Agencji Mienia Wojskowego). To właśnie z tymi resortami był wcześniej związany Tomasz Zdzikot.

W firmie zawrzało. W piśmie wystosowanym przez pracowników tzw. węzła ekspedycyjno-rozdzielczego w Warszawie (potężna sortownia Poczty) można przeczytać, że absurdalnym jest zwiększanie zatrudnienia w administracji, zwłaszcza w kontekście zwolnień.

Pracownicy WER przekonują, że należy wzmacniać działy eksploatacji, aby przesyłki i listy dochodziły szybciej, a terminowość przyciągała klientów.

Tymczasem, zdaniem związkowców, już ubiegłoroczny program dobrowolnych odejść spowodował zakłócenia w pracy (w jego ramach odeszło ok. 3 tys. pracowników, z tego 30 proc. w administracji). „Dyrektorzy regionalni zmuszani są do skracania czasu otwarcia placówek, zamykania okienek. Już obecnie Poczta nie jest w stanie zapewnić właściwej terminowości doręczenia przesyłek" – czytamy w piśmie Prezydium Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Pracowników PP.

Coraz głośniej mówi się o możliwym strajku. Związkowcy chcą zablokować zwolnienia, ale część pracowników zarzuca im, że robią to nieudolnie i zajęci są bardziej trwającymi właśnie wyborami do Rady Nadzorczej PP. Mimo to do związków zawodowych, które weszły w spór zbiorowy z zarządem państwowej spółki, w kontekście redukcji zatrudnienia, dołączyły właśnie kolejne dwie organizacje – NSZZ Listonoszy oraz ZZ Pracowników Poczty Polskiej.

Zarząd PP już kilka dni temu poinformował o tym Okręgowy Inspektorat Pracy. I zapowiada, że się nie ugnie.

– Niekorzystne zmiany rynkowe, które mogą mieć charakter trwały, jak rosnąca e-substytucja (zastępowanie listów mailami – red.), powodują, że spółka musi dostosować poziom zatrudnienia do skali prowadzonych na zmniejszającym się rynku usług listowych działań oraz przy silnej konkurencji na rynku usług kurierskich – tłumaczy Justyna Siwek, rzeczniczka PP.

Wskazuje, iż bieżący rok będzie kolejnym okresem silnego spadku tradycyjnej korespondencji. A przychody z usług listowych i reklamowych to aż 63 proc. przychodów PP. – Brak działań, w połączeniu z negatywnymi dla Poczty tendencjami rynkowymi, mógłby zagrozić stabilności finansowej spółki – zaznacza rzeczniczka.

Zapomnij o podwyżce

Zarząd zwrócił się do związkowców, by wstrzymać się z negocjacjami do czasu zakończenia badania sprawozdania finansowego operatora za rok 2020. Tłumaczy, że „wiedza o wyniku finansowym i wykonaniu narastająco I kwartału 2021 r. jest niezbędna do przedmiotowych negocjacji". Kiedy miałoby to jednak nastąpić? Nie wiadomo.

Władze PP wystąpiły do tzw. wspólnej reprezentacji związkowej (liczącej 22 organizacje) z jeszcze jedną prośbą – chcą, by ci zrezygnowali z dotychczasowych żądań w sprawie podwyżek. Chodzi o inny spór, w którym związkowcy domagają się wzrostu wynagrodzenia zasadniczego o 500 zł miesięcznie (licząc od 1 lutego 2019 r.). Zarząd PP przekonuje, że podtrzymywanie sporu w tej sprawie, w świetle trudnej sytuacji spółki spowodowanej znaczącym spadkiem przychodów, nie jest zasadne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA