fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Sztuczne diamenty błysną w Polsce

Adobe Stock
Syntetyczne kamienie oferują światowe potęgi, jak De Beers i Alrosa. U nas ich sprzedaży chce spróbować sieć W.Kruk.

Syntetyczne kamienie to obecnie wciąż mniej niż 1 proc. wartości sprzedaży diamentów – podaje Morgan Stanley. Jednak rynek ma ogromne perspektywy, za rok wart ma być już nawet 1 mld dol.

Dlatego jubilerzy coraz śmielej zerkają w tym kierunku. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", jest wśród nich także polska sieć W.Kruk. – To ciekawe zjawisko, na świecie w branży jubilerskiej dużo się o tym mówi, dlatego nas również to zainteresowało – mówi nam Grzegorz Pilch, prezes VRG, właściciela sieci. – Podchodzimy do tego ostrożnie, w tym roku spróbujemy z taką ofertą, a o jej przyszłości będziemy decydować w oparciu o to, jak polski rynek zareaguje na ten produkt – dodaje.

Czytaj także: Pierwszy taki proces. Inwestorzy nabrani na diamenty 

Cuda z laboratorium

Syntetyczne kamienie mają takie same właściwości jak naturalne, powstają w wyniku tych samych procesów, czyli wielkiego ciśnienia i wysokich temperatur oddziałujących na grafit. Mają jednak znacznie mniej zanieczyszczeń i skaz. Gdy kilka lat temu pierwsze pojawiły się na rynku, wcale nie były tańsze od naturalnych i kosztowały 5–6 tys. dol. za karat. Teraz ich cena jest ok. 30–40 proc. niższa od naturalnych, choć zależy też od rodzaju kamienia i jego wielkości. Wynosi jednak zazwyczaj 3,5–4 tys. dol. za karat, choć pod koniec 2018 r. na rynku pojawiły się kamienie spółki z grupy De Beers w cenie ok. 800 dol. za karat. Syntetyczne diamenty nie mają oczywiście nic wspólnego ze znanymi już od dawna cyrkoniami. De Beers to największy producent biżuterii z brylantami na świecie. Alrosa, lider ich wydobycia, także działa już na rynku syntetycznych kamieni.

– Dla konsumentów, którzy chcą minimalizować środowiskowe skutki wydobycia diamentów, jest to idealna alternatywa – mówi Kathryn Money, wiceprezes firmy Brilliant Earth, zajmującej się sprzedażą kamieni. Tylko ok. 20 proc. naturalnych diamentów nadaje się do wykorzystania w jubilerstwie, a ich kopalnie nie dość, że są bardzo niebezpieczne, to jeszcze dewastują środowisko naturalne.

Na nowości najbardziej otwarci są ludzie młodzi – z badania MVI Marketing wynika, że aż 70 proc. milenialsów rozważyłoby zakup takiego kamienia jako alternatywy dla naturalnego.

Liczy na to należąca do De Beers i działająca od maja 2018 r. spółka Lightbox Jewelry, która ma ambitne plany związane z rynkiem laboratoryjnych kamieni. – Widzimy ogromne możliwości zwłaszcza w grupie młodych kobiet, które docenią przystępną cenę tych kamieni, nieustępujących jakością naturalnym – mówi Steve Coe, dyrektor generalny Lightbox Jewelry. – Wśród starszych klientów, właścicieli biżuterii z naturalnymi kamieniami, też liczymy na wzbudzenie ciekawości taką nowością – dodaje.

Kolor będzie hitem

Kamienie powstają głównie w wersji standardowej, czyli bezbarwnej, przejrzystej. Jednak przygotowywane są też wersje kolorowe – w wersji czerwonej czy niebieskiej wywołują ogromne zainteresowanie w sklepach.

Na rynku na razie trwa sondowanie, Alrosa wprowadziła już nawet rodzaj specjalnego wykrywacza, który jest w stanie wychwycić sztuczny kamień. – Potrzeba przynajmniej kilku lat, aby móc w pełni ocenić wpływ tego trendu na światowy rynek – ocenia Paul Zimnisky, niezależny analityk rynku diamentów.

Także Tiffany&Co. uważnie obserwuje sytuację, choć pierwsze laboratoryjne kamienie firma już wprowadziła do sklepów. Wszystkie muszą być oznaczone jako produkt inny niż naturalny kamień, ponieważ są niemal nie do odróżnienia. Tiffany&Co. w ogóle mocno zmienia swoje podejście do diamentów i wprowadza też oznaczenia kraju, skąd dany produkt pochodzi. To efekt presji konsumentów, którzy chcą mieć pewność, że nie kupują kamieni z regionów ogarniętych konfliktami zbrojnymi, czyli tzw. krwawych diamentów. Często z ich sprzedaży głównie w Afryce lokalni dyktatorzy finansowali prowadzenie działań zbrojnych, a mimo zakazu handlu kamieniami z takich regionów trafiają one nadal na globalny rynek.

W Polsce dominuje jednak bardzo ostrożne podejście do syntetycznych kamieni, inne polskie sieci jubilerskie nie mają planów takich jak W.Kruk. – W naszych salonach diamentów syntetycznych nie ma, oferujemy tylko naturalne – mówi Helena Palej, rzecznik Apart (na pytanie, czy firma analizuje taki krok lub planuje wejście w oferowanie kamieni syntetycznych, firma już nie odpowiedziała).

– Nie planujemy takich działań jak wprowadzanie do oferty kamieni syntetycznych – zapewnia też Karolina Kocińska, rzecznik sieci YES.

W Polsce sprzedaż biżuterii z diamentami rośnie, ale jest to wciąż niewielka część rynku. Rynek jubilerski to już niemal 3 mld zł, z czego segment premium i luksusowy (razem z zegarkami) to nieco ponad 600 mln zł.

Zmiany w modzie

To co dzieje się na rynku diamentów, jest elementem szerszego trendu, w ramach którego producenci bardziej zwracają uwagę na kwestie etyczne czy związane z ochroną środowiska. Czołowe domy mody ogłaszają kolejno wycofywanie z kolekcji futer, Chanel niedawno podał, że przestaje też wykorzystywać w produkcji skóry zwierząt egzotycznych, np. krokodyli czy węży.

Taki trend najmocniejszy jest w Europie i Stanach Zjednoczonych, szczególnie młodsze generacje klientów są wyczulone na tego rodzaju kwestie i chętniej na nie odpowiadają, zmieniając zwyczaje konsumenckie. Dla marek luksusowych milenialsi są przyszłością, dlatego firmy muszą już coraz mocniej w swoich strategiach odpowiadać na ich potrzeby.

Opinia dla „rz"

Paweł Jaworski, prezes Michelson Diamonds

Patrząc na strategie marketingowe firm sprzedających biżuterię z syntetycznymi diamentami, oceniam, że jest to produkt kierowany głównie do generacji 20-latków. Niektóre firmy, wykorzystując nośny obecnie temat ekologii i zanieczyszczenia planety, nazywają diamenty syntetyczne ekodiamentami. Globalnie sprzedaż biżuterii z syntetycznymi diamentami rośnie, jednak na polskim rynku jest to jeszcze zjawisko incydentalne. Ale w przyszłości również polski konsument skieruje uwagę na taką biżuterię, głównie z powodu ceny.

Ceny wciąż się zmieniają

Zarówno kamienie naturalne jak i syntetyczne charakteryzują się ogromną zmiennością cen. Cena 1-karatowego naturalnego diamentu jeszcze na początku 2016 r. wynosiła niemal 7 tys. dol., po roku spadła do 6,5 tys. dol., ale pod koniec 2018 r. znów zaczęła rosnąć. Producenci są skazani na robienie zapasów i bardzo rozważne dostarczanie kolejnych kamieni na rynek, aby nie dopuścić do zbyt dużych spadków cen. W przypadku kamieni syntetycznych zmienność cen też jest duża. Dwa lata temu karat kosztował ponad 5 tys. dol., obecnie jest to już nieco ponad 4 tys. Dodatkowo pojawiają się nowi producenci z cenami nawet jeszcze sporo niższymi. Można uznać, że w tym przypadku spadek cen jest nieunikniony, ponieważ z czasem stanieje technologia produkcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA