Reklama

Protestujący stali się wrogami rządzących

PiS umie rozdawać z uśmiechem tylko to, co samo obieca. Społeczny konflikt, którego nie przewidziało, odbiera jak dalszy ciąg wojny z opozycją.
Protestujący stali się wrogami rządzących

Foto: Twitter/TVPParlament

Prawo i Sprawiedliwość działa sprawnie wtedy, kiedy dokładnie wie, co ma robić. Tak było w sprawie programu 500+, obniżenia wieku emerytalnego czy zmian w wymiarze sprawiedliwości. Niezależnie od ocen wszystkich tych posunięć pewne jest jedno: realizowane były z żelazną konsekwencją i w zawrotnym tempie. Kiedy jednak rzeczywistość zaskakuje partię rządzącą, zaczyna się ona gubić, tak jak w sprawie protestu rodziców i opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych.

To zagubienie owocuje niekontrolowanymi wypowiedziami, niekonsekwencją w przekazie i poważnymi stratami wizerunkowymi. Dopóki bowiem przekaz partyjny jest jasny, posłowie są zdyscyplinowani i sprawnie przekazują myśl stojącą za partyjnymi propozycjami. Kiedy Zjednoczona Prawica jednolitego przekazu nie ma, mówią różne rzeczy, tak jak poseł Porozumienia Jacek Żalek o tym, że rodzice traktują swoje niepełnosprawne dzieci jak żywe tarcze czy posłanka PiS Bernadetta Krynicka zapewniająca, że na protestujących znajdzie się paragraf.

W środę słowa te musiała prostować rzeczniczka PiS i wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek. – Wypowiedź Jacka Żalka nas zirytowała. Była o tym mowa na klubie. – komentowała. Wypowiedzi Krynickiej i wcześniejszą posła Pięty oceniła jako „mocne". – Nie powinny mieć miejsca – oświadczyła. Żalka dyscyplinował także wicemarszałek Senatu Adam Bielan. A szef klubu i wicemarszałek Ryszard Terlecki przyznał, że na niego „nakrzyczał".

Dlaczego partia rządząca nie umiała dopilnować swoich posłów po ponad 20 dniach sejmowego protestu? Dlaczego PiS zatraca społeczny instynkt w tej sprawie?

Bo działania rządzących na polu społecznym podyktowane są chęcią ugruntowania swojej pozycji i poprawienia notowań – to zresztą motywacja dość naturalna.

Reklama
Reklama

Po pogorszeniu się sondaży w wyniku m.in. wpadki z ustawą o IPN premier Mateusz Morawiecki ogłosił 14 kwietnia swoją „piątkę" działań, która miała tendencję odwrócić. Znalazł się tam m.in postulat wypłaty 300 zł na dziecko w wieku szkolnym, tzw. wyprawka. Środki te miały przysługiwać wszystkim rodzicom, bez żadnych warunków. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że obietnica ma kontekst przede wszystkim wyborczy.

Ale 18 kwietnia rozpoczął się w Sejmie protest opiekunów i rodziców osób niepełnosprawnych. Padły żądania finansowe. Na taką sytuację PiS było wyraźnie nieprzygotowane. Wypłata w gotówce nowego świadczenia – 500 zł – mogłaby przecież zachwiać planem rozdania wyprawek. Dlatego od początku rozmowy z protestującymi szły źle, a rząd do dziś nie chce ustąpić. Protestujący natomiast zostali zakwalifikowani do grona wrogów partii rządzącej.

A posłowie, od których odcięła się w środę Beata Mazurek, po prostu wyciągnęli wnioski z linii partii.

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama