"Zabójstwo" rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki, krytycznego wobec  Władimira Putina, byłego uczestnika wojen czeczeńskich, wzbudziło oburzenie na całym świecie.

Rosja i Ukraina oskarżały się nawzajem o zamordowanie Babczenki, politycy, w tym Boris Johnson, mówili o "kolejnym zabójstwie niezależnego dziennikarza".

 

Kilka dni po domniemanym zabójstwie Arkadij Babczenko w towarzystwie agentów Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa (SBU) pojawił się na konferencji prasowej.

Dziennikarz wyjaśnił, że jego śmierć została upozorowana ze względu na to, że rosyjskie służby szykowały na niego atak. W tym celu zwerbowały ukraińskiego zabójcę, który za 30 tys. dolarów miał zabić dziennikarza.

Jak się okazało, wynajęty przez Rosję "kiler" był człowiekiem podstawionym przez SBU, a nagrane negocjacje mogą posłużyć do targów z Rosją.

Sam Babczenko proponuje na Facebooku udzielanie wywiadów. Ale nie za darmo.

"50 kafli baksów i ekskluzywny wywiad jest wasz" - zachęca. Dziennikarz tłumaczy, że "ma teraz kupę problemów i musi jeszcze raz zacząć od podstaw nowe życie".

Wyznaje, że jest bardzo zmęczony całą sytuacją, a przez kilka ostatnich dni był bliski załamania nerwowego.

Babczenko pisze, że jako pierwsza, i to bez targowania się, zgłosiła się do niego z prośbą o wywiad rosyjska telewizja "Rossija". Odmówił.

"To propozycja dla mediów, nie dla propagandzistów. A do waszej stacji i tak przyjadę. Ale później. Na Abramsie. I nie na rozmowę" - napisał Babczenko na Facebooku.