– Kończymy przygotowania do restrukturyzacji miejskich ośrodków sportowych – potwierdza nasze informacje dyrektor Biura Sportu w ratuszu Wiesław Wilczyński.
Cel jest jeden – poprawa zarządzania obiektami i obniżka kosztów. Utrzymanie 15 ośrodków kosztuje 91 mln zł rocznie, ratusz dokłada jedną trzecią – 29 mln zł w ub.r., ponad 30 mln w tym. Ok. 60 mln zł OSiR wypracowują same: sprzedając bilety i wynajmując hale. – Do końca kadencji ośrodki przestaną być deficytowe – mówi Wilczyński.
Biuro Sportu ma już gotowy raport o działalności OSiR. Wnioski są bezlitosne: przerost administracji i nieudolne zarządzanie 51 pływalniami, boiskami i halami.
Ośrodki nie radzą sobie z zarabianiem pieniędzy, za to chętnie wyciągają ręce po łatwe pieniądze, czyli dotacje z miejskiej kasy. Dlaczego tak się dzieje? Pracownicy ratusza przyznają, że większość dyrektorów nie ma pojęcia o tym, jak kierować obiektami sportowymi. Część zasiadła w gabinetach w wyniku politycznych nominacji.
Jednocześnie demobilizuje ich sam system, w którym funkcjonują OSiR. Te, które są zakładami budżetowymi, przepisy zobowiązują do zdobywania środków na 50 proc. kosztów utrzymania. Te, które w nazwie mają „jednostka budżetowa samorządu”, już o dochody zabiegać nie muszą. Efekt – np. na Białołęce i Ochocie ratusz opłaca aż 70 proc. kosztów.
Niektóre ośrodki do dziś płacą za błędy poprzednich dyrektorów. W prokuraturach toczą się sprawy dotyczące nieprawidłowości m.in. w bemowskim i warszawskim ośrodkach sportu.
WOSiR w poprzedniej kadencji kierował późniejszy minister sportu Tomasz Lipiec. Podpisywał fikcyjne umowy, zatrudniał na etacie m.in. nianię swoich dzieci i w budzącym wątpliwości przetargu kupił dla ośrodka... katamaran za 40 tys. euro. Lipiec siedzi w areszcie. Prokurator zarzuca mu łapówkarstwo.
Współpracownik Lipca zatrzymany potem przez CBA Krzysztof S. równie kontrowersyjnie kierował OSiR Bemowo.
Jak wynika z raportu, najlepiej z zarządzaniem radzą sobie ostatnio OSiR: Śródmieście, Żoliborz i Praga-Południe, najsłabiej: Wola i Bemowo. Sposobem obecnych władz na uzdrowienie sytuacji ma być powołanie z 15 OSiR jednej spółki miejskiej, do której aportem wniesiony zostałby obecny majątek ośrodków. Ratusz stara się utrzymywać rewolucyjne plany w tajemnicy, w obawie przed „naciskami grup interesów”. Większość dyrektorów OSiR o pomyśle dowiedziała się od „Rz”. – Nie chcę oceniać, czy to dobre, czy złe rozwiązanie, ale może się okazać trudne do zrealizowania – mówi Łukasz Brud, szef ochockiego OSiR. – Nie wiadomo, czy Rada Warszawy, która niedawno uchwaliła w statucie, że OSiR podlegają dzielnicom, teraz zechce głosować za ich centralizacją i powołaniem jednej spółki miejskiej.
Dyrektor Wilczyński odpiera zarzut: – Reorganizacja ma przynieść milionowe oszczędności. Który radny będzie głosował przeciw cięciu kosztów?
Dyrektor ośrodka na Targówku Grzegorz Surówka przyznaje, że wiedzę o planowanej reorganizacji czerpie z plotek. – Nie mam żadnych oficjalnych informacji – mówi. Zaznacza, że w swoim OSiR tnie koszty. W tym roku ratusz dołoży niecałe 1,5 mln zł. To o 300 tys. zł mniej niż w poprzednim.
– Szukam nowych klientów, podpisuję długoterminowe umowy na użytkowanie obiektów i to procentuje – wylicza.
Pieniądze są tematem numer jeden także w ośrodku na Woli (cztery baseny i dwie hale). Dyrektor Małgorzata Kossowska-Luczak: – Koszty utrzymania są ogromne. Ostatnio w kość dała nam podwyżka cen za energię – skarży się.Do największych grzechów ośrodków należy przerost kadry kierowniczej. Według raportu 15 ośrodkami kieruje aż 35 dyrektorów, a każdy basen czy hala ma też swojego kierownika. – Nie ma powodów, by utrzymywać taką armię urzędników – mówi dyrektor Wilczyński. Dodaje, że zamiast 30 księgowych zupełnie wystarczy jedna.
Utworzenie spółki zdecydowanie zmniejszyłoby administrację i – według jednej z analiz kosztów – przyniosło 5 mln zł oszczędności rocznie. Ostateczną decyzję o przyszłości OSiR ma podjąć prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i potem zabiegać o poparcie w Radzie Miasta.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora