Wyszedłem z synem Mikołajem na spacer do parku Arkadia przy Królikarni. Nad stawem karmiliśmy kaczki, a tu nagle przy kawałkach chleba pojawiło się sześć szczurów. To było okropne – opowiada Tomasz Saliński z Mokotowa.
I dodaje, że na taki widok spacerujący tam turyści z Azji wyciągnęli aparaty i zaczęli robić zdjęcia. – Takie atrakcje serwuje im nasza stolica – mówi pan Tomasz.
Na skarpie w parku Arkadia przy jednym stawie można policzyć nawet siedem nor, z których wychodzą szczury. Spacerują nie tylko przy wodzie, ale zapuszczają się także na sąsiadujący z parkiem plac zabaw.
Dzieciom gryzonie towarzyszą również na nowoczesnym placu zabaw przy Forcie Bema. – Dwa dni temu widziałem, jak między huśtawkami biegł szczur. Może ich tu być więcej – relacjonuje Piotr Kąciński, tata dwuletniego Marcinka.
[srodtytul]Atak szczurów[/srodtytul]
Gryzonie w stolicy można spotkać niemal wszędzie. – Mokotowskie parki to jeszcze nic. Ludzie z sąsiadujących z nimi wieżowców mówią, że nawet na piątym piętrze wychodzą szczury z ubikacji – dodaje spacerujący po parku Arkadia Jan Szumiński.
Atak szczurów na stolicę potwierdzają pracownicy firm deratyzacyjnych. Przyznają, że nie ma dnia, aby nie było zgłoszenia w tej sprawie.
– Ostatnio mam sporo zgłoszeń. Szczury bardzo szybko się teraz rozmnażają – przyznaje Piotr Łukawski z firmy Pa-Ma.
O tym, że gryzoni jest więcej, wie też sanepid. – Ale nikt szczurów w kanałach nie liczył. Wiadomo jednak, że statystycznie jest ich tyle, ilu mieszkańców Warszawy – mówi rzecznik wojewódzkiej stacji Wiesław Rozbicki.
I przyznaje, że telefonów od mieszkańców w sprawie pojawiających się szczurów jest bardzo dużo. – Ostatnio były zgłoszenia z Żoliborza, Gocławia i placu Szembeka – mówi Rozbicki.
Firmy deratyzacyjne sypią jak z rękawa innymi lokalizacjami. – Żerań cały jest zaszczurzony. Dużo jest ich w Śródmieściu, na Mokotowie, Pradze-Południe – wylicza Beata Tarapata z DDD Higiena.
I dodaje, że gryzonie pojawiają się nie tylko w wieżowcach i starych kamienicach, ale też na nowych osiedlach.
– Ostatnio z toalety na Saskiej Kępie wyjąłem dwa szczury – przyznaje Piotr Łukawski.
[srodtytul]Walka z gryzoniami[/srodtytul]
Zlecenie wykonania deratyzacji należy do administracji danych obiektów i terenów. – Trzeba ją przeprowadzać w porozumieniu z zarządcami wspólnot i terenów z nimi sąsiadujących. Najlepiej zrobić to w jednym czasie. W przeciwnym razie ten zabieg nie przyniesie oczekiwanych rezultatów – wyjaśnia Renata Kaznowska, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych.
I przypomina takie zintegrowane działanie ZTP i zarządców budynków sprzed kilku lat, kiedy na skarpie na Mariensztacie zamieszkało ponad tysiąc szczurów.
O pladze gryzoni w parku na Mokotowie mieszkańcy sami poinformowali jego zarządcę, czyli urząd dzielnicy. – Zajmiemy się sprawą – zapewnia Jacek Dzierżanowski, rzecznik dzielnicy. I podkreśla, że pracownicy Wydziału Ochrony Środowiska w pierwszej kolejności muszą sprawdzić, czy biegające po parku Arkadia szczury to tzw. kanalarze czy karczowniki (szczur wodny). – Jeśli okaże się, że są to karczowniki, to deratyzacji raczej nie będzie można przeprowadzić, bo jest to ich naturalne środowisko – przyznaje Dzierżanowski.
[srodtytul]Panikować nie trzeba[/srodtytul]
– Szczur to nie jest oczywiście zwierzę higieniczne, ale panikować nie trzeba – uspokaja dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków. – To już nie czasy Camusa i jego słynnej „Dżumy”, w której to właśnie szczury przenosiły tę śmiertelną chorobę. Teraz przenoszą przede wszystkim salmonellę i inne choroby układu pokarmowego. No i oczywiście mają wszy, pchły, pluskwy. Przyjemne nie są, ale na ludzi się nie rzucają – mówi dr Grzesiowki.
[ramka][link=http://www.zw.com.pl/artykul/1,381808_Gryzonie_ida_w_miasto.html" "target=_blank]Czytaj w Życiu Warszawy[/link][/ramka]