Pamięta, że wygrała z Polką na igrzyskach w Pekinie, ale przestrzega przed lekceważeniem dziesiątej rakiety świata. - Wygrałam nieznacznie. Agnieszka walczy, gra nieszablonowo. Nie będzie łatwo – mówi Włoszka.
Młodsza z sióstr Radwańskich, Urszula wystąpiła wieczorem w deblu w parze z Albertą Brianti i przyznała, że „ma nadzieję, że choć trochę zmęczyła Schiavone“.
[ramka]Agnieszka Radwańska o zwycięstwie nad Ałłą Kudriawcewą i kolejnej rywalce Francesce Schiavone
[b]Nie ma pani miłych wspomnień z meczów z Franceską Schiavone. Na igrzyskach w Pekinie lepsza była Włoszka. [/b]
Pamiętam, ale to było już półtora roku temu, choć warunki pogodowe i nawierzchnia były podobne. Schiavone to bardzo wymagająca rywalka, ale zobaczymy jak będzie na korcie. Postaram się zwyciężyć. Dużo zależy od tego, jak zagra Włoszka. Na pewno będzie sporo wymian. Trzeba będzie się nabiegać, by zdobywać punkty.
[b]Z Ałłą Kudriawcewą wygrała pani bez problemu. [/b]
W życiu nie pomyślałabym przed meczem, że wygram z nią tak łatwo. Wiem, że stać ją na lepszą grę. Wydaje mi się, że odczuwała zmęczenie meczem z Melanie Oudin. Spodziewałam się trudniejszego spotkania.
[b]Nie bała się pani powtórki z Sydney? Wysokie prowadzenie, a później brak koncentracji, strata kolejnych punktów i porażka... [/b]
Nie, na Australian Open rodzi się nowa tradycja. Dziewczyny wygrywają sety do zera. Nie umniejszając Kudriawcewej, to jest to inna klasa niż Dinara Safina. Kudriawcewa jest o poziom niżej. Gdyby doszła do stanu 5-3, człowiek mógłby się denerwować, ale nie przy 5-0. Nie wiadomo czego spodziewać się po Kudriawcewej. Wygrała kiedyś z Marią Szarapową na Wimbledonie. Potrafi zagrać dobry mecz. Chyba za bardzo nie wierzyła w sukces. Później obudziła się, szarpnęła, ale nic jej to nie dało. Może gdybym grała trzysetowy mecz w singlu, to odczuwałabym zmęczenie i mogłabym uznać, że debel nie jest mi potrzebny, ale jakoś dobrze się dziś czuję.
[i]—rozmawiał w Melbourne Tomasz Lorek [/i][/ramka]