[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/544302_Dopalacze.html" target=_blank]Więcej o dopalaczach[/link][/wyimek]
– Sklepy z dopalaczami zniknęły raz na zawsze – ogłosił premier Donald Tusk. Rząd, do tej pory bezsilny, postanowił uderzyć w biznes obracający substancjami odurzającymi. W weekend inspektorzy sanepidu i policja skontrolowali ponad 1600 punktów sprzedaży dopalaczy. Jak informuje sanepid, sprawdzano również np. sklepy z tytoniem.
Zamknięto ponad 900 z nich. Na jakiej podstawie, skoro sklepy sprzedawały substancje, którymi handel nie jest zakazany i to – jak zaznaczały – w "celach kolekcjonerskich"? Sanepid skorzystał z przepisów zakazujących "wprowadzania do obrotu artykułów zagrażających zdrowiu publicznemu".
Kontrolerzy nie zostali wpuszczeni do wszystkich sklepów. Właściciele szybko je zamykali. Jeden poinformował policję, że cały jego towar, wartości 4 tys. zł, został właśnie skradziony. W kilkunastu sklepach znaleziono tzw. twarde narkotyki. – Nie mamy wątpliwości, że te światy dopalaczy, narkotyków, hurtowni, sprzedaży przecinają się także z tym rynkiem i z zorganizowaną przestępczością – tłumaczył Tusk.
Policja zatrzymała dwie osoby w Łodzi, które – po zamknięciu punktów przez służby – próbowały rozpocząć sprzedaż na nowo. Grozi im do trzech lat więzienia.
Akcję rządu poprzedziła i towarzyszyła jej seria doniesień o zgubnych skutkach używania dopalaczy. W niedzielę zmarł 32-letni mężczyzna z Kępna (Wielkopolska). Przed śmiercią wyznał ojcu, że zażył substancję kupioną w sklepie z dopalaczami. W nocy z piątku na sobotę w podobnych okolicznościach zmarł 20-letni chłopak w Łaziskach (Śląsk). W weekend dopalaczami zatruły się cztery osoby w Zabrzu, 14- i 15-latek w Kraśniku (Lubelskie), 26-latek z Łukowa, 20-letnia dziewczyna i 19-latek na Podkarpaciu.
– Nie będzie litości dla tych, którzy życie młodych, obiecujących ludzi chcą zamienić w piekło uzależnienia – deklarował premier.
Zapowiedział też, że należy zacząć ścigać tych, którzy sprzedają i produkują specyfiki bez określenia substancji w nich zawartych przez definicje chemiczne, tylko poprzez skutek, jaki one wywierają. O wprowadzenie takich przepisów w listopadzie 2008 roku apelowało Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii. Wszystkie kraje UE czas na "skuteczną zmianę ustawodawstwa w taki sposób, by handel dopalaczami był ścigany na tych samych zasadach, co handel narkotykami", miały do marca 2009 roku. Gdy Bruksela informowała, że w tych środkach znajdują się pochodne amfetaminy, w Polsce pierwsze sklepy z dopalaczami dopiero powstawały.
Mimo rządowej akcji handel dopalaczami trwa w Internecie. – Ustalamy adresy właścicieli tych serwisów – mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP.
– Będzie wielki krzyk, że to, co robimy, jest pozaprawne – przewidywał na konferencji Tusk.
Według nieoficjalnych informacji handlujący dopalaczami zastanawiają się nad pozwem zbiorowym przeciwko rządowi.