Gdzie, jak nie w Arce Wilkonia – tak nazywają to miejsce ci, którzy mieli okazję odwiedzić mistrza – najszybciej usłyszy się głos zwierząt? Rzeźbiarz, scenograf, malarz i ilustrator książek lubi podkreślać, że już z racji nazwiska łatwiej mu zrozumieć naturę.
Jak wilka ciągnie do lasu, tak Wilkonia do pracowni w Zalesiu Dolnym. Od lat z pasją tworzy tu wizerunki zwierząt. Jest też gorącym rzecznikiem ich praw.
[srodtytul]Dżungla pod śniegiem[/srodtytul]
W najnowszej pracy – przepięknie zilustrowanej „Księdze dżungli” Rudyarda Kiplinga (wyd. Media Rodzina) stanął w obronie wciąż trzebionych fok.
– Jest w książce fragment, w którym przez kilka kartek ze strony na stronę poprowadziłem korowód fok. Mam nadzieję, że takim rozwiązaniem zatrzymam na dłużej uwagę czytelnika. Skłonię do refleksji – mówi artysta.
W zaśnieżonym ogrodzie pokazuje z dumą wspaniały drewniany zwierzyniec. Łagodna krasula, sympatyczny niedźwiedź, ptaki, które przysiadły na szopce, czy tur, któremu tego lata wandale urwali rogi i teraz czeka na „operację” ich przywrócenia. Józef Wilkoń co rusz wraca do gorącej atmosfery dżungli.
– Czy zdziwi panią, że to wilczyca wzbudza we mnie najcieplejsze uczucia? – uśmiecha się. – Wzruszają mnie, niezwykle prawdziwie oddane przez Kiplinga, jej relacje z Mouglim. Kiedy staje w obronie ludzkiego szczenięcia, może się jej przestraszyć nawet tygrys. Ale równie pięknie, przekonująco i głęboko opisane jest także to, co łączy chłopca z panterą i niedźwiedziem – zapewnia.
[wyimek]W „Księdze dżungli” Kiplinga wzruszają mnie relacje wilczycy z Mouglim. Kiedy staje w obronie ludzkiego szczenięcia, może się jej przestraszyć nawet tygrys [/wyimek]
Zwierzęcym postaciom, pokazanym na nowo w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego, Wilkoń poświęcił prawie cały miniony rok. Z powodu ilustracji, które niemal o zawał serca przyprawiały drukarzy (tak trudno było oddać ich wszystkie barwne niuanse), premierę książki kilkakrotnie przesuwano.
– I w ten sposób dostałem piękny prezent pod choinkę – pointuje autor.
[srodtytul]Opłatek dla Pyzi[/srodtytul]
Jak każdy lubi prezenty dostawać, ale cieszy go też ich dawanie. Kilka lat temu ofiarował warszawskim dzieciom szopkę, która stanęła na Bielanach. Nie brak w niej oczywiście drewnianych czworonogów.
– Od kiedy tylko pamiętam, miałem wokół siebie zwierzęta. W rodzinnym domu w Bogucicach w Wigilię zawsze chodziło się do obory i dzieliło z nimi opłatkiem – z rozrzewnieniem wspomina artysta.
Jako dziecko wierzył, że tej jednej świątecznej nocy mniejsi bracia dostają szczególne prawo głosu. Z czasem doszedł do wniosku, że jeśli się chce, można rozumieć ich język przez cały rok. Jemu zwierzęta od lat pomagają mówić o rzeczach ludzkich. Przez ich wizerunki łatwiej pokazuje się najtrudniejsze sprawy.
Spytany, które ze zwierząt mogłoby przemówić tej Wigilii, rzuca bez zastanowienia: wilczyca. Powiedziałaby ludziom, by nie byli tak zachłanni, nie zagarniali wszystkiego dla siebie i zostawili miejsce także dla innych stworzeń. Dużych i małych.
A do niego, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka, pewnie odezwie się Pyzia, ulubiona krowa z dzieciństwa, którą z takim wzruszeniem odtwarza z pamięci, wycinając jej kształt z wielkich brył drewna. Powie mu: Pamiętasz, jak uciekałam ci z pastwiska, kiedy zapędziłeś się za piłką?
[srodtytul]W poszukiwaniu trąby[/srodtytul]
Na nowy rok artysta życzyłby sobie zakończenia prac nad ilustracjami do „Don Kichota”. I sfinalizowania kilku gigantycznych rzeźbiarskich pomysłów. Na przykład słonia, w którego wielkim drewnianym brzuchu mogliby – wdrapując się po drabince – znajdować schronienie mali poszukiwacze przygód.
By jednak słoń powstał, musi się znaleźć… głowa z dobrą trąbą. Poszukiwania odpowiedniego kawałka drewna trwają.
Józef Wilkoń nie ma jeszcze pomysłu, gdzie postawi obiekt tak pokaźnych rozmiarów. Może w którymś z parków Warszawy. – Dlaczego nie – mówi.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/temat/1.html" "target=_blank]Życie Warszawy Online[/link][/ramka]