Reklama

Białołęka nie chce zostać sypialnią

Mieszkańcy chaotycznie zabudowywanej dzielnicy domagają się jej harmonijnego rozwoju

Publikacja: 04.12.2007 02:10

Białołęka nie chce zostać sypialnią

Foto: Rzeczpospolita

Czy największym problemem Białołęki jest oczyszczalnia ścieków? A może sen z powiek spędza mieszkańcom targowisko, na które przeniosą się kupcy ze Stadionu Dziesięciolecia? Badania przeprowadzone w ramach europejskiego projektu Equal dały zaskakujące rezultaty.

– Dla ponad połowy mieszkańców Białołęki największym problemem jest niekontrolowana zabudowa zielonych terenów przez deweloperów – referował wczoraj na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Dzielnicy Piotr Wołkowiński, ekspert z Europejskiej Sieci Miast i Regionów na rzecz Gospodarki Społecznej.

Nowo powstające osiedla to najczęściej betonowe pustynie, bez wolnej przestrzeni, bez zieleni, bez infrastruktury miejskiej. Najgorzej jest na terenach tzw. Zielonej Białołęki, czyli po zachodniej stronie kanału Żerańskiego.

– Kiedy w 2002 r. wprowadzaliśmy się na osiedle Derby, mieliśmy nadzieję, że okolica będzie się rozwijać jak należy – mówił mieszkaniec Marek Pawłowski. – Było dla nas jasne, że władza zapewni inwestycje, które upodobnią tę część dzielnicy do prawdziwego miasta z parkami, szkołą i sklepami. Tymczasem nie powstało nic prócz dziewięciu nowych osiedli. A cztery kolejne się budują.

W tej chwili w Białołęce zameldowanych jest 70 tys. osób. Jak obliczyło stowarzyszenie Zielona Białołęka, w ciągu zaledwie trzech – czterech lat ludność Białołęki podwoi się, a za dziesięć lat będzie tu mieszkać ćwierć miliona osób. – Dzielnicy grozi kryzys społeczny – mówi Agnieszka Barańska ze stowarzyszenia Moja Białołęka.

Reklama
Reklama

Działa tu jedynie pięć przedszkoli publicznych, dziesięć szkół podstawowych, pięć gimnazjów i zaledwie jedno liceum.

Radni spierali się o to, kto jest winien tej sytuacji. Wiceburmistrz Piotr Smoczyński (PO) tłumaczył: – Zgody na osiedla przysyłają nam z ratusza, a nowe plany zagospodarowania miejscowego, które mogłyby ograniczyć niekontrolowaną rozbudowę, powstają w bólach.

– Z podobnym konfliktem zetknąłem się w podparyskim miasteczku. Tam za rozwiązywanie problemów zabrano się od zbudowania zespołów roboczych z mieszkańców i przedstawicieli samorządu lokalnego. Podobnie powinno być tutaj – radził Piotr Wołkowiński. Radni obiecali, że takie zespoły zostaną wkrótce powołane. ?

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama