[b]Rz: Co słychać u człowieka cieszącego się niegdyś sławą rozgrywającego pierwszej klasy w polskiej polityce? Nikt panu nie proponował startu w wyborach? Jest pan bardzo popularny w Zachodniopomorskiem i mógłby pan być lokomotywą dowolnej listy. [/b]

W 2005 roku zapowiedziałem, że nie będę już w żadnych wyborach startował. Różne propozycje do mnie trafiały, ale w tej sprawie nic się nie zmieniło.

[b]W 2001 roku rozstał się pan z PO. Dlaczego?[/b]

W 2001 roku przed wyborami do Sejmu w imieniu SKL wraz z Janem Rokitą wynegocjowałem porozumienie z PO. Miałem nadzieję na wielką prawicową formację, otwartą i na inteligencję miejską, i prowincję, i wieś. Umowa stanowiła, że robimy prawybory, tworzymy listy i w przyszłości tworzymy wspólną formację polityczną. Wszystkie punkty umowy zostały złamane. W pięciu miejscach, gdzie ludzie SKL wygrali prawybory, lider PO zdjął ich z pierwszych miejsc.

W dniu składania list Tusk zgodził się łaskawie, żebym wystartował z przedostatniego miejsca w Szczecinie, bo liczył, że do parlamentu nie wejdę.

[b]Ale się jednak udało?[/b]

Wygrałem. Tusk porozumiał się z częścią SKL – z Rokitą i z Komorowskim. Zaproponował im, żeby ponad głowami struktur SKL weszli do władz Platformy. I Rokita jako szef SKL wszedł do prezydium Klubu Parlamentarnego PO bez informowania mnie i moich kolegów.

[b]Czyli wystawił was do wiatru?[/b]

Tak, bo on swoje polityczne wojsko zostawił na zewnątrz. Wszedł na drzewo, wciągnął drabinę i patrzył, co się będzie działo. Ale i tak – tyle że parę lat potem – Tusk wypchnął go z Platformy. Ja już wtedy od dawna byłem poza Platformą i nie żałuję. To partia, która nie zachowała prawie nic z tradycji SKL. Do końca kadencji Sejmu wybranego w 2001 roku zasiadałem w Sejmie już jako poseł niezależny.

[b]Przez te osiem lat nie znalazł pan pomysłu na powrót do polityki. Nie tęskno panu?[/b]

Trochę żal. Ta część SKL, która stanowiła moje środowisko, w dzisiejszej polityce podzielonej na PO i PiS raczej się nie odnalazła. Nieprzypadkowo Aleksander Hall odmówił przyjęcia mandatu poselskiego z listy PO w 2004 przynależnego mu po pośle PO wybranym do europarlamentu. To znacząca demonstracja, bo trzy lata wcześniej Halla można było nazwać jednym z intelektualnych twórców pomysłu Platformy.

Czy to przypadek, że w PO nie utrzymali się dwaj tenorzy założyciele: Andrzej Olechowski i Maciej Płażyński? Że wypchnięto z niej tak różne osoby jak Jan Rokita czy Zyta Gilowska – obie związane z SKL? Nie mam złudzeń.

Podobnie do nich bym skończył, gdybym został w Platformie.

[b]Dlaczego tak się dzieje? Tusk nie lubi tej tradycji chadeckiej?[/b]

Tusk jest dość zręcznym politykiem umiejącym grać dość twardo. Politykiem, dla którego zobowiązania w postaci gentleman’s agreement nie odgrywają większej roli. Nie wydaje się głębiej związany emocjonalnie ani z korzeniami solidarnościowymi, ani z nurtem niepodległościowym. Dla niego nie jest to problem, który spędza sen z powiek.

[b]Polityk PO może odpowiedzieć, że może jego partia nie jest taką, jaką Balazs by chciał, ale wygrywa w sondażach. [/b]

Wielu polityków Platformy może powiedzieć, że ma satysfakcję z wyniku wyborów i z sondaży, i to jest rzecz niezaprzeczalna. Natomiast prawda leży pośrodku. Ja nawet gdy miałem wątpliwości co do tego, czy dobrze zrobiłem, to dzisiaj, jak patrzę na polityków, którzy musieli odejść z Platformy z różnych powodów, myślę sobie, że to była dobra decyzja.

[b]Ale Buzek sobie znalazł miejsce w PO. Komorowski też, zdobywając nawet fotel marszałka Sejmu.[/b]

O Komorowskim mówię jednym tchem, jak mówię o Rokicie, bo oni taką decyzję podjęli. Trzeba też zauważyć, że Bronek specjalnego piętna na bieg zdarzeń w Platformie nie wywiera.

[b]Trzeba wywodzić się z żelaznej gwardii dawnego KLD, żeby nie być dzisiaj politycznie zmarginalizowanym przez Tuska?[/b]

Najmniej pewnie mogą się czuć osoby, które mogłyby być konkurencją dla dzisiejszego kierownictwa Platformy.

[b]A może pan jest ciągle na etapie lat 90., kiedy pluralizm był strasznie rozbuchany i wszyscy uważali prawicowe rozdrobnienie partyjne za coś normalnego? Może teraz ostać się mogą tylko duże zwarte bloki jak PO i PiS?[/b]

A czy te duże partie uczyniły polską politykę lepszą? W politycznej wymianie ciosów znika interes państwa. Wy, dziennikarze, patrzycie na to jak na rozgrywkę personalną. Dostosowujecie się do tego stylu, jaki narzucają dwaj hegemoni. Spekulujecie w mediach tylko, kto kogo załatwi, kto komu mocniej dokopie. Dyskusji, która dotyczy przyszłości Polski, poczucia satysfakcji obywateli, tego, co łączy, a co dzieli nie chcecie prowadzić. Ona was w ogóle nie interesuje.

[b]Ale czy pan, zarzucając mediom oderwanie od rzeczywistości, sam nie buja w obłokach?

Niedawno powiedział pan, że Jerzy Buzek mógłby być prezydentem łączącym Polaków. Ale czy to nie jest sentyment byłego ministra rolnictwa w rządzie Buzka do swego byłego premiera?[/b]

Czy ta konstytucja i uprawnienia prezydenta są skrojone bardziej na Donalda Tuska czy na Jerzego Buzka? Na Jerzego Buzka oczywiście. A co rzeczywiście media zrobiły, żeby taki pogląd funkcjonował? I żeby obywatele mogli powiedzieć: kurczę, ci dziennikarze chcą zrobić coś dobrego. Widzą, że to zwarcie dwóch głównych pretendentów do tego stanowiska – Tuska i Kaczyńskiego – jeszcze mocniej dzieli, szkodzi Polsce, nie odpowiada przesłaniu konstytucji, a oni – Tusk i Kaczyński – nakręcają to jeszcze bardziej.

A tu jest taki człowiek – Jerzy Buzek, który dość dobrze zapisał się w czasie rządów w trudnej sytuacji koalicji AWS – UW, mając na plecach Mariana Krzaklewskiego. Człowiek, który doskonale zapisał się na forum międzynarodowym w Brukseli i który kocha ludzi, łączy ludzi i ma kwalifikacje do tego, żeby obywatele czerpali większą satysfakcję z polityki.

To, co ja mówię, jest realistyczne. Niech Donald Tusk powie, jakie przesłanie do obywateli będzie lepsze i lepiej przyjęte? Czy to przesłanie, które niesie ze sobą Jerzy Buzek czy on. Może gdyby media ten problem zauważyły, jakaś dyskusja na ten temat zaczęłaby się także w Platformie?

[b]Donald Tusk odpowie, że jego przesłanie jest lepsze. A do tego tak się złożyło, że Buzek jest potrzebny w Brukseli.[/b]

Jestem ostatnim człowiekiem, który by chciał przeszkodzić Buzkowi w objęciu funkcji przewodniczącego PE, ale mam wrażenie, że jeśli ten scenariusz się dopełni, to wygrana któregoś z tych dwóch pretendentów do najważniejszej funkcji w Polsce pogłębi jeszcze podziały. Zbuduje jeszcze większy dystans obywateli do polityki.

I wtedy piszemy bardzo zły scenariusz dla Polski. Jako człowiek, który jakieś doświadczenie polityczne, mówiłem, że warto było się zastanowić nad kandydaturą jak Jerzego Buzka i przy całym szacunku do Rafała Dutkiewicza te kandydatury są nieporównywalne.

Ale gdy Buzek zostanie wybrany na szefa europarlamentu – czego mu życzę – to ta dyskusja i tak się skończy. Choć. jak czytam w gazetach,nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte i zależy od ponownego wyboru Jose Manuela Barroso na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej.

[b]Jak pan ocenia postawę Dutkiewicza, który robił nadzieję, że rzuci rękawice Tuskowi, a po serii kopniaków w kostkę zrezygnował.[/b]

Znów powtarza się stary scenariusz. Tusk wyeliminowuje z rozgrywki swego potencjalnego konkurenta. Teraz będą się mocno wysilać, żeby Cimoszewicza wysłać do Rady Europy.

Z Dutkiewiczem to się powiodło. Dostał kilka sztychów, dostał sygnał, że PO wystawi innego kandydata na prezydenta Wrocławia, jeżeli się nie uspokoi, i nic dziwnego, że Dutkiewicz mówi pas.

Ja nigdy nie wierzyłem, że ta kandydatura jest poważna, więc nie jestem tym zawiedziony. Ale biorąc pod uwagę nadzieje, jakie wiązał z nim ruch Polska XXI, jest to jednak dezercja.

[b]Jest pan pewny, że Tusk wygra?[/b]

Na odwrót. Nie przesądzam, że wygra Donald Tusk. Mniej negatywnych zdarzeń czeka dzisiaj Lecha Kaczyńskiego, a więcej problemów przez te 1,5 roku Donalda Tuska. Na razie jest to kompletnie nierozstrzygnięte.

[b]Mamy ogromną dziurę budżetową, postępujący kryzys. Czy według pana doprowadzi to do jakiejś zmiany na scenie politycznej? [/b]

Ja bym na miejscu Tuska tak spokojnie nie spał. To zadowolenie dzisiejsze i to poparcie 50 proc. naprawdę w dość szybkim czasie może się zmienić. Nie jestem ekspertem gospodarczym, ale mam takie przeczucie, że odległość od dna kryzysu jest dość daleka. Jesteśmy gdzieś w połowie drogi. Kryzys do nas przyjdzie z opóźnieniem rocznym i najtrudniejszy czas w gospodarce będzie zapewne za rok w czasie kampanii prezydenckiej. Będzie to bardzo trudny czas dla Tuska. Stąd nawet taki kandydat na prezydenta jak Dutkiewicz wywołał obawy w sztabie Tuska, że może swoim startem i zabraniem kilku procent zagrozi.

I jeżeli takich konkurentów byłoby trzech czy czterech, to mogłoby się okazać, że ta druga tura wyborów będzie dla lidera PO naprawdę ciężka. Może się okazać, że szanse Lecha Kaczyńskiego są znacznie większe, bo on będzie kontestował, wytykał błędy. Problemy Donalda Tuska dopiero się pojawią.

[b]A jak podoba się panu pomysł Grzegorza Schetyny – prezydent Tusk jako jednoczesny lider PO?[/b]

Myślę, że Schetyna ogłaszał ten pomysł, aby wysondować reakcje na ideę, jaka chodzi po głowie samemu Tuskowi. Tusk jako prezydent nadal zostaje szefem partii, a premierem zostaje wierny kolega i druh z Wrocławia.

A u władzy nadal Platforma – jedna wielka partia, która zabiega o elektorat powyżej 50 proc. I Tusk, i ja pamiętamy takie pomysły z PRL – wielkiej monopartii i lidera, który dzierży w swych rękach najważniejsze funkcje w państwie. Taka wizja jak gdyby nigdy nic pojawiła się w przesłaniu osoby numer 2 w Platformie.

[b]Cynik z Platformy odpowie tak: panie Balazs! Tak długo, jak nie znajdują się politycy, którzy są w stanie zwalczyć tę dominację – my wygrywamy. Jak będzie pan miał kogoś, kto rzuci skutecznie nam wyzwanie – to wtedy pogadamy.[/b]

Ja odpowiadam tak: w sytuacji, w której PiS i PO miały poparcie po 30 proc., nic złego się nie działo. Uważałem, że ta równowaga i przewaga którejś partii w wyborach nie demoluje sceny politycznej. Sytuacja, w której PiS spadł, a może spaść jeszcze bardziej, a PO jest formacją, która może w wyborach uzyskać poparcie ponad 50 proc., jest dla sceny politycznej w Polsce niezdrowa. To musi mobilizować do refleksji. Istnienie na scenie jednej superpartii z poparciem ponad 50 proc. i drobnych partyjek, które wokół tej partii się znajdują – to jest wyzwanie.

[b]Andrzej Olechowski właśnie rzucił wyzwanie Tuskowi. Jak ocenia pan jego szanse w wyborach?[/b]

Kandydatura Olechowskiego jest alternatywą w stosunku do kandydatury Buzka i tylko tak ją można traktować. Bardziej łączy obywateli, odcina się od partyjniactwa. Olechowski ma kwalifikacje do pełnienia najważniejszych funkcji publicznych, ale od osobistych zalet do kandydowania i prezydentury jeszcze daleka droga . Sama jego osoba to za mało na sukces. Dopiero jednak gdy ten pomysł wesprą oprócz Pawła Piskorskiego inne znaczące osoby i środowiska polityczne, samorządowe, intelektualne, kontestujące dwóch głównych pretendentów - scena polityczna mogłaby się przebudować.

[b]PiS mógłby powiedzieć: drogi Balazsu, masz rację, przewaga Platformy jest nie do zniesienia. Tym bardziej zdumiewa nas, że nie zapisałeś się do nas. [/b]

Kilka lat temu miałem jakiś swój udział w tym, że Lech Kaczyński został prezydentem. Pamiętacie wyniki pierwszej tury, które wskazywały, że Donald Tusk jest niekwestionowanym liderem i wygra wybory? Ja wiedziałem, że tylko poparcie elektoratu Samoobrony na rzecz Kaczyńskiego może ten wynik zmienić. I w tej sprawie nie byłem bierny. Przyczyniłem się do tego, że elektorat Samoobrony i lider Samoobrony poparli kandydata PiS.

Stawiałem na koalicję PO – PiS i uważałem, że ta równowaga to jest najlepszy scenariusz. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że do tej koalicji nie doszło nie z winy PiS, ale z winy Platformy. Gdy się okazało, że nie ma szans na PO – PiS, to pomogłem Jarosławowi Kaczyńskiemu skonstruować koalicję, która przez dwa lata rządziła. Uważam, że dobrze się stało, iż ta koalicja powstała i że Kaczyński mógł pełnić funkcję premiera.

[b]A jak ocenia pan kondycję PiS?[/b]

PiS pozostanie na scenie politycznej, ale jego siła słabnie. Na skutek różnych przyczyn leżących również po stronie PiS, ale ta partia pozostanie na scenie politycznej i tego jej życzę.

Natomiast odrębną i zasadniczą sprawą jest sposób finansowania partii politycznych. Tworzy on tak ogromny dystans wobec konkurencji pozaparlamentarnej, że wydaje się praktycznie nie do pokonania.

To zniechęca ludzi do udziału w wyborach, gdyż realnie można wybierać tylko spośród partii parlamentarnych. Żadna konkurencja nie ma szans. To kategorycznie musi być zmienione. Warto, aby refleksja na ten temat pojawiła się zarówno w PO, jak i w PiS.

[b]Ale pana kolega Andrzej Lepper jakoś zniknął z horyzontu?[/b]

Bezpośrednią przyczyną, która zmiotła Leppera, była związana z akcją w Ministerstwie Rolnictwa – na ten temat dywagacje będą trwały długie lata.

[b]Czy to było nieuczciwe działanie wobec Leppera?[/b]

Ja nie znam szczegółów, ale jak widzimy, Lepper w tej sprawie nie dostał żadnych zarzutów, a mówi się wręcz, że to była prowokacja wobec niego.

Nie mówię, że Andrzej Lepper to świętoszek. Uważam, że miał różne inne przewiny, które wskazują, iż tacy ludzie w polityce nie powinni się znajdować, powinni być eliminowani. Ale co do tego konkretnego przypadku nie mam przekonania, że tu była czysta gra.

[b]Ta koalicja powinna była dokończyć kadencję?[/b]

Była szansa, żeby może bez samego Leppera ten rząd Kaczyńskiego funkcjonował.

[b]Ale Lepper nie zaakceptowałby swojego usunięcia na drugi plan.[/b]

To jest pana dywagacja niepoparta żadną głębszą wiedzą. O próbach i możliwościach mogę więcej powiedzieć od państwa. To raczej otoczenie pana premiera Kaczyńskiego doprowadziło do kryzysu.

Ale o szczegółach pan nie powie?

Nie, nie powiem.

[b]A jaką przyszłość widzi pan przed PSL?[/b]

PSL za udział w tej koalicji zapłaci bardzo dużą cenę. W sytuacji kryzysowej wprowadzenie podatków dochodowych dla rolników i tzw. reforma KRUS to dla PSL pocałunek śmierci. Uważam, że PO w przypadku wyborów prezydenckich jak i samorządowych będzie chciała uruchomić u siebie segment ludowy. Nie wiem, czy przy pomocy Mojzesowicza czy kogoś innego, ale stworzy to konkurencję dla PSL. Ludowcy balansują w sondażach stale nad przepaścią, więc jak pojawi się ludowy nurt w Platformie, to utnie PSL kilka procent. Wybory do Parlamentu Europejskiego nie są na pewno sukcesem tej partii. Ludowcy wprowadzili tylko trzech deputowanych.

Arogancja Tuska w sprawie ustawy medialnej tylko wzmocniła u Pawlaka obawę przed koalicjantem, który wszystko zgarnia.

Czas partii typowo ludowych minął. Dla mnie smutne jest to, że nurt „Solidarności” rolniczej, z którego ja wyrastam, z którym jestem związany od lat, za który siedziałem w więzieniu – dziś nie ma swojego miejsca na polskiej scenie politycznej. W żadnej z obu wielkich formacji prawicowych nie ma segmentu ludowego. To jest wielka przegrana mojego środowiska.

[b]Pana pośrednictwo między Ganleyem a Wałęsą to plotka czy prawda?[/b]

Nie, ja nigdy nie byłem związany z Libertasem, choć rozmawiałem kilka razy z Ganleyem. Dziennikarzom szukającym sensacji ułożyło się na siłę parę faktów. Wałęsa był w Szczecinie, bo otrzymał honorowe obywatelstwo, i wtedy kilka słów zamieniliśmy. Gratulowałem mu, ale nie było żadnej mowy o współpracy z Libertasem.

Ja nie mogłem być pośrednikiem, bo nie mógłbym namawiać takiej osoby jak Wałęsa do czegoś, do czego sam nie jestem przekonany. Gdybym był do tego przekonany, to nie wykluczam, że tak by było. Ale nie zapewnię, że ktoś tam Wałęsie mówił, że Balazs też popiera Libertas – za to nie odpowiadam.

[b]No to jak w końcu jest? Jest pan w polityce czy poza polityką?[/b]

Polityka dla mnie jest pasją, która mnie pochłania – na pewno nią żyję. Jak będę miał szansę – z chęcią przyłożę rękę do tego, żeby nie było w Polsce monopartii, która dominuje całą scenę. Jeśli pojawią się realne pomysły na przywrócenie równowagi na scenie politycznej – na pewno będę wspierał takie pomysły. Oczywiście z zachowaniem odpowiedniego dystansu.

[b]Ruch oporu wyjdzie z Wolina?[/b]

Jest duża grupa polityków naprawdę intelektualnie bardzo sprawnych, którzy są poza tymi partiami i którzy mają zamiar coś zrobić. Chodzi tylko, czy wzniosą się ponad płytkie ambicje i czy stworzą nową ofertę polityczną. Na tyle nową, by wywołała u zwykłych Polaków poczucie, że warto iść do wyborów, żeby coś zmienić.

[b]Cały czas pan mówi: chcemy mądrych, pięknych polityków. Skąd ich jednak brać? [/b]

Mamy alternatywę – możemy nic nie robić i nie komentować polskiej polityki. Ja wolę o tym dyskutować, choć też nie mam cudownych recept. To mało? Ale co więcej ja, skromny rolnik z wyspy Wolin, prosty chłop, mogę zrobić?

[ramka][b]Artur Balazs[/b]

polityk Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, rolnik, w latach 80. działacz rolniczej „Solidarności”, minister w rządach Mazowieckiego, Olszewskiego i Buzka (w którym kierował resortem rolnictwa) [/ramka]