O pladze szczurów w stolicy pisaliśmy w „ŻW” w lipcu. Stada szkodników pojawiły się właśnie w parku Arkadia, a także w kilku innych rejonach miasta. Zaalarmowali nas o nich czytelnicy. – Dlaczego miasto nic z tym nie zrobi? Te gryzonie w ogóle nie boją się ludzi i atakują – denerwował się Tomasz Saliński, który gryzonie widział w parku.
O sprawie pan Tomasz poinformował też urząd Mokotowa. Ale urzędnicy szczurami się nie zajmą. Powód? Grasujące przy stawie zwierzęta to – według nich – karczowniki, gryzonie bardzo podobne do tzw. szczurów kanałowych, którym nie można wyrządzać krzywdy.
– Park Arkadia jest zespołem przyrodniczo-krajobrazowym. Skarpa na terenie parku jest siedliskiem oraz częścią korytarza migracyjnego wielu zwierząt będących pod ścisłą ochroną – uważają pracownicy mokotowskiego Wydziału Ochrony Środowiska. Zatem karczowniki, i nie tylko, mogą tam hasać do woli.
– Ale przecież nikt ze spacerowiczów nie wie, czy napotkany przy skarpie gryzoń to kanalarz czy karczownik – denerwuje się pan Tomasz. – Powinny więc być wystawione tablice informacyjne z wizerunkami obu zwierząt.
Ale tablic nie będzie. Powód? – To są zbędne i zbyt wysokie koszty – mówi Teresa Rosłoń z urzędu Mokotowa.
Na problem zareagowało Bemowo. I u siebie postawiło tablice. Wcześniej, po głosach od rodziców, sprawdzili plac zabaw przy Forcie Bema, gdzie również pojawiły się szczury.
– Ale okazało się, że to łagodne karczowniki – mówi Krzysztof Zygrzak, rzecznik dzielnicy.
– Jednak na płocie wokół placyku pojawiły się plansze ze zdjęciem tego gryzonia i informacją o nim. Wydaliśmy na nie kilkadziesiąt złotych.
A sanepid przypomina: – Każde dzikie zwierzę jest niebezpieczne. Może przenosić groźne dla człowieka choroby i bakterie, np. salmonellę czy grzyby – zaznacza Wiesław Rozbicki z mazowieckiego sanepidu.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/393557.html" "target=_blank]Czytaj też w Życiu Warszawy[/link] [/ramka]