W polskich mediach informacje o konflikcie wokół kwestii podwójnego nazewnictwa ulic w miejscowościach rejonu solecznickiego zamieszkanego w większości przez Polaków pojawiają się nieregularnie. Co więcej, ograniczają się jedynie do przedstawiania bieżących wydarzeń i trudno na ich podstawie wyrobić sobie pełny obraz sytuacji. Dlatego warto czasem sięgnąć do prasy wydawanej przez litewskich Polaków.
Przykładem może być artykuł „To jest nasza decyzja polityczna” zamieszczony w „Tygodniku Wileńszczyzny”, w którym oprócz informacji dotyczących obecnego stanu konfliktu można się również dowiedzieć o początkach inicjatywy umieszczenia polskich nazw ulic w Ejszyszkach, Dajnowie, Tietiańcach, Białej Wace, Turgielach oraz Podborzu. W niektórych z tych miejscowości dwujęzyczne tablice z nazwami ulic wiszą już od 1998 r. i przez kilka lat absolutnie nikomu nie przeszkadzały. O tym, kiedy zaczęły się problemy z polskimi nazwami, a także o niedawnym sprzeciwie samorządu rejonu solecznickiego wobec decyzji sądu nakazującej usunięcie tablic, można przeczytać w artykule Andrzeja Kołosowskiego.
Również w „Tygodniku Wileńszczyzny” przeczytać można bardzo ciekawy artykuł dotyczący dyskusji o znaczeniu cmentarza Na Rossie dla Litwinów. W jej trakcie pojawiło się pytanie, czy Rossa może stać się narodową nekropolią Litwy. Tam przecież pochowanych jest wiele osób zasłużonych dla narodu litewskiego. Jednak „władze państwa przypominają o nim jedynie w Dniu Niepodległości, a Litwini przychodzą też czasem przed Zaduszkami”. Gdyby nie turyści z Polski i uczniowie polskich szkół, cmentarz byłby zaniedbany i ponury. Czyżby więc Rossa zgubiła ducha litewskości?
[srodtytul]Kurier Galicyjski[/srodtytul]
W listopadowym numerze dwutygodnika „Kurier Galicyjski” oprócz aktualnych wiadomości z Ukrainy można przeczytać między innymi artykuł dr Agnieszki Sawicz – „Lwów, czyli jak jedno miasto jest Piemontem dla dwóch państw”. Porównanie Lwowa do Piemontu – włoskiego regionu, który odegrał inicjującą rolę w zjednoczeniu Włoch w XIX w. – jest jednak tylko pretekstem do analizy znaczenia Lwowa dla Polaków i Ukraińców, a także roli, jaką odgrywa i jaką chciałoby odgrywać to miasto we współczesnej Ukrainie.
Według autorki Lwów nie mógł odegrać roli tak ważnej jak włoski region, ponieważ nie posiadał porównywalnej siły ekonomicznej ani nawet samodzielności. Nie lekceważy ona wagi tego miasta dla obu narodów, ale rola Lwowa sprowadzała się do „odgrywania przewodniej roli, rozpoczynania procesów zjednoczeniowych i przemian na danym obszarze i w określonym przedziale czasowym”. Ważna jest tu zwłaszcza rola miasta i regionu w wydarzeniach związanych z upadkiem Związku Radzieckiego. „To tutaj, jeszcze zanim Ukraina przestała być republiką radziecką, wybory samorządowe 1990 roku wygrali antykomuniści, wprowadzono reformę oświaty, usuwając ze szkół język rosyjski, grekokatolikom oddawano cerkwie”. Okazało się jednak, że w niepodległej Ukrainie zarówno Lwów, jak i cała Galicja nie odgrywają tak znaczącej roli, jak chcieliby tego mieszkańcy lub lokalni politycy. Wszyscy, którzy chcą się dowiedzieć, dlaczego tak się stało, powinni sięgnąć po „Kurier Galicyjski”.