[b]Rz: Zamiast cieszyć się ze zwycięstwa, skrytykowała pani koło na stadionie Orła, dlaczego?[/b]

[b]Anita Włodarczyk:[/b] Bo drugi rok tu startuję i koło wciąż nie nadaje się do rzucania. Jest za tępe, aż kamienie z niego wychodzą. Szkoda, bo mogły paść lepsze wyniki.

[b]Jest pani tak silna, by teraz bić rekordy ze startu na start?[/b]

Tak się czuję. Jeśli w takich warunkach rzucam prawie 76 m, to w lepszych musiałoby być lepiej.

[b]Nowy rekord zmienił pani plany?[/b]

Nie, zmieniły się tylko plany medialne, będzie mnie więcej w telewizji, właśnie dostałam zaproszenie do programu śniadaniowego.

[b]Wygląda na to, że media pani niestraszne...[/b]

Pokonałam nieśmiałość, dostałam dobrą szkołę po mistrzostwach w Berlinie, zostałam rzucona na głęboką wodę. Teraz wyzwań w telewizji się nie boję, jestem otwarta na propozycje, mogę nawet śpiewać, choć ostatnio w Spale polubiłam grę na pianinie. Godzinka rankiem po treningach i umiem już zagrać polkę i „Bohemian Rapsody” zespołu Queen. Może z Piotrkiem Małachowskim, trębaczem, założymy kiedyś zespół...

[b]Gdzie wystartuje pani przed mistrzostwami Europy?[/b]

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

19 i 20 czerwca są drużynowe mistrzostwa Europy w Bergen. 29 czerwca startuję w Moskwie. 3 lipca, w czasie Diamentowej Ligi w Eugene (USA), rozegrany zostanie dodatkowo konkurs rzutu młotem kobiet, to inicjatywa mego sponsora – firmy Nike. Będą najlepsze na świecie, chodzi o promocję, aby w przyszłości była to konkurencja „diamentowa”. No i w połowie lipca mistrzostwa Polski w Bielsku-Białej.

[b]Już pani nie skacze radośnie po najlepszych rzutach...[/b]

Dziewczyny przypomniały mi w Ostrawie, żebym tego nie robiła. Żartują ze mnie, bo pamiętają, jak to było w Berlinie.