Maja Krakowiak, szefowa drapieżników w warszawskim zoo przy ul. Ratuszowej, od początku tygodnia odbiera gratulacje i pochwały za to, co się stało na wybiegu tygrysów. Bo w sobotnią noc Ratu się okociła. I to wiadomo na pewno. Jak również to, że są trzy maluchy. I że Ratu karmi kociaki, a to dobrze wróży na przyszłość, bo przecież w poprzednim miocie odrzuciła Zoję, która miała przepuklinę.

Teraz Ratu stoi na straży maluchów i nie pozwala się nikomu do nich zbliżyć. Nawet Maja Krakowiak ich nie widziała z bliska. Tak samo jak fotografka zoo Ewa Ziółkowska: – Są za kratami, w dużym boksie, za wysokim ogrodzeniem.

Do tej pory tylko jeden człowiek je widział – opiekun tygrysów. Za to szefowa drapieżników podgląda tygrysią rodzinę dzięki całodobowemu monitoringowi. Dzięki temu wiadomo, co się na zapleczu tygrysiego wybiegu dzieje. – Nagraliśmy też sam poród. Trwał trzy godziny. Wkrótce go pokażemy na stronie zoo. Ale po zmontowaniu będą to trzy minuty z całego porodu – zapowiada Maja Krakowiak.

Jeszcze nie udało się nawet określić płci maluchów. Stanie się to dopiero po tym, jak Ratu przejdzie do drugiego boksu i zostawi młode. Kiedy to będzie? Może w przyszłym tygodniu. – Teraz najważniejsze jest to, by zostawić ją w spokoju – mówi szefowa drapieżników.

Do całej tej sytuacji przyczynił się 11-letni Iban, którego Niemcy nam wypożyczyli właśnie z myślą o przedłużeniu gatunku w Polsce. Mimo tego, że w zoo we Frankfurcie w chwili zbliżenia z partnerką zagryzł ją, to koordynator gatunku zdecydował w zeszłym roku, by tygrys przyjechał do Warszawy. Wszyscy na Ratuszowej drżeli przed jego spotkaniem z Ratu. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Iban zbliżył się do dzikiej kocicy aż sześć razy w ciągu jednej randki. I tak było przez następne dni.

Kot do Niemiec odjedzie najwcześniej w maju. Musi być u nas, bo tam też spowodował, że inna partnerka ma małe koty, więc do czasu, aż nie podrosną, samiec będzie w Polsce. Być może jeszcze wróci nad Wisłę przedłużać gatunek, gdyby nie udało się nam znaleźć partnera dla Ratu na stałe.

Teraz na Ratuszowej czekają na kolejne narodziny. I choć zapowiadanie ich nie jest w tradycji zoo, „żeby nie zapeszyć", to wszyscy mają nadzieję na narodziny wśród nosorożców i hipopotamów.

– Gdyby się udało u nosorożców, to by była światowa sensacja. Z hipopotamami jest wielka niewiadoma, bo samica po kryciach miała ruję, ale u nich tak jest, że nawet jak są w ciąży, to może w pierwszym miesiącu mieć jeszcze ruję – mówi wiceszefowa zoo Ewa Zbonikowska.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

A w herpetarium czekają na wyklucie się żółwi żabuti z Brazylii.

– Są od miesiąca w inkubatorze. Będą jeszcze 2,5 miesiąca. To dopiero jedna trzecia sukcesu. Jak się wyklują, będzie pełny sukces – mówi Mariusz Lech, szef herpetarium.