Dwudniowa konferencja Business PRECOP, która rozpoczęła się w środę w Katowicach, zgromadziła szerokie grono uczestników – od przedstawicieli Młodzieżowego Strajku Klimatycznego po doradców prezydenta Karola Nawrockiego. To jedno z największych spotkań poświęconych transformacji klimatycznej i środowiskowej w Europie Środkowej. Ma przygotować uczestników do nadchodzących globalnych negocjacji ONZ, w szczególności do konferencji COP31, która odbędzie się w listopadzie w Turcji.
Kamil Wyszkowski z UN Global Compact Network Poland, współorganizatora Business PRECOP, mówił podczas otwarcia, że konferencja od pięciu lat jest miejscem, w którym testuje się formalne włączenie biznesu w proces klimatyczny.
– Negocjacje klimatyczne są międzyrządowe. Bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że ćwiczeniem, które prowadzimy od pięciu lat, jest możliwość konsultacji z sektorem prywatnym tego, co dzieje się na kolejnych szczytach klimatycznych – powiedział.
Niclas Svenningsen z sekretariatu UNFCCC zauważył, że Business PRECOP to bardzo dobra nazwa. – Chodzi o to, co biznes, czy też prawdziwa gospodarka, może zrobić, aby przyspieszyć działania na rzecz klimatu i wdrożenia Agendy 2030 – mówił. – Rozważania z Business PRECOP będą naprawdę ważne i zostaną bezpośrednio uwzględnione podczas COP31 – zapowiedział Svenningsen.
Ważne każde źródło energii
Wiceminister energii Konrad Wojnarowski wskazywał, że Polska mocno inwestuje w zmianę miksu energetycznego – zarówno w odnawialne źródła energii, magazyny i nowe technologie, m.in. wodorowe, jak i w sieci elektroenergetyczne. – Do roku 2030 zainwestujemy 100 mld zł w sieci, a przez następne lata 80 mld zł – przypomniał.
Podkreślał, że „w dobie dzisiejszych wyzwań i kryzysów na pewno nie możemy się obrażać na żadne źródło energii”. Stąd nie tylko inwestycja w elektrownię jądrową, ale również pamięć o roli tradycyjnych mocy dyspozycyjnych. Wojnarowski zwrócił też uwagę na trwające prace nad Polityką energetyczną Polski. – Mam nadzieję, że ujrzy światło dzienne na przełomie roku albo na początku przyszłego roku – zapowiedział.
Franciszek Niemczewski z Fundacji Przyjaciół Młodzieżowego Strajku Klimatycznego wskazywał z kolei, że inwestycje w OZE rozwijają się zbyt wolno, a jednocześnie rosną ceny energii, surowców i podstawowych towarów. – W obliczu podwyżek, narastających anomalii pogodowych i kryzysu, zamiast przyspieszać, zwalniamy tempo transformacji – zaznaczył. Apelował, by do negocjacji klimatycznych włączyć nie tylko biznes, ale również stronę społeczną. – Bez stabilnego klimatu i bezpiecznego środowiska wasz przemysł i wasze inwestycje po prostu przestaną istnieć. Czas na odwagę, a nie fałszywy pragmatyzm – mówił.
Z Niemczewskim polemizowała Katarzyna Wrona z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. – To nie jest tak, że albo robimy na całego, albo zupełnie się zatrzymujemy. Ta polaryzacja zupełnie nie pomaga tematowi. Można to robić inaczej i mądrze, i za tym właśnie jesteśmy – przekonywała.
Zwróciła uwagę, że COP31 w Turcji odbędzie się w czasie prawdopodobnie największego kryzysu energetycznego po II wojnie światowej. W Europie ma on wymiar cenowy, podczas gdy np. w Azji problemem jest sam dostęp do energii. – Ten kontekst trochę zdepolaryzuje rozmowę o klimacie, która do tej pory była skupiona właśnie wyłącznie na celu obniżenia temperatury, a skupi się bardziej na tym, jakie są inne motywacje – powiedziała.
Kamil Wyszkowski z UNGCN Poland wskazywał natomiast, że wokół konsensusu naukowego narosło wiele mitów, nieprawd i półprawd, a państwa dysponujące ropą i gazem uzależniają od siebie inne gospodarki i chcą zatrzymać proces klimatyczny. – Najwyższą racją stanu w Polsce jest to, żebyśmy sobie zafundowali model energetyki rozproszonej oparty na lokalnych źródłach energii, a nie na [surowcach] sprowadzanych z zewnątrz – przekonywał.
Maria Andrzejewska z Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska przypomniała, że „żadne umowy międzynarodowe nie są w stanie zatrzymać zmiany klimatu, jeżeli my się do tego nie przyłożymy w sposób taki, że się zmienimy i zaczniemy mocniej transformować”. – Zielony Ład jest naprawdę bardzo sensownym kierunkiem, tylko nieszczęśliwie związała się z nim błędna narracja, która przerodziła się przede wszystkim w komunikację o kosztach, wysiłku i problemach – powiedziała. Zwróciła uwagę, że ci, którzy wcześniej zainwestowali w OZE, teraz czerpią z nich „ogromne korzyści”.
Transformacja i konkurencyjność
Wiceprezes Tauronu Michał Orłowski zauważył, że obecnie energetyka konwencjonalna w Polsce notuje bardzo dobre wyniki. Powodem są wzrost cen gazu oraz problemy elektrowni słonecznych. W tym półroczu moc zainstalowana w fotowoltaice osiągnęła 27 GW, podczas gdy szczytowe zużycie latem wynosiło około 23 GW. Operator sieci wyłącza więc elektrownie słoneczne. – Z drugiej strony jest chwilowy powrót do lepszej ekonomiki w sektorze węglowym – powiedział wiceprezes Tauronu.
Przyznał jednocześnie, że zmiana cyklu nie oznacza zmiany „trajektorii”. – Trajektoria redukcji emisji jest dla Europy nieunikniona. Mamy kwestię klimatu, który nas też jako przedsiębiorców dotyka. Przykładowo, nasza elektrociepłownia Stalowa Wola była w tym roku wiele dni wyłączona z powodu niewystarczającego poziomu wody w Sanie. To są zjawiska, które będą występowały coraz częściej – powiedział.
Doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego Wanda Buk zwróciła przede wszystkim uwagę, że „bezpieczeństwo nie rośnie na drzewach”, lecz trzeba na nie zarobić. Tymczasem, jak wskazywała, od trzech dekad obserwujemy spadek konkurencyjności Europy. – Gdzie jest suwerenność w 96 proc. paneli fotowoltaicznych zainstalowanych w Europie, które pochodzą z Chin? – pytała.
Ostrzegała przed popadnięciem w kolejne uzależnienie – po epoce zależności od paliw kopalnych. Przekonywała, że jeżeli Europa nie zajmie się swoimi podstawowymi potrzebami, w tym napięciami geopolitycznymi i bezpieczeństwem, „to naprawdę nie będziemy dyskutować za 30 lat o żadnym klimacie”, ponieważ „Europa przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy”.
Autor jest dziennikarzem WNP.PL