Pozycja ustrojowa Senatu nie jest bardzo mocna, jednak nadużyciem byłoby, twierdzenie, że nie ma on żadnego politycznego znaczenia, bo jeśli tak należałoby go po prostu zlikwidować. Inne jest znaczenie Senatu w okresie mono władzy, gdzie niejednokrotnie spełnia funkcje notariusza zaleceń politycznej centrali. Inna w czasie ostrego konfliktu politycznego, w sytuacji, kiedy opozycja uzyskuje w izbie wyższej większość.
Co może Senat? Ze spraw systemowych w obecnej konstelacji politycznej bez akceptacji jego większości: partii Jarosława Kaczyńskiego trudno byłoby przystąpić do zmian konstytucji, międzynarodowych traktatów. Niemożliwe byłoby również przeprowadzenie prezydenckiego referendum.
Czytaj także: Sprawa Banasia – trzy scenariusze
Senat ma też wpływ na proces legislacyjny w parlamencie, chociaż ograniczony. Może nanosić poprawki do uchwalonych wcześniej przez posłów ustaw, jednak na ostatnim etapie i tak mogą być one odrzucone przez sejmową większość. Senat może jednak przytemperować „ ekspresową legislację" - jako polityczne narzędzie, stosowane często w mijającej kadencji parlamentu. Dobrze było to widać w przypadku ustaw sądowych uchwalanych w błyskawicznym tempie, czasem w przeciągu jednej doby, czy jednego posiedzenia. Senat będzie mógł spowalniać dziki proces legislacyjny kierując go na normalne tory politycznej i merytorycznej, co może być tylko korzyścią dla procedowanych ustaw. Oczywiście nie można też wykluczyć, że w sytuacjach konfliktowych senatorowie mogą uczynić ze swoich uprawnień narzędzie obstrukcji, przeciągając bezcelowo proces legislacyjny, mnożąc techniczne poprawki do ustaw. Prawdziwa siła Senatu tkwi jednak w kontroli kilku kluczowych instytucji państwowych i wpływie na ich obsadę personalną. Senatorowie podejmują uchwały dotyczące przyjęcia lub odrzucenia sprawozdań TK, SN, RPO czy KRRiT. A także powołują spośród siebie m.in. dwóch przedstawicieli do Krajowej Rady Sądownictwa, trzech członków Rady Polityki Pieniężnej i dwóch członków Kolegium IPN. Wyrażają też zgodę na powołanie prezesa NIK, UOKiK, IPN oraz rzeczników: praw obywatelskich i praw dziecka.
I przykładowo, jeżeli obecny prezes NIK zrezygnowałby ze stanowiska, w związku z ujawnioną przez media aferą, ważnym ogniwem w powołaniu jego następcy byłby właśnie Senat. Co prawda powoływany jest on na wniosek Marszałka Sejmu lub grupy co najmniej 35 posłów – przez Sejm bezwzględną większością głosów. Jednak zgoda izby wyższej jest tu niezbędna.
Senat podejmuje uchwałę w sprawie powołania Prezesa NIK w ciągu miesiąca od dnia otrzymania uchwały Sejmu. Jeżeli odmawiałby wyrażenia zgody na powołanie nowego prezesa, Sejm zmuszony byłoby do poszukiwania nowego kandydata, a w efekcie do szukania kompromisowej kandydatury, która byłaby akceptowana przez senacką większość.
Także wbrew pozorom siła Senatu nie jest mała i nie chodzi tu wyłącznie o mocniejszy głos w debacie, ale także do zmuszenie politycznej większości do szukania kompromisu. Zdobycie przez opozycję przewagi w Senacie może pozwolić jej wyjść z roli politycznego statysty, pod warunkiem jednak, że utrzyma integralność, co w dłuższej perspektywie może być trudne.