W liczbach bezwzględnych skala oszustw i malwersacji, które dotąd zostały ujawnione w Polsce, jest z oczywistych względów mniejsza niż za granicą. Rynek jest o wiele młodszy, inwestorzy nie dysponowali przez lata tak ogromnymi kwotami jak na Zachodzie.
Jednak i u nas afery związane z defraudacją nieraz ogromnych jak na nasze warunki sum odbijały się za każdym razem szerokim echem.
Polski Madoff
Wyłudził ponad 16 mln zł od 56 osób, a następnie zniknął. Żeby wymknąć się wymiarowi sprawiedliwości, sfingował samobójstwo.
Finansista z Częstochowy Robert M. nazywany jest polskim Madoffem, podobnie bowiem jak ten amerykański filantrop wykorzystywał swoją reputację i kontakty do zbudowania piramidy finansowej. Do przekrętu użył założoną w 2005 roku firmę żony Ogólnopolskie Doradztwo Finansowe.
Zamożnych przedsiębiorców i sportowców namawiał do inwestowania w wysokooprocentowane lokaty VIP-owskie. Miały dawać one zysk nawet do 40 proc. w skali roku.
Tymczasem firma, zamiast inwestować te pieniądze, wykorzystywała je do spłacania zaciągniętych na zakup nieruchomości i samochodów kredytów.
Robert M. zniknął jesienią 2006 r. W lutym następnego roku angielska policja zawiadomiła polskie władze, że Polak popełnił samobójstwo. Tymczasem – jak się okazało kilka miesięcy później – prawdopodobnie było ono sfingowane. Mieli mu w tym pomóc policjanci, którzy dzięki tej małej przysłudze dostali nie tylko zwrot lokat, ale także obiecywane zyski.
Podobnych oszustw, które wyszły na jaw było w naszym kraju więcej. W sierpniu tego roku Monika B.-B., właścicielka kancelarii finansowej w Limanowej, przyznała się do postawionych jej zarzutów: zdefraudowania oszczędności co najmniej 160 osób.
Poszkodowani stracili co najmniej 12,5 mln zł, inwestując w lokatę, która miała przynosić zysk rzędu 18 procent w skali kilkunastu dni. W piramidę zainwestować mieli politycy, lekarze, a nawet policjanci.
Sprawa wyszła na jaw jesienią ubiegłego roku, kiedy Monika B.-B. przestała wypłacać pieniądze.
Największe oszustwa
Bogusław Bagsik przyrównuje swoje nazwisko do takich marek jak Coca-Cola, Microsoft czy Mercedes. Dla niego jest znanym znakiem firmowym.
Większości Polaków kojarzy się jednak z największym przekrętem finansowym lat 90.
Bagsik wraz z Andrzejem Gąsiorowskim pod koniec lat 80. założył spółkę Art-B, która w ciągu dwóch lat rozrosła się w gigantyczny holding.
Między wrześniem 1990 roku a latem 1991 roku, wykorzystując luki w ówczesnym systemie bankowym dzięki zastosowaniu tzw. oscylatora (wielokrotne oprocentowanie tych samych pieniędzy w różnych bankach), oszukali banki na ponad 400 mln zł.
W lutym 1998 roku sprawa trafiła do sądu. W końcu skazano go dwa lata później. Kiedy po czterech latach wyszedł na wolność, już rozpoczął realizowanie kolejnego pomysłu przekrętu.
Według doniesień „Pulsu Biznesu” w sierpniu 2004 roku Bogusław Bagsik wraz z kolegą miał założyć w Anglii spółkę Digit Service. Firma działała jak klasyczna piramida finansowa.
Na początku kusiła klientów superzyskami: co tygodniową wypłatą 1 proc. zysku (co rocznie dałoby 52 proc.) z inwestycji na rynku kontraktów walutowych (tzw. foreksie). Zyski były wypłacane z wpłat nowych inwestorów.
W ten sposób w ciągu dwóch lat Digit Service miała wyłudzić 28 mln złotych od 120 inwestorów. Tylko nieliczni zarobili, większość natomiast straciła połowę, a nawet wszystkie wpłacone pieniądze. Sprawa wyszła na jaw w 2007 roku. W maju następnego roku spółka została zlikwidowana.
Drugą największą aferą lat 90. była sprawa Bezpiecznej Kasy Oszczędności. Inwestorzy po pierwszym roku oszczędzania w niej mieli dostawać 180 proc. z odsetek, a po dwóch latach ich fundusze miały wzrosnąć nawet trzykrotnie. Twórcy BKO – Lechowi Grobelnemu – zaufało 11 tys. osób.
Firma powstała w 1989 roku. Grobelnemu szybko udało się zgromadzić ponad 3 mln zł depozytów.
Po dwóch latach wyszło na jaw, że kasa nie miała licencji bankowej, a więc działała nielegalnie. Grobelny miał przywłaszczyć sobie 11 mld starych złotych.
W 1996 roku Grobelny został skazany na 12 lat więzienia i 800 tys. zł odszkodowania. Jednak ze względu na uchybienia proceduralne wyrok został uchylony. Śledztwo zostało umorzone w 2002 roku z powodu braku dowodów.
Ostatnie lata
Na upadku Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej w 2006 roku klienci stracili ponad 320 mln złotych. Gdy ponad rok później splajtowała firma Interbrok, media szacowały straty inwestorów na miliard złotych.
Wśród osób, które zostały wówczas oszukane, były nazwiska z pierwszych stron gazet – między innymi byłego szefa gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Marka Ungiera, byłego trenera piłkarskiej reprezentacji Polski Janusza Wójcika, jak również Tadeusza Steckiewicza, prezesa Mennicy Polskiej.
Obydwie firmy – WGI i Interbrok – przyjmowały od klientów pieniądze, jednak nie ujawniały im faktycznych skutków inwestycji. Działały na zasadach piramid finansowych. Gdy kwota pieniędzy, które miały trafić do wypłaty przekroczyła tę, którą przynosili nowi klienci – piramidy upadły.