Minister Elisabeth Borne przekazała takie przesłanie na spotkaniu z przedstawicielami firm obsługujących autostrady, prosząc je, by nie wysyłały negatywnego sygnału w czasie, gdy rząd stara się uśmierzyć protesty „żółtych kamizelek".
Wezwała te firmy do „wsłuchania się w duże oczekiwania wyrażane wobec siły nabywczej i do złożenia odpowiednich propozycji w ramach ich polityki stawek i handlowej" — stwierdza komunikat jej resortu. Nie wymieniono na razie żadnej liczby. „Przystąpiono do zbadania pierwszych ścieżek dotyczących zwłaszcza sytuacji korzystających regularnie z autostrad na trasie dom-miejsce pracy, które będą następnie dogłębnie oceniane" — dodano.
Spotkanie pani minister z firmami oznacza początek dyskusji operatorów z rządem, który „jest zdeterminowany znaleźć najlepsze związania na rzecz siły nabywczej użytkowników" tych dróg.
Każdego roku podwyżka stawek myta od 1 lutego wywołuje krytykę warunków sprywatyzowania sieci autostrad w 2006 r. Tym razem doszedł kontekst niezadowolenia z drogiego życia, co doprowadziło do demonstracji czasem gwałtownych od kilku tygodni i sprawiło, że ta kwestia jest jeszcze bardziej drażniąca.
Przedstawienie nowych stawek komitetowi użytkowników miało nastąpić 26 listopada, ale przesunięto je na 11 grudnia, a następnie na nowy rok. Zgodnie z normalnym systemem, stawki miały wzrosnąć średnio o 1,8 proc. — z lokalnymi odstępstwami — wobec 1,55 proc. w 2018 r.
Operatorzy twierdzą, że podwyżka o 1,35 proc ma związek z inflacją, a 0,25 proc. ma nadrobić zamrożenie stawek obowiązujące od 2015 r., do 2023 r. chcą odzyskać w ten sposób 500 mln euro; nie potrafią wytłumaczyć powodu podwyżki o 0,2 proc. Rząd szacuje, że w 2017 r. firmy te zarobiły 2,8 mld euro, największy operator Vinci Autoroutes 1,75 mld (+28, r proc.), a wypłaty dywidendy skoczyły o 88 1 proc. do prawie 4 mld euro. Zapowiada się więc nowy front walki.