Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które systemowe problemy, oprócz pogody, odpowiadają za paraliż na europejskim niebie.
  • Jaki kraj jest „wąskim gardłem” lotniczej Europy i jakie są tego prognozy na przyszłość.
  • Jak nowy unijny system kontroli granicznej (EES) generuje wielogodzinne zatory na lotniskach.
  • W jaki sposób pasażerowie, często nieświadomie, sami przyczyniają się do powstawania opóźnień.

– Wiadomo, że jak w Europie jest lato, będą burze. To nas nie zaskakuje. Są jednak dość precyzyjne prognozy i kontrolerzy doskonale wiedzą, że za 2-3 dni powstanie front burzowy. Agencje nie są jednak w stanie ściągnąć do pracy dodatkowych kontrolerów tak, żeby liniom lotniczym umożliwić sprawne ominięcie ognisk burzowych – mówi Michał Kaczmarzyk, prezes linii Buzz z Grupy Ryanaira.

Czasami te fronty są ogromne i sięgają od Bałtyku po Morze Śródziemne, wtedy rzeczywiście trudno jest skutecznie zarządzać ruchem. – Jeśli jednak mamy środek burzy nad Alpami, czy nad Europą Środkową, z pewnością można ją ominąć, ale wówczas przestrzeń powietrzna np. Saksonii się zapycha, bo jest zbyt mało kontrolerów, aby zarządzać dodatkowymi samolotami – dodaje Michał Kaczmarzyk.

Czytaj więcej

PPL z rekordowym zyskiem. Lotnisko Chopina bije kolejne rekordy pasażerów

Jak podkreśla, ta sytuacja niedoborów nie dotyczy PAŻP i polskiej przestrzeni powietrznej. – PAŻP bardzo poprawnie zarządza przestrzenią tak jeśli chodzi o przeloty, jak i sloty na lotniskach – uważa.

Największy problem Europy to francuska kontrola lotów

Dzisiaj największym problemem w zarządzaniu europejskim systemem lotniczym są niedobory we Francji. Ryanair wezwał w bardzo ostrej formie w ostatni piątek, 3 lipca rząd w Paryżu do pilnego przeprowadzenia reformy francuskiego systemu kontroli ruchu lotniczego.

Podstawą interwencji Ryanaira był krytyczny raport senatora Vincenta Capo-Canellasa potwierdzający, że francuska agencja kontroli ruchu lotniczego DSNA boryka się z niedoborem personelu, niską wydajnością, korzysta z przestarzałej technologii i nie będzie w stanie sprostać wzrostowi natężenia ruchu lotniczego.

Czytaj więcej

Linie lotnicze nie dostaną wsparcia. Przewoźnicy odbiją to sobie na pasażerach

W raporcie ostrzega się, że jeśli nie zostaną wprowadzone nowe środki, Eurocontrol szacuje, iż do 2030 r. francuska kontrola ruchu lotniczego (ATC – Air Traffic Control) nie będzie już w stanie sprostać zapotrzebowaniu na loty. To oznacza, że „część lotów będzie musiała zostać nieuchronnie i strukturalnie odwołana”. Natomiast opóźnienia spowodowane przez francuski system ATC będą kosztować linie lotnicze 1,7 mld euro rocznie do 2035 r.

Do tego czasu jedna trzecia francuskich kontrolerów ma przejść na emeryturę, co pogłębi niedobory kadrowe. Wydajność francuskiego systemu kontroli ruchu lotniczego pozostaje poniżej średniej UE – wyszkolenie kontrolera we Francji zajmuje 5 lat, podczas gdy w innych krajach europejskich, takich jak Wielka Brytania i Irlandia, szkolenie trwa mniej niż 2 lata – wskazuje Eurocontrol.

System kontroli granicznej do pilnej poprawki

Kolejny problem to zatory wynikające z wdrożenia w Europie Entry/Exit System (EES) dla podróżujących spoza Unii Europejskiej i Europejskiej Przestrzeni Gospodarczej. Kolejki do takich odpraw, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i we Włoszech, ale także w Hiszpanii i Portugalii zmuszają przyjeżdżających do wyczekiwania w kolejkach nawet do 5 godzin. Sytuacja we Włoszech stała się tak poważna, że władze poinformowały Brukselę o planach zawieszenia EES na szczyt sezonu letniego.

Czytaj więcej

Unijny system graniczny wywołał chaos. Linie lotnicze biją na alarm przed wakacjami

We wspólnym liście do Magnusa Brunnera, komisarza UE do spraw wewnętrznych i migracji, Ourania Georgoutsakou, dyrektor Airlines for Europe, organizacji zrzeszającej największe europejskie linie lotnicze Airlines for Europe, Olivier Jankovec, dyrektor generalny ACI Europe, do której należą największe europejskie lotniska oraz Thomas Reynaert, wiceprezes IATA napisali, że sytuacja osiągnęła punkt krytyczny w zarządzaniu EES. Domagają się natychmiastowej interwencji Brukseli. Ich zdaniem najprostszym rozwiązaniem byłoby zawieszanie tego systemu na lotniskach, kiedy liczba oczekujących na kontrolę uniemożliwia płynne przekraczanie granicy. Bruksela broni się, że winne jest nie EES, ale nagromadzenie lotów w konkretnych godzinach szczytu, ale w ostatni piątek, 3 lipca przewodnicząca KE, Ursula von der Leyen przyznała, że jest problem. A komisarz Brunner obiecał, że Komisja zajmie się tą sytuacją w najbliższy wtorek, 7 lipca.

Pasażerowie też dokładają swoje

Często winni opóźnień samolotów są sami pasażerowie przyjeżdżający na lotniska w ostatniej chwili i ustawiający się w nieodpowiednich kolejkach do punktów kontroli granicznej. Nie pamiętają też, że aby odprawić się w bramkach automatycznych konieczne są dokumenty biometryczne (paszport albo dowód osobisty), a z tego szybkiego przejścia nie mogą korzystać małe dzieci.

Upierają się, żeby zrobić zakupy lub napełnić butelkę wodą w strefie Schengen, chociaż i jedno, i drugie, podobnie jak punkty gastronomiczne, są dostępne po drugiej stronie bramek.

Czytaj więcej

Geopolityka nie zabija w nas chęci wyjazdu na wakacje. Ostrożniej wybieramy kierunki

W trudnej sytuacji znajduje się LOT, który na lotnisku Chopina w Warszawie buduje centrum przesiadkowe. – Staramy się, o ile jest to możliwe, czekać na spóźnionych pasażerów tranzytowych. Jest to jednak możliwe pod warunkiem, że nie stracimy slotu, bo wtedy grozi nam zakłócenie całego rejsu – mówi Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT-u.

– Problem z europejskim lotnictwem polega przede wszystkim na mieszance bardzo sfragmentyzowanego, nieefektywnego systemu zarządzania przestrzenią powietrzną z brakiem przepustowości (lotniczej i „ludzkiej”) na głównych lotniskach. Sytuacja jest i tak lepsza niż kilka lat temu, głównie dzięki temu, że spółki lotniskowe i obsługi naziemnej zatrudniają bardzo wiele dodatkowych osób na lato – uważa Dominik Sipiński, ekspert rynku lotniczego, z ch-aviation.